18.05.2024, 14:10 ✶
Wbił zszokowane spojrzenie w Mills, a jego usta raz otwierały się i zamykały, jak u ryby wyrzuconej na brzeg jeziora, gdy ta zalewała go kolejnymi komentarzami. To się nie godziło! Dał z siebie sto procent, to chyba oczywiste, że wyszło mu wszystko idealnie. Poza tym poniekąd miał to w genach po Godryku i babci Slughorn podobnie jak Morfeusz. To było statystycznie niemożliwe, żeby ten występ mu nie wyszedł. Każdy na miejscu Moody byłby zachwycony, tylko ona nie doceniała tego, co miała przed oczami!
— Chce, żeby nas olśniewało, a nie tylko oślepiało — wytłumaczył cierpliwie, zaciskając usta w wąską linię, gdy przyjaciółka ze szkolnej drużyny zanosiła się śmiechem. Jakim cudem uchowała się w takim towarzystwie jak Longbottomowie? Gdzie jakieś poszanowanie dla bóstw i dla osób przemawiających? Zero wyczucia, tylko kpina. Eh, co za publiczność. — Nie wywołuję wojen, więc nie po drodze mi z Aresem. A Atena wydaje się zbyt wyrachowana, aby jej wyroki faktycznie były mądre. A Helios... Cóż, ''Pan Słoneczko'' całkiem do mnie pasuje, nie sądzisz?
Uśmiechnął się krzywo, bez większego zaangażowania, jakby sam się jej podstawiał, aby dalej stroiła sobie z niego żarty. Zmarszczył lekko czoło, kiedy Mills zaczęła rozglądać się po kuchni, poszukując ''herbacianych śmieci''. Trudno było odgadnąć, czy była to część żartu i typowego dla Mills humoru, czy jednak kryło się za tym, coś poważniejszego. Z drugiej strony, Erik niezbyt chciał wchodzić w ten temat. Dziewczyna ledwo ukończyła leczenie, a skoro hospitalizacja trwała bite dwa miesiące, to pewnie dalej musiała sobie radzić z konsekwencjami swojego losu.
— Wolałbym usłyszeć, że jestem dla ciebie, jak brat albo kuzyn — odparł z lekkim zawodem, upijając nieco herbatki. Wbił w Mills zawiedzione spojrzenie. — Sądziłem, że więcej dla ciebie znaczę. — Pociągnął teatralnie nosem, przecierając oczy, aby pozbyć się niewidzialnych łez. — Wielka to zdrada, panno Moody. Chociaż może to i lepiej. Obawiam się, że mógłbym znacznie zawyżyć twoje standardy. A to znacznie ograniczyłoby liczbę mężczyzn na rynku matrymonialnym, jakimi mogłabyś być zainteresowana.
Wprawdzie nie widział niczego złego w byciu czyimś osobistym gejem, jednak tak bezpośrednie zasugerowanie mu jego preferencji nieco go rozproszyło. Czy Millie po prostu znowu stroiła sobie żarty, idąc po linii najmniejszego oporu i sięgając po najbardziej oklepane teksty? A może kryło się za tym coś więcej? Wprawdzie wątpił, aby dziewczyna wiedziała, jednak mogła podejrzewać. Może brakowało jej twardych dowodów, ale mogła mieć parę tropów. Ewentualnie mogła uważać, że Erik po prostu był dżentelmenem. To też była całkiem niezła opcja.
— Prawdę mówiąc, sądziłem, że te kilka miesięcy w odosobnieniu sprawi, że zwrócisz się ku kowenowi i przyjmiesz jakieś śluby czystości albo ciszy i poświęcisz kolejne lata pielęgnowaniu swojej więzi z Matką — odparł miękko. — Wiesz, żeby lepiej zrozumieć samą siebie.
Rozczarowanie? No po prostu cudownie, skomentował bezgłośnie kolejną wróżbę. I jaka typowa. Najpierw wielkie szczęście, a potem kapka kłopotów, żeby przypadkiem nie miał za dobrze w życiu. Na czym się skończy? Na odrzuceniu przez kogoś? Niedotrzymaniu jakiejś obietnicy? Straty małej sumy galeonów podczas gry w karty? Cóż, jeśli czekał go sukces, to może stworzy mu on przy okazji poduszkę bezpieczeństwa, dzięki której przetrwa kolejny upadek.
