- Ta, ponoć jasnowidząca, chociaż jak dla mnie to było ciemnowidzenie... - Jak zwał, tak zwał, najważniejsze, że coś zobaczyła, może nie były to szczególnie optymistyczne wizje przyszłości, ale przynajmniej wiedziała, co ją czeka. Inaczej pewnie podeszłaby do tego bardziej lekkomyślnie. - Tak właściwie, to nie wiem, myślisz, że może tak być? - On zażartował, a ona potraktowała ten żart całkiem poważnie, co jeśli miał rację, jeśli to coś już ją zżerało. Zimny dreszcz przeszedł jej na samą myśl o takim przebiegu sytuacji. Póki co jednak, niczego nie była pewna, miała za mało informacji i to ją w tym wszystkim najbardziej wkurwiało, to błądzenie po omacku.
Yaxley w tym była podobna do Flynna - nie chciała zostać zapomniana. Kiedy myślała o swojej śmierci, to marzyła o tym, żeby coś ją spektakularnie wpierdoliło, chciała zginąć w walce, tyle, że w tej chwili wszystko wskazywało na to, że poza tym, że by ją to zeżarło to jeszcze by ją wyparło z myśli innych. Na to nie mogła się zgodzić, ze śmiercią pewnie jeszcze jakoś by mogła się pogodzić, ale nie z tym.
- Wolałabym, żebyś przesadzał, ale nie wiem, jak jest naprawdę, jebać to wszystko. - Widać po niej było, że błądzi, że nie ma pojęcia, co się dzieje i bardzo chce to zmienić.
- Wiesz, że za dzieciaka się ze mnie naśmiewali, później niby nie, było już inaczej, ale to te słowa zapamiętałam najbardziej, że jestem wynaturzeniem i odmieńcem. - Wytykali ją palcami, przynajmniej wtedy, gdy uczyła się w Hogwarcie, bo się jej bali. Była silniejsza od niejednego typa i mogła mu sprzedać solidną lepę na pysk. Siadanie na mordzie zignorowała, nie sądziła, że warto to komentować.
- Wiem, że on bywa w piątki w Kotle, lubi te wieczorki z muzyką na żywo, podejrzewam, że można go tam nadal spotkać. - Miała nadzieję, że chociaż tyle się nie zmieniło.