Płynięcie w tę stronę było formalnością. Jeden cień przesunął się pod ich łodzią, teraz było wiadomo, czym ta istota była. Albo kim. Pozwoliły im przepłynąć - te trytony. Dlaczego - to pozostawało tajemnicą. Może właśnie dlatego, żeby lepiej się przygotować. Laurent nie zmieniłby swoich decyzji nawet mając wgląd w enigmatyczną przyszłość. Nie postanowiłby wracać szybciej, bo przecież Geraldine miała szansę coś znaleźć, nie zrezygnowałby z leczenia Cirila ani z tego, żeby zabrać go z nimi. Dlaczego nie chciał się przemienić - nie dopytywał. Nie dziwił się mu - sam nie powierzyłby swojej skóry chyba nikomu, a tym bardziej nie potrafiłby zaufać obcym z nią w dłoniach. Kiedy jesteś zupełnie bezbronny wobec ludzkiej podłości starasz się chronić siebie samego jak tylko możesz.
Te próby chronienia siebie, jak tylko możesz zostały zaraz pokazane i zaprezentowane. To był moment. Laurent nawet nie bardzo miał czas uspakajać Cirila, żeby przestał robić raban i krzyczeć. Przynajmniej dostał więcej czasu do regeneracji - gdyby go tam nie zatrzymywali to ta niemądra selkie rzuciłaby się od razu do wody i tam płynęła prosto do trytonów, które najwyraźniej pragnęły krwi. Bardzo jej pragnęły.
Sztuka spadania była równie enigmatyczna, co kwitnąca przed nimi przyszłość. Wątpliwa, znikoma. Czarna. Fiolet chyba musiał to przegrać, ale co Laurent o tym wiedział? Krzyknął, kiedy siła podbiła ich w górę i potraktowała całą łódź razem z nimi jako obciążeniem jak zapałkę, którą pocierasz o pudełko, żeby otrzymać płomień. Żaden wysiłek, choć kogoś w dole mogło to kosztować trochę sił. Oby. Inaczej okazałoby się, że po raz kolejny przychodzi im się zmierzyć z siłami, które znacząco przerastają możliwości przeciętnego czarodzieja.
Moment zanurzenia był przysłonięty jakimś woalem. Głuche tąpnięcie o wodę, jej presja, wysokość tego upadku. Laurent sam nie wiedział. Opadał w dół, a kiedy jego umysł wrócił do swojej pracującej formy to widział przy sobie tylko Victorię i Perseusa. A Geraldine? A Esme? Nigdzie ich nie było. Ciemna woda nie pozwalała na zbyt dużą widoczność. Podliczanie zysków i strat było bardzo proste w gruncie rzeczy - Geraldine przecież była w stanie zadbać o Esme, prawda? Na pewno go znajdzie. A oni? O nich na pewno mogła zadbać Victoria...
Ledwo o tym pomyślał, a już zobaczył, jak błyska różdżka w dłoniach zdolnej czarownicy i tworzy bąble powietrza ułatwiające im oddychanie. Skinął lekko głową, choć nawet nie był tego świadom - odruch bezwarunkowy. Wyciągnął białe, focze futro i okrył nim swoje ramiona. W drugiej chwili w wodzie była biała foka w towarzystwie do drugiej. Nieporadność poruszania się po lądzie znikała dla Laurenta w chwili, kiedy był pod wodą.
- Poczekaj, Cirilu! Zwolnij! - Zawołał za selkie, ale już powstrzymywanie go nie leżało w jego gestii. Spojrzał czarnymi jak węgielki ślepiami na swoich towarzyszy i podpłynął do nich, okrążając ich, żeby potem zanurkować przed nimi w dół - i tam się obejrzeć za nimi oczekująco. Tak, chciał płynąć za Cirilem. Mogli iść na brzeg, mogli uciekać, ale jeśli problem rzeczywiście znajdował się pod wodą... równie dobrze mogli spróbować go zbadać, prawda?