— Zaczynam bać się tego, co będzie dalej — rzucił niezobowiązująco, sięgając po kolejną filiżankę.
— Chce, żeby nas olśniewało, a nie tylko oślepiało — wytłumaczył cierpliwie, zaciskając usta w wąską linię, gdy przyjaciółka ze szkolnej drużyny zanosiła się śmiechem. Jakim cudem uchowała się w takim towarzystwie jak Longbottomowie? Gdzie jakieś poszanowanie dla bóstw i dla osób przemawiających? Zero wyczucia, tylko kpina. Eh, co za publiczność. — Nie wywołuję wojen, więc nie po drodze mi z Aresem. A Atena wydaje się zbyt wyrachowana, aby jej wyroki faktycznie były mądre. A Helios... Cóż, ''Pan Słoneczko'' całkiem do mnie pasuje, nie sądzisz?
Uśmiechnął się krzywo, bez większego zaangażowania, jakby sam się jej podstawiał, aby dalej stroiła sobie z niego żarty. Zmarszczył lekko czoło, kiedy Mills zaczęła rozglądać się po kuchni, poszukując ''herbacianych śmieci''. Trudno było odgadnąć, czy była to część żartu i typowego dla Mills humoru, czy jednak kryło się za tym, coś poważniejszego. Z drugiej strony, Erik niezbyt chciał wchodzić w ten temat. Dziewczyna ledwo ukończyła leczenie, a skoro hospitalizacja trwała bite dwa miesiące, to pewnie dalej musiała sobie radzić z konsekwencjami swojego losu.
— Wolałbym usłyszeć, że jestem dla ciebie, jak brat albo kuzyn — odparł z lekkim zawodem, upijając nieco herbatki. Wbił w Mills zawiedzione spojrzenie. — Sądziłem, że więcej dla ciebie znaczę. — Pociągnął teatralnie nosem, przecierając oczy, aby pozbyć się niewidzialnych łez. — Wielka to zdrada, panno Moody. Chociaż może to i lepiej. Obawiam się, że mógłbym znacznie zawyżyć twoje standardy. A to znacznie ograniczyłoby liczbę mężczyzn na rynku matrymonialnym, jakimi mogłabyś być zainteresowana.
Wprawdzie nie widział niczego złego w byciu czyimś osobistym gejem, jednak tak bezpośrednie zasugerowanie mu jego preferencji nieco go rozproszyło. Czy Millie po prostu znowu stroiła sobie żarty, idąc po linii najmniejszego oporu i sięgając po najbardziej oklepane teksty? A może kryło się za tym coś więcej? Wprawdzie wątpił, aby dziewczyna wiedziała, jednak mogła podejrzewać. Może brakowało jej twardych dowodów, ale mogła mieć parę tropów. Ewentualnie mogła uważać, że Erik po prostu był dżentelmenem. To też była całkiem niezła opcja.
— Prawdę mówiąc, sądziłem, że te kilka miesięcy w odosobnieniu sprawi, że zwrócisz się ku kowenowi i przyjmiesz jakieś śluby czystości albo ciszy i poświęcisz kolejne lata pielęgnowaniu swojej więzi z Matką — odparł miękko. — Wiesz, żeby lepiej zrozumieć samą siebie.
Rozczarowanie? No po prostu cudownie, skomentował bezgłośnie kolejną wróżbę. I jaka typowa. Najpierw wielkie szczęście, a potem kapka kłopotów, żeby przypadkiem nie miał za dobrze w życiu. Na czym się skończy? Na odrzuceniu przez kogoś? Niedotrzymaniu jakiejś obietnicy? Straty małej sumy galeonów podczas gry w karty? Cóż, jeśli czekał go sukces, to może stworzy mu on przy okazji poduszkę bezpieczeństwa, dzięki której przetrwa kolejny upadek.
— Zaczynam bać się tego, co będzie dalej — rzucił niezobowiązująco, sięgając po kolejną filiżankę.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