18.05.2024, 19:22 ✶
Wzburzenie kwiatami Flynna nie poruszyło ani trochę. W gruncie rzeczy nawet nie spoglądał na niego, kiedy tak żywo gestykulował rękoma i emocjonował się kępą kompletnie nijakich roślin. Próbował wtedy poradzić sobie z niezręcznym drganiem ręki, kiedy Laurent też postanowił wypieścić go słowami. Ale tylko słowami. On chciałby dostać coś więcej. Wciąż tkwił w tej samej pułapce - niby wiedział, że nie powinien i nie miał szans, ale coś w jego ciele ciągle się łudziło - jak przy tej popielniczce - że może słysząc szuranie mebla po podłodze i ciche kroki, mógłby spodziewać się objęcia go rękoma, a nie ucieczki od papierów i zejścia na tę ścieżkę.
To już drugie rozczarowanie samym sobą. To już desperacja, tak? Był pieprzonym desperatem.
- Szkoda, że nie jestem częścią twojego świata. - Odepchnął się od niego raz jeszcze, sprawnie wyłapując słowa, pomiędzy które mógł się wpleść i zaznaczyć swoje miejsce - gdzieś poza schematem, daleko od innych, od bezpiecznych wyobrażeń. No właśnie, nie byli częściami swoich światów - to był czysty przypadek, bo ich ścieżki gdzieś po drodze się zatarły. Ale tego dalszego pierdolenia nie potrafił zrozumieć. - Mnie na przykład różni od nich wiele. - W jego zrozumieniu Prewett musiał być naprawdę ślepy na to, co działo się w Rose Noire. - Jest całkiem wyraźna różnica pomiędzy zabijaniem, żeby przeżyć lub żeby uratować innych biednych, bezbronnych ludzi, a tym co robił Dante. - Dante, nie Fontaine, bo bał się wejść rozmową w wir tego, czego dopuszczała się jego czarnoksięska ukochana. Smród papierosów nijak miał się do tego, jak cuchnęła kiedy ją porzucił. Wiedział to, bo nawet z osmolonymi płucami i zniszczonym od palenia heroiny ciałem nie był w stanie wytrzymać z nią w jednym łóżku. Nie był taki jak oni. Mógł być okropny, ale gdzieś pod nim znajdowało się jeszcze przynajmniej sześć kręgów pierdolonego piekła, a był kimś czytającym o mugolskich broniach zapalnych i rozważającym ich użycie. - Przestań żałować kompletnych szmat. On nie dręczył równych sobie, on dręczył tych, którzy nie mieli nic. Ludzi, którzy przegrali już na starcie życia. - Chociaż tego nie chciał, głos mu odrobinę zadrżał, bo to przecież było bardzo osobiste. Nikt tak nie wiedział, jak ciężko jest wydostać się z dnia społecznego, jak ktoś z jego biografią. Ktoś, kto słysząc pytanie Bletchleya o tym, czy chciałby z nim zamieszkać, zaczął później wyliczać, co musiałby zrobić, żeby zacząć normalne życie i docierało do niego, że kiedy inne dzieci uczyły się wiązania butów i treści baśni, jego „ojciec” uczył go jak okradać auta. Nie przepracował uczciwie żadnego dnia życia. Nie posiadał dokumentów. Gdyby chciał je legalnie wyrobić, zapytaliby go o przeszłość i poszedłby do więzienia albo zamknęli go w Lecznicy Dusz. Takich ludzi właśnie się sprzedawało. Takich jak on i Fontaine, zanim stała się kompletnie popierdolona. Nikt ich kurwa nie szukał, nikt za nimi nie płakał, nikt nie brał ich pod uwagę w żadnym rachunku sumienia, póki ktoś nie wytknął tego otwarcie, ale...
Ale później i tak się o nich zapominało. Śmierć dobrej, czarodziejskiej rodziny była tragedią. Zawsze szkoda było tych wszystkich dzieciaków. Na Ścieżkach też były dzieci, ale ich śmierci nie niosły się echem tak dobrze jak coś, z czym bogole mogli się utożsamić. Przyłapał na tym myśleniu nawet cholerną Norę Figg.
