18.05.2024, 22:03 ✶
- JEST w brygadzie - poprawiła Tristana, marszcząc brwi. Chwila... Kojarzył ją z pracy. Trochę śmiesznie, ale z drugiej strony dlaczego Longbottom ciągle nie była aurorem? Według Olivii miała ona wszystkie zadatki na naprawdę dobrego pracownika tego departamentu, więc... Ruda podrapała się po głowie, wpatrując w blat stolika. - Dziwne, że nie poszła dalej, nie? Zwłaszcza że jest cholernie zapracowana. W sumie to nie zastanawiałam się nigdy, ale chyba powinna już dostać awans.
Wydęła usta w zastanowieniu, ale nie planowała dalej ciągnąć tego tematu. Głównie dlatego, że wiedziała, że to było dla Tristana bolesne. To, że musiał zrezygnować z byciem aurorem. Wiedziała, że miał nie tylko fizyczne rany - to rany na duszy sprawiały, że nie chciał wrócić do Ministerstwa. Nie chciała go popychać w żadnym kierunku, bo to przecież było jego życie, ale może kiedyś... Olivia potrząsnęła głową. Nie - nie naprawi świata, nie naprawi nikogo w ten sposób. Wiedziała tylko, że powinna po prostu trwać przy Tristanie i jeżeli on by podjął taką decyzję sam, to powinna go wspierać. Tak to się powinno robić: bez naciskania, bez podsuwania swoich pomysłów i bez przerzucania swoich ambicji na inne osoby. A zwłaszcza te osoby, które się kocha.
- Może. W sumie bez mebli jest taniej, z tego co wiem - wydęła usta w zastanowieniu, ale tak naprawdę to guzik wiedziała. Robiła mądrą minę do tej gry, bo przecież sama jeszcze nawet nie zaczęła odwiedzać lokali. Avelina miała sporo spraw na głowie, no i jeszcze tego cholernