18.05.2024, 17:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2024, 13:07 przez Millie Moody.)
Millie znalazłaby kilka korzyści w zamianę w psa lub niedźwiedzia. Największą byłoby to, że podczas pełni mogłaby towarzyszyć swojemu bratu. Niestety, jej antytalent do transmutacji, skutecznie zamykał jej tę drogę. Przedmiot ledwo zdała, oszukując i kantując ile wlezie, a co dopiero żeby sama siebie była w stanie morfować? Niewykonalne!
– Kruk bo... no... to mój totem. Wiesz mam czarne włosy, lubię latać na miotle, fajnie byłoby latać no nie wiem... skrzydłami. I jeszcze jestem malutka, a kruki to bysiory spośród krukowatych. No i wiesz... Morrigan – podała imię Irlandzkiej boginii, jakby to miało tłumaczyć absolutnie wszystko.
Gdy tylko weszła do środka, jej złociste oczy rozświetliło zainteresowanie, ale nie suknią samą w sobie, choć tej zaiste niczego nie brakowało, a projektami porozwalanymi po podłodze. Była ciekawa jak Rosier zapisuje swoje myśli, jak mocno przyciska ołówek do kartki, jaki jest jego sznyt. Nosem niemal szorowała po podłodze, próbując wyłowić te projekty, które nawet nie tyle co się jej podobały najbardziej, ale te które rezonowały z nią. Poszarpane. Zdradzające płomień pasji w zimnym ślizgonie. Zdradzające jego ostre kły, twórczy chaos, który być może gdzieś mieszkał w ułożonym ciele. Powiadają, że ciekawość zabiła kota, w przypadku Millie była to groźna mieszanka ciekawości i odpływających myśli, gdy wyobraźnia podsuwała jej istoty, które w tych sukniach toczą zacięty bój pod sztandarem kapryśnej bogini śmierci i moru.
– Brak dowodów nie oznacza braku winy – mruknęła mu w odpowiedzi – To co mówisz o mugolakach oczywiście ma sens tak, ale co zamiast tego hmm? Przymusowa magiczna kastracja, bo miało się pecha? Lobotomia? Czy właśnie szkoła nie miała na celu raz pomóc dzieciom opanować talent, dwa wychować je tak, aby trzymały buzie w ciupeł? Ha! Czy nadal to nie jest celem Hogwartu? – Millie miała oczywiście swoje poglądy wynikające z faktu, że jej rodzice byli oboje czarodziejami, a zbyt wielu mugolaków znała, którzy czarowali zdecydowanie lepiej od niej. – Nie gadajmy o tym mów mi o tym co masz w sercu, a nie głowie. Opowiedz mi o jakiejś najbardziej szalonej, ekscentrycznej sukni jaką chciałeś zrobić i stchórzyłeś. – Bezceremonialnie usiadła na biurku i wyszczerzyła białe ząbki do Rosiera. Dyndała nogami i czekała na opowieść oraz szampana.
– Kruk bo... no... to mój totem. Wiesz mam czarne włosy, lubię latać na miotle, fajnie byłoby latać no nie wiem... skrzydłami. I jeszcze jestem malutka, a kruki to bysiory spośród krukowatych. No i wiesz... Morrigan – podała imię Irlandzkiej boginii, jakby to miało tłumaczyć absolutnie wszystko.
Gdy tylko weszła do środka, jej złociste oczy rozświetliło zainteresowanie, ale nie suknią samą w sobie, choć tej zaiste niczego nie brakowało, a projektami porozwalanymi po podłodze. Była ciekawa jak Rosier zapisuje swoje myśli, jak mocno przyciska ołówek do kartki, jaki jest jego sznyt. Nosem niemal szorowała po podłodze, próbując wyłowić te projekty, które nawet nie tyle co się jej podobały najbardziej, ale te które rezonowały z nią. Poszarpane. Zdradzające płomień pasji w zimnym ślizgonie. Zdradzające jego ostre kły, twórczy chaos, który być może gdzieś mieszkał w ułożonym ciele. Powiadają, że ciekawość zabiła kota, w przypadku Millie była to groźna mieszanka ciekawości i odpływających myśli, gdy wyobraźnia podsuwała jej istoty, które w tych sukniach toczą zacięty bój pod sztandarem kapryśnej bogini śmierci i moru.
– Brak dowodów nie oznacza braku winy – mruknęła mu w odpowiedzi – To co mówisz o mugolakach oczywiście ma sens tak, ale co zamiast tego hmm? Przymusowa magiczna kastracja, bo miało się pecha? Lobotomia? Czy właśnie szkoła nie miała na celu raz pomóc dzieciom opanować talent, dwa wychować je tak, aby trzymały buzie w ciupeł? Ha! Czy nadal to nie jest celem Hogwartu? – Millie miała oczywiście swoje poglądy wynikające z faktu, że jej rodzice byli oboje czarodziejami, a zbyt wielu mugolaków znała, którzy czarowali zdecydowanie lepiej od niej. – Nie gadajmy o tym mów mi o tym co masz w sercu, a nie głowie. Opowiedz mi o jakiejś najbardziej szalonej, ekscentrycznej sukni jaką chciałeś zrobić i stchórzyłeś. – Bezceremonialnie usiadła na biurku i wyszczerzyła białe ząbki do Rosiera. Dyndała nogami i czekała na opowieść oraz szampana.