18.05.2024, 21:44 ✶
Rzut dla Morpheusa
Brenna umiała dostosować się do okazji – na spotkania biznesowe chodziła w eleganckich marynarkach, na przyjęciach pokazywała się w sukniach, wybieranych tak, by łatwo wtopić się w tłum: nie czyniących z niej gwiazdy, ale idealnie dopasowanych do okoliczności. Przychodziło jej to naturalnie, a jednak zwykle wyglądała dokładnie tak, jak teraz, odziana raczej niedbale, w mugolskie ubrania i rozczochrana. Też nie spała wiele tej nocy, ale nie było to aż tak łatwe do dostrzeżenia, bo od maja sprytnie zagarnęła dla siebie puder matki – o raz za dużo ktoś spytał, czy nie jest zmęczona, więc cudowny specyfik Potterów miał za zadanie zadbać o zniwelowanie odznak zbyt małej ilości snu czy zmartwień.
– Na wiele nie liczę, ale może coś zobaczę. A gdyby kręcił się w pobliżu? To może jednak chciałby pogadać? Większość duchów trzymają tutaj albo strach, albo jakieś niedokończone sprawy. Skoro te niedokończone sprawy ich dręczą… – Wzruszyła ramionami, niezbyt wiedząc, jak to wyjaśnić. – Jeżeli ktoś faktycznie był zamieszany w śmierć Juliusów, może chciałby, aby ktoś o tym wiedział? Pokazał ci się.
Przystanęła na moment, gdy Longbottom się zatrzymał. Też powędrowała spojrzeniem za jego wzrokiem, ale ona niczego nie dostrzegła. A to co zobaczył Morpheus… Cóż, może było wróżbą dla niego, a nie dla niej?
Za to gdy zwrócił spojrzenie z powrotem ku Brennie, przez ułamek sekundy zdawało mu się, że widzi krew na jej twarzy i ubraniu. Złudne wrażenie minęło zaraz: nie było żadnej krwi, żadnych czerwonych śladów na policzkach, żadnej rany na łuku brwiowym… Przewidzenie? A może, skoro już myślał o przyszłości swojej bratanicy, jasnowidzenie na moment uruchomiło się same?
– Niekoniecznie monotematyczna… Nora zna się na roślinach i eliksirach, Vinnie na magicznych stworzeniach, Thomas na mechanizmach, ja na animagii, ty na jasnowidzeniu… ale nie mamy żadnych specjalistów od duchów – westchnęła, absolutnie nieświadoma i tego widoku, który dojrzał jej wuj. Ruszyła po prostu po dwóch spękanych, kamiennych stopniach, wchodząc do zniszczonej altany. Wciąż były tu kamienne ławeczki, i między nimi kamienny stół. Kiedyś bez wątpienia panie siadały tutaj z książkami w pogodne dni, serwowano tu ciasteczka i herbatę dla gości, patrząc na ogród. Teraz jednak białe niegdyś powierzchnie poszarzały od brudu, zgniłe liście pałętały się po kątach, na górze pająk uplótł wielką sieć… – Hm… sama nie wiem. Interesuje ją wróżbiarstwo, przepowiednie, to tematyka bliska waszej komnacie. Ale czy zdoła się dogadać z innymi Niewymownymi? Millie ma specyficzny sposób bycia. I będzie musiała najpierw zająć się jakimiś badaniami, a ona szybko się nudzi.
Brenna ułożyła na stoliku pudełko i zaczęło wyciągać z niego świece, po czym zamarła.
Może poczuła to, co mógł wyczuć i Morpheus.
Że w altanie było jakby… chłodniej niż poza nią.
Tak, jak czuł to nocą, kiedy tuż obok był duch: wionący chłodem Limbo.
22.05.
Brenna umiała dostosować się do okazji – na spotkania biznesowe chodziła w eleganckich marynarkach, na przyjęciach pokazywała się w sukniach, wybieranych tak, by łatwo wtopić się w tłum: nie czyniących z niej gwiazdy, ale idealnie dopasowanych do okoliczności. Przychodziło jej to naturalnie, a jednak zwykle wyglądała dokładnie tak, jak teraz, odziana raczej niedbale, w mugolskie ubrania i rozczochrana. Też nie spała wiele tej nocy, ale nie było to aż tak łatwe do dostrzeżenia, bo od maja sprytnie zagarnęła dla siebie puder matki – o raz za dużo ktoś spytał, czy nie jest zmęczona, więc cudowny specyfik Potterów miał za zadanie zadbać o zniwelowanie odznak zbyt małej ilości snu czy zmartwień.
– Na wiele nie liczę, ale może coś zobaczę. A gdyby kręcił się w pobliżu? To może jednak chciałby pogadać? Większość duchów trzymają tutaj albo strach, albo jakieś niedokończone sprawy. Skoro te niedokończone sprawy ich dręczą… – Wzruszyła ramionami, niezbyt wiedząc, jak to wyjaśnić. – Jeżeli ktoś faktycznie był zamieszany w śmierć Juliusów, może chciałby, aby ktoś o tym wiedział? Pokazał ci się.
Przystanęła na moment, gdy Longbottom się zatrzymał. Też powędrowała spojrzeniem za jego wzrokiem, ale ona niczego nie dostrzegła. A to co zobaczył Morpheus… Cóż, może było wróżbą dla niego, a nie dla niej?
Za to gdy zwrócił spojrzenie z powrotem ku Brennie, przez ułamek sekundy zdawało mu się, że widzi krew na jej twarzy i ubraniu. Złudne wrażenie minęło zaraz: nie było żadnej krwi, żadnych czerwonych śladów na policzkach, żadnej rany na łuku brwiowym… Przewidzenie? A może, skoro już myślał o przyszłości swojej bratanicy, jasnowidzenie na moment uruchomiło się same?
– Niekoniecznie monotematyczna… Nora zna się na roślinach i eliksirach, Vinnie na magicznych stworzeniach, Thomas na mechanizmach, ja na animagii, ty na jasnowidzeniu… ale nie mamy żadnych specjalistów od duchów – westchnęła, absolutnie nieświadoma i tego widoku, który dojrzał jej wuj. Ruszyła po prostu po dwóch spękanych, kamiennych stopniach, wchodząc do zniszczonej altany. Wciąż były tu kamienne ławeczki, i między nimi kamienny stół. Kiedyś bez wątpienia panie siadały tutaj z książkami w pogodne dni, serwowano tu ciasteczka i herbatę dla gości, patrząc na ogród. Teraz jednak białe niegdyś powierzchnie poszarzały od brudu, zgniłe liście pałętały się po kątach, na górze pająk uplótł wielką sieć… – Hm… sama nie wiem. Interesuje ją wróżbiarstwo, przepowiednie, to tematyka bliska waszej komnacie. Ale czy zdoła się dogadać z innymi Niewymownymi? Millie ma specyficzny sposób bycia. I będzie musiała najpierw zająć się jakimiś badaniami, a ona szybko się nudzi.
Brenna ułożyła na stoliku pudełko i zaczęło wyciągać z niego świece, po czym zamarła.
Może poczuła to, co mógł wyczuć i Morpheus.
Że w altanie było jakby… chłodniej niż poza nią.
Tak, jak czuł to nocą, kiedy tuż obok był duch: wionący chłodem Limbo.
22.05.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.