Przetarł oczy ze znużeniem. Tak, zdecydowanie potrzebował urlopu po urlopie. Dzisiejszy powrót był daleki od szczęśliwych, odwiedziny w pracy jeszcze bardziej męczące. To jeden z tych dni, w których najchętniej zaszyć się w domu, w łóżku, wypić butelkę piwa (albo butelkę whiskey) i już się nie wychylać. Potem masz drugą stronę - jeśli zaszyjesz się we własnych czterech ścianach to czy na pewno będzie dobrze? Wszystko będzie tańczyć w głowie - myśli, obrazy, wspomnienia. Więc poniekąd poczta od Geraldine była sposobnością na przelaniu skupienia na kogoś innego. Na nie cofaniu się tego, co wydarzyło się jeszcze rano, wczoraj czy przedwczoraj, na tym jak było fajnie albo niefajnie. Cain nawet nie bardzo się zastanawiał - tylko spojrzał na godzinę, żeby się upewnić, czy się wyrobi ze spotkaniem dzisiaj, jeśli nie - pierwszego lepszego dnia, gdyby dał radę. Z tym sprytnym skunksem, który kiedy nie radził sobie siłą - radził sobie sposobem.
Oto więc pytanie - czy znał kogoś, kto znał się na snach. Pytanie brzmieć może powinno - czy powinien do nich kierować Geraldine. Albo czy od tego powinni zaczynać? Nie, od tego zaczynać nie powinni, ale powinno to być brane pod uwagę. Ci bardziej oficjalni czy może ci, którzy dyskretnie załatwią sprawę, żeby nikt niczego nie wiedział, nikt o niczym nie słyszał?
- Znam. - Był zamyślony, bo i głęboko zanurzał się we własnych wspomnieniach i w słowach, które zostały mu tutaj przekazane. Chyba nie spotkał się z czymś takim bezpośrednio, ale nic dziwnego - u mugoli było jakoś prościej. Czarodzieje mieli tak wiele indywidualności we wszystkim, co się u nich działo, że głowa bolała, kiedy próbowało się do zebrać w jedną całość. Cain nie chciał się tutaj zepsuć. Już teraz na moment odpłynął - zacisnął powieki i zaczął nerwowo zaciskać palce na przedramieniu, żeby spróbować wrócić do świata żywych tu i teraz. Gdzieś mu umknęły przez to słowa o Thoranie. O tym, że dla swojej kochanej siostry był inny. Że przecież byli jak zlepieni z tej samej gliny, papużki nierozłączki, rozumiejący się doskonale - czy nie taki był właśnie dla siostry? A jednak coś się zmieniło. Oto wracaliśmy do punktu wyjściowego - tam, gdzie ten środek, punkt zaczepienia, nie był nigdy stały. Obracał się i kołysał, jego zmienność przytłaczała. Nawet ci najbliżsi potrafili okazać się całkowicie innym człowiekiem niż ten, którego znałeś dotychczas.
- Uch... przepraszam... - Mrugnął, rozchylając powieki na nowo. Powoli dźwięki i barwy otoczenia zaczynały wracać na swoje miejsce, a on przestał wbijać paznokcie we własną skórę. - Sprawdzić... Thorana? - Wolał się upewnić, czy czasem nie przegapił zbyt dużej i istotnej części rozmowy. Bo wcale nie był pewien, ile przegapił. Powstrzymał się przed durnym pytaniem A JAK SPRAWDZIĆ - przecież to było oczywiste. - Nie ma sprawy, Szelmo. Nawet i teraz, jeśli wiesz, gdzie jest.