23.12.2022, 20:45 ✶
Nie była pewna czy w tym momencie przeklinała, czy dziękowała za niezmienną pogodę ducha Brenny. Pokręciła głową, mimo wszystko czując ulgę, że ten krok mają za sobą. W prawdziwe Dumbledore zwrócił się do niej jako jednej z pierwszych osób, ale to czyny Moody wobec kolejnych ludzi określały w pełni skuteczność działania czarownicy. Bez ich wsparcia zostałaby z niczym prócz marnych planów.
Obserwowała ekspresję twarzy Brenny, poszukując jakiegokolwiek znaku zaniepokojenia, czy wątpliwości, chociaż oczywiście nie spodziewała się po niej niczego innego, jak wrodzonego spokoju i akceptacji. Moody zastanawiała się, czy wspomnieć coś więcej o tym iście pozytywnym nastawieniu, ale doszła do wniosku, że nie warto jeszcze bardziej pogłębiać ich intensywną rozmowę. Merlin jeden wie, że akurat w tej sekundzie potrzebowała odrobiny optymizmu.
— Spokojnie, nie musisz nic podpisywać. Będę się z tobą kontaktować tak jak zawsze. Ty również nie wahaj się wysłać Płotki, jeśli przyjdzie ci do głowy jakakolwiek wątpliwość, czy pytanie. Sama mierzę się z nimi cały czas. Planujemy reakcję w odpowiedzi na działania Voldemorta, jakiekolwiek by one nie były Zapewnienie tych, którzy poczuli się zagrożeni, że mają w nas wsparcie. — Odrzekła, wstając z krzesła i szybko zgarniając różdżkę ze stołu. Na rozłożonej gazetach, w miejscu krzykliwego nagłówka pozostała jedynie niewielka, wypalona resztką papierosa Idy dziura.
— Obędzie się bez ciastka, czeka mnie dzisiaj jeszcze kilka innych przystanków po drodze. Jeśli chodzi o mówienie innym: Upewnij się, że są to osoby o których wiesz wiele i którym ufasz. Wybierz wszystkich, których uznasz za stosownych do włączenia, ale miej w pamięci, by w miarę możliwości mi ich przedstawić w najbliższej przyszłości. — W sercu kobiety zapanował wreszcie względny spokój, kiedy szczegółowo układany w głowie przebieg całej rozmowy doszedł wreszcie do końca. Nawet jeśli od początku wiedziała, że Longbottomom może ufać, to powierzenie im ciężaru tajemnicy, w jakiś sposób dodawała Idzie dalszych sił. Nie była w tym sama. Byli razem. Jako grupa, jako nadzieja, wreszcie jako przyjaciele, którzy prócz wspólnej sprawy mieli też własne zaufanie i relacje, które w tych ciężkich czasach ze świecą było szukać.
— Ale dziękuję — dodała na odchodne, obracając się jeszcze przez ramię zanim wyszła z kuchni do korytarza. — Za propozycję ciastka — nawet jeśli zadziwiał ją fakt, że w tej chwili Brenn potrafiła myśleć o takich istotnych, chociaż drobnych sprawach jak komfort picia herbaty. — I za twoje wsparcie. Nie mówię tego tylko poprzez zaangażowanie Profesora Dumbledore’a, ale też od siebie. — Moody odcinała się na tle ciepłego ogniska domowego Brenny niczym ciemna plama farby na radosnym krajobrazie wspaniałych rodzinnych więzów. Mimo tego jak bardzo się od siebie różniły, po raz kolejny udało się im odnaleźć wspólny cel i zrozumienie.
— Cieszę się, że mogę ci ufać.
give me a bitter glory.