18.05.2024, 21:49 ✶
Blondynka przekrzywiła głowę, przeskakując wzrokiem z Leona na Olivię i z powrotem. Z początku wyglądała na nieco zaskoczoną, ale na jej usta zaraz wkradł się uśmiech.
- Nagrodę, tak? Gratuluję wygranej! W takim razie proszę poczekać, zaraz ktoś do państwa podejdzie - ona nie była upoważniona do tego, by sprawdzać losy. Wskazała dłonią na kanapę, stojącą przy niskim stoliku kawowym. Na blacie znajdowały się cukierki oraz karafka z wodą i odwrócone dnem do góry szklanki, żeby nie dostał się do nich kurz. Sama zaś wstała ze swojego miejsca. - Zaraz poinformuję kogo trzeba, że pan przyszedł. Imię i nazwisko jeszcze proszę.
Głos miała naprawdę miły - nie było powodów, by jej nie ufać. Zwłaszcza że, do cholery, znajdowali się w budynku redakcji Proroka Codziennego. Tutaj nie zatrudniali byle kogo, prawda? Nawet ta dziewczyna, która przed nimi stała, wyglądała naprawdę pięknie w swojej naturalności. Olivia zmrużyła lekko oczy i wydęła usta, w myślach niemal od razu porównując jej sylwetkę do swojej. Dobrze, że blondyna od razu sobie poszła, bo jeszcze chwila i Quirke postanowiłaby nie wiadomo... Zacząć biegać czy co. Albo odwiedzić Potterów.
- Mają tu cukierki! - szepnęła podekscytowana, kiwając głową w stronę stolika. Zazdrość o figurę kobiety prysła jak bańka mydlana, gdy tylko na horyzoncie pojawiły się słodycze. Matka jej co prawda mówiła, że powinna uważać, bo jeszcze kilka lat i jej metabolizm szlag trafi, ale kto by się tam przejmował. Wtedy będzie się martwić, nie? - Ciekawe, czy gryzą.
Zapytała bardziej siebie niż Leona, wyciągając dłoń po jeden z okrągłych słodyczy. Obejrzała papierek z każdej strony.
- Swoją drogą jestem ciekawa, co teraz myśli ten klient, o ile czyta Proroka... Nie będzie zły, że oddał ci los, który okazał się zwycięski? - łypnęła na przyjaciela, jednocześnie pakując cukierka do buzi. Żeby zaraz komuś nie przyszło do głowy, żeby go ścigać o te pieniądze, przecież różni ludzie chodzili po świecie, nie?
- Nagrodę, tak? Gratuluję wygranej! W takim razie proszę poczekać, zaraz ktoś do państwa podejdzie - ona nie była upoważniona do tego, by sprawdzać losy. Wskazała dłonią na kanapę, stojącą przy niskim stoliku kawowym. Na blacie znajdowały się cukierki oraz karafka z wodą i odwrócone dnem do góry szklanki, żeby nie dostał się do nich kurz. Sama zaś wstała ze swojego miejsca. - Zaraz poinformuję kogo trzeba, że pan przyszedł. Imię i nazwisko jeszcze proszę.
Głos miała naprawdę miły - nie było powodów, by jej nie ufać. Zwłaszcza że, do cholery, znajdowali się w budynku redakcji Proroka Codziennego. Tutaj nie zatrudniali byle kogo, prawda? Nawet ta dziewczyna, która przed nimi stała, wyglądała naprawdę pięknie w swojej naturalności. Olivia zmrużyła lekko oczy i wydęła usta, w myślach niemal od razu porównując jej sylwetkę do swojej. Dobrze, że blondyna od razu sobie poszła, bo jeszcze chwila i Quirke postanowiłaby nie wiadomo... Zacząć biegać czy co. Albo odwiedzić Potterów.
- Mają tu cukierki! - szepnęła podekscytowana, kiwając głową w stronę stolika. Zazdrość o figurę kobiety prysła jak bańka mydlana, gdy tylko na horyzoncie pojawiły się słodycze. Matka jej co prawda mówiła, że powinna uważać, bo jeszcze kilka lat i jej metabolizm szlag trafi, ale kto by się tam przejmował. Wtedy będzie się martwić, nie? - Ciekawe, czy gryzą.
Zapytała bardziej siebie niż Leona, wyciągając dłoń po jeden z okrągłych słodyczy. Obejrzała papierek z każdej strony.
- Swoją drogą jestem ciekawa, co teraz myśli ten klient, o ile czyta Proroka... Nie będzie zły, że oddał ci los, który okazał się zwycięski? - łypnęła na przyjaciela, jednocześnie pakując cukierka do buzi. Żeby zaraz komuś nie przyszło do głowy, żeby go ścigać o te pieniądze, przecież różni ludzie chodzili po świecie, nie?