Crow uśmiechnął się, być może odrobinę bezczelnie, ale nie odbiegając za bardzo od tego, jak zachowywał się normalnie.
- Cóż, mało brakowało i tekścik byłby nietrafiony. - Nawiązywał oczywiście do cieszenia się z tego, że żył, ledwie kilka sekund po tym, jak omal nie rozbił sobie twarzy o bruk. Zasłużył sobie na tę glebę - nie powinien jeździć po takiej powierzchni, ale dostał tę deskę w prezencie dzisiaj rano i nie mógł zachwycić się nad jej geniuszem i prostotą, to jeszcze mocniej utwierdziło go w przekonaniu, że wszystko w Stanach musiało być lepsze - Brytyjczycy nigdy nie wymyśliliby czegoś, co dawało mu tyle zabawy. Kopnął ją, a ona podskoczyła do góry i mógł postawić ją pionowo, żeby oprzeć na niej rękę. - Jak cię to pocieszy, jesteś jedną z nielicznych osób, do których po powrocie odezwałem się z własnej woli. - A nie przez to, że wpadli na niego przypadkiem, albo zmusiła ich do tego sytuacja...
Zniknął w 69, więc... Zaraz trzecia rocznica? Trzecia rocznica tego, jak Crow zniknął.
- Cho. - Machnął głową w kierunku sali. - Myślę, że oboje chcemy się przed tym napić. - Bo przyniósł nie tylko interesy, ale również informacje, które... Niekoniecznie ją zadowolą, nawet jeżeli będzie wdzięczna za nie pominięcie jej w przekazywaniu ich dalej. Dał jej znak, żeby usiadła gdzieś z boku, a sam ruszył w kierunku baru. Niestety dzisiaj nie pracował w nim O'Dwyer, nie miał więc szans na zakup tego, co mruczek zrobił mu ostatnio - a szkoda, bo to jeden z tych drinków chodzących mu po głowie od dobrego miesiąca. Wrócił do niej z dwiema szklankami i małą butelką wina jagodowego, którego pewnie nie powinien pić dzień przed występem na scenie, ale nie powinien też tylu innych rzeczy, że... Kogo to na tym etapie obchodziło? Nie miał już siły ćwiczyć, a po tym przynajmniej szybko zaśnie, zamiast przewracać się z boku na bok.
- U ciebie wszystko w porządku? - Upewnił się, zanim zacznie chlapać o tym Dante tylko po to, żeby się okazało, że ona się z nim użera od dłuższego czasu. Odkręcił tę butelkę nalewając im po równo. - Z góry ostrzegam, że nie mamy czasu nadrobić trzech lat w jeden wieczór, bo jutro rano muszę iść pracować na tym cholernym Lammas. - Więc musiała mówić w skrócie. Po tak wspaniałej zapowiedzi (że się powinni najpierw napić) spodziewał się jednak głębszego zainteresowania tym co on miał do powiedzenia, niż chwilą własnej wylewności. Kiedy mówiła, on grzebał sobie po kieszeniach. Wyciągnął z nich dwa zawiniątka, pospiesznie wyłożone na zabrudzony blat.
- Cóż, mało brakowało i tekścik byłby nietrafiony. - Nawiązywał oczywiście do cieszenia się z tego, że żył, ledwie kilka sekund po tym, jak omal nie rozbił sobie twarzy o bruk. Zasłużył sobie na tę glebę - nie powinien jeździć po takiej powierzchni, ale dostał tę deskę w prezencie dzisiaj rano i nie mógł zachwycić się nad jej geniuszem i prostotą, to jeszcze mocniej utwierdziło go w przekonaniu, że wszystko w Stanach musiało być lepsze - Brytyjczycy nigdy nie wymyśliliby czegoś, co dawało mu tyle zabawy. Kopnął ją, a ona podskoczyła do góry i mógł postawić ją pionowo, żeby oprzeć na niej rękę. - Jak cię to pocieszy, jesteś jedną z nielicznych osób, do których po powrocie odezwałem się z własnej woli. - A nie przez to, że wpadli na niego przypadkiem, albo zmusiła ich do tego sytuacja...
Zniknął w 69, więc... Zaraz trzecia rocznica? Trzecia rocznica tego, jak Crow zniknął.
- Cho. - Machnął głową w kierunku sali. - Myślę, że oboje chcemy się przed tym napić. - Bo przyniósł nie tylko interesy, ale również informacje, które... Niekoniecznie ją zadowolą, nawet jeżeli będzie wdzięczna za nie pominięcie jej w przekazywaniu ich dalej. Dał jej znak, żeby usiadła gdzieś z boku, a sam ruszył w kierunku baru. Niestety dzisiaj nie pracował w nim O'Dwyer, nie miał więc szans na zakup tego, co mruczek zrobił mu ostatnio - a szkoda, bo to jeden z tych drinków chodzących mu po głowie od dobrego miesiąca. Wrócił do niej z dwiema szklankami i małą butelką wina jagodowego, którego pewnie nie powinien pić dzień przed występem na scenie, ale nie powinien też tylu innych rzeczy, że... Kogo to na tym etapie obchodziło? Nie miał już siły ćwiczyć, a po tym przynajmniej szybko zaśnie, zamiast przewracać się z boku na bok.
- U ciebie wszystko w porządku? - Upewnił się, zanim zacznie chlapać o tym Dante tylko po to, żeby się okazało, że ona się z nim użera od dłuższego czasu. Odkręcił tę butelkę nalewając im po równo. - Z góry ostrzegam, że nie mamy czasu nadrobić trzech lat w jeden wieczór, bo jutro rano muszę iść pracować na tym cholernym Lammas. - Więc musiała mówić w skrócie. Po tak wspaniałej zapowiedzi (że się powinni najpierw napić) spodziewał się jednak głębszego zainteresowania tym co on miał do powiedzenia, niż chwilą własnej wylewności. Kiedy mówiła, on grzebał sobie po kieszeniach. Wyciągnął z nich dwa zawiniątka, pospiesznie wyłożone na zabrudzony blat.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.