18.05.2024, 10:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.05.2024, 10:26 przez Charles Mulciber.)
Upomniany przez ojca Charles uznał, iż należy skończyć przepychanki słowne z bratem, tym bardziej, gdy do stołu dołączył ktoś, wydawałoby się, obcy. Śniadaniem zarządzał wuj Robert i Charlie nie zamierzał protestować. Stanley mógł zapewnić powiew świeżości i nieco rozrywki wśród zbyt poważnych Mulciberów.
- Tak jest, ojcze. - Rzucił jeszcze krótko do taty, a Stanleyowi skinął głową i nawet uśmiechnął się lekko, gdy ojciec go przedstawił. - Panie Borgin, spodziewam się, że będziemy się częściej widywać, teraz, gdy będę pomagał wujowi w rozwoju... interesów. - Zagadnął do Stanleya, lecz koniec jego wypowiedzi załamał się nieco, gdy poczuł kopnięcie pod stołem! Bolesne, gdy drobny dziewczęcy bucik wbił się w piszczel z siłą, która przyniosła falę bólu! - Liczę na owocną współpracę. - Powiedział niemal przez zęby, momentalnie kierując spojrzenie na Sophie. Zamorduję cię!, starał się przekazać kuzynce bez słów, marszcząc brwi i zaciskając usta. Musiał naprawdę, naprawdę mocno ze sobą walczyć, żeby nie zrobić jej jakiegoś psikusa, choćby nie wrzucić jej jajka we włosy! Musiał jednak pamiętać, że nie wolno bawić się jedzeniem oraz, co ważniejsze, że jest dorosły.
Postarał się wrócić do równowagi tak szybko, jak ją stracił, choć pochylił się lekko, by rozmasować piszczel. Dopiero wtedy mógł przejść do częstowania się śniadaniem. Nie było potrzeby sięgania po słodkie rogaliki, do których dobrała się już ciocia Lorien, gdy mógł posłużyć się magią i przenieść dwa na swój talerzyk. Równie bezróżdżkowo sięgnął po dżem, by rozsmarować słodkości na pieczywie. W Londynie jego słabość do słodyczy urosła do jeszcze większych niż zwykle rozmiarów! I chociaż nie umiał przekonać się do herbaty, to poczęstował się kawą. Mocny, czarny napar z nieprzyzwoitą ilością mleka i cukru; czy było coś lepszego?
- Tak jest, ojcze. - Rzucił jeszcze krótko do taty, a Stanleyowi skinął głową i nawet uśmiechnął się lekko, gdy ojciec go przedstawił. - Panie Borgin, spodziewam się, że będziemy się częściej widywać, teraz, gdy będę pomagał wujowi w rozwoju... interesów. - Zagadnął do Stanleya, lecz koniec jego wypowiedzi załamał się nieco, gdy poczuł kopnięcie pod stołem! Bolesne, gdy drobny dziewczęcy bucik wbił się w piszczel z siłą, która przyniosła falę bólu! - Liczę na owocną współpracę. - Powiedział niemal przez zęby, momentalnie kierując spojrzenie na Sophie. Zamorduję cię!, starał się przekazać kuzynce bez słów, marszcząc brwi i zaciskając usta. Musiał naprawdę, naprawdę mocno ze sobą walczyć, żeby nie zrobić jej jakiegoś psikusa, choćby nie wrzucić jej jajka we włosy! Musiał jednak pamiętać, że nie wolno bawić się jedzeniem oraz, co ważniejsze, że jest dorosły.
Postarał się wrócić do równowagi tak szybko, jak ją stracił, choć pochylił się lekko, by rozmasować piszczel. Dopiero wtedy mógł przejść do częstowania się śniadaniem. Nie było potrzeby sięgania po słodkie rogaliki, do których dobrała się już ciocia Lorien, gdy mógł posłużyć się magią i przenieść dwa na swój talerzyk. Równie bezróżdżkowo sięgnął po dżem, by rozsmarować słodkości na pieczywie. W Londynie jego słabość do słodyczy urosła do jeszcze większych niż zwykle rozmiarów! I chociaż nie umiał przekonać się do herbaty, to poczęstował się kawą. Mocny, czarny napar z nieprzyzwoitą ilością mleka i cukru; czy było coś lepszego?