18.05.2024, 15:44 ✶
To miał być tylko mały empiryczny test.
No i miała tę całą jebaną empirię, jak ją ziemia zeżarła, to serce na moment jej stanęło w gardle. Ból był rzeczywisty - nie pierwszy, nie ostatni raz - ziemia zdecydowanie nie była jej sojuszniczką. Mildred od zawsze wolała wolność, jaką dawał przestwór powietrza, nawet jeśli to właśnie ów przestwór jebnął ją pewnego dnia piorunem. A teraz... pogrzebana żywcem. Co jeszcze? Czy przyjdzie jej kolekcjonować macki z wody i całospalenie?
– Nosz kurwa mać! – zaklęła siarczyście, chwilę po swoim upadku, nieświadoma ani tego, że nie leży w tych egipskich ciemnościach sama, ani tego, co się właściwie stało. Ciemność była przerażająca, lecz nie była ciemnością niebytu, która konsumowała ją przed trzema tygodniami. Pozostawała świadomość ciała, pozostawał ból tego ciała, a to były dobre wieści. To oznaczało, że zyje. Odetchnęła głęboko i przewróciła się na bok aby odkaszlnąć ziemią. Zaraz potem sięgnęła do podłużnej kieszeni na różdżkę, tej szczęśliwie nie zgubiła po drodze. Lumos – kolejny krok i szybka tarcza, gdyby rzucał się na nią wielki czerw. Mogła w sumie chcieć spróbować się teleportować na powierzchnię, ale w sumie dziwiło ją, że ziemia ją zeżarła, ale nie zabiła. Wolała najpierw się rozejrzeć.
Na widok Penny w nielepszym stanie obok siebie doskoczyła do koleżanki.
– Ja pierdole nic Ci nie jest? Gdzie jest Terry? – zapytała, w końcu przyjechali tu razem. Oświetlając jej ciało różdżką próbowała ocenić czy dziewczyna nie potrzebuje jakiejś pierwszej pomocy. – Nogi całe? Dupa w jednym kawałku? – dopytywała.
No i miała tę całą jebaną empirię, jak ją ziemia zeżarła, to serce na moment jej stanęło w gardle. Ból był rzeczywisty - nie pierwszy, nie ostatni raz - ziemia zdecydowanie nie była jej sojuszniczką. Mildred od zawsze wolała wolność, jaką dawał przestwór powietrza, nawet jeśli to właśnie ów przestwór jebnął ją pewnego dnia piorunem. A teraz... pogrzebana żywcem. Co jeszcze? Czy przyjdzie jej kolekcjonować macki z wody i całospalenie?
– Nosz kurwa mać! – zaklęła siarczyście, chwilę po swoim upadku, nieświadoma ani tego, że nie leży w tych egipskich ciemnościach sama, ani tego, co się właściwie stało. Ciemność była przerażająca, lecz nie była ciemnością niebytu, która konsumowała ją przed trzema tygodniami. Pozostawała świadomość ciała, pozostawał ból tego ciała, a to były dobre wieści. To oznaczało, że zyje. Odetchnęła głęboko i przewróciła się na bok aby odkaszlnąć ziemią. Zaraz potem sięgnęła do podłużnej kieszeni na różdżkę, tej szczęśliwie nie zgubiła po drodze. Lumos – kolejny krok i szybka tarcza, gdyby rzucał się na nią wielki czerw. Mogła w sumie chcieć spróbować się teleportować na powierzchnię, ale w sumie dziwiło ją, że ziemia ją zeżarła, ale nie zabiła. Wolała najpierw się rozejrzeć.
Na widok Penny w nielepszym stanie obok siebie doskoczyła do koleżanki.
– Ja pierdole nic Ci nie jest? Gdzie jest Terry? – zapytała, w końcu przyjechali tu razem. Oświetlając jej ciało różdżką próbowała ocenić czy dziewczyna nie potrzebuje jakiejś pierwszej pomocy. – Nogi całe? Dupa w jednym kawałku? – dopytywała.