- I naprawdę nie rozumiem... ukradłeś mu całą kasę i nie masz nawet pułapki na drzwiach, Laurent to jest kurwa... eh. Nie jesteś z najbogatszej rodziny w Anglii? Kto ma więcej kasy od twojego starego, ci ruscy oligarchowie?
To już drugie rozczarowanie samym sobą. To już desperacja, tak? Był pieprzonym desperatem.
- Szkoda, że nie jestem częścią twojego świata. - Odepchnął się od niego raz jeszcze, sprawnie wyłapując słowa, pomiędzy które mógł się wpleść i zaznaczyć swoje miejsce - gdzieś poza schematem, daleko od innych, od bezpiecznych wyobrażeń. No właśnie, nie byli częściami swoich światów - to był czysty przypadek, bo ich ścieżki gdzieś po drodze się zatarły. Ale tego dalszego pierdolenia nie potrafił zrozumieć. - Mnie na przykład różni od nich wiele. - W jego zrozumieniu Prewett musiał być naprawdę ślepy na to, co działo się w Rose Noire. - Jest całkiem wyraźna różnica pomiędzy zabijaniem, żeby przeżyć lub żeby uratować innych biednych, bezbronnych ludzi, a tym co robił Dante. - Dante, nie Fontaine, bo bał się wejść rozmową w wir tego, czego dopuszczała się jego czarnoksięska ukochana. Smród papierosów nijak miał się do tego, jak cuchnęła kiedy ją porzucił. Wiedział to, bo nawet z osmolonymi płucami i zniszczonym od palenia heroiny ciałem nie był w stanie wytrzymać z nią w jednym łóżku. Nie był taki jak oni. Mógł być okropny, ale gdzieś pod nim znajdowało się jeszcze przynajmniej sześć kręgów pierdolonego piekła, a był kimś czytającym o mugolskich broniach zapalnych i rozważającym ich użycie. - Przestań żałować kompletnych szmat. On nie dręczył równych sobie, on dręczył tych, którzy nie mieli nic. Ludzi, którzy przegrali już na starcie życia. - Chociaż tego nie chciał, głos mu odrobinę zadrżał, bo to przecież było bardzo osobiste. Nikt tak nie wiedział, jak ciężko jest wydostać się z dnia społecznego, jak ktoś z jego biografią. Ktoś, kto słysząc pytanie Bletchleya o tym, czy chciałby z nim zamieszkać, zaczął później wyliczać, co musiałby zrobić, żeby zacząć normalne życie i docierało do niego, że kiedy inne dzieci uczyły się wiązania butów i treści baśni, jego „ojciec” uczył go jak okradać auta. Nie przepracował uczciwie żadnego dnia życia. Nie posiadał dokumentów. Gdyby chciał je legalnie wyrobić, zapytaliby go o przeszłość i poszedłby do więzienia albo zamknęli go w Lecznicy Dusz. Takich ludzi właśnie się sprzedawało. Takich jak on i Fontaine, zanim stała się kompletnie popierdolona. Nikt ich kurwa nie szukał, nikt za nimi nie płakał, nikt nie brał ich pod uwagę w żadnym rachunku sumienia, póki ktoś nie wytknął tego otwarcie, ale...
Ale później i tak się o nich zapominało. Śmierć dobrej, czarodziejskiej rodziny była tragedią. Zawsze szkoda było tych wszystkich dzieciaków. Na Ścieżkach też były dzieci, ale ich śmierci nie niosły się echem tak dobrze jak coś, z czym bogole mogli się utożsamić. Przyłapał na tym myśleniu nawet cholerną Norę Figg.
- I naprawdę nie rozumiem... ukradłeś mu całą kasę i nie masz nawet pułapki na drzwiach, Laurent to jest kurwa... eh. Nie jesteś z najbogatszej rodziny w Anglii? Kto ma więcej kasy od twojego starego, ci ruscy oligarchowie?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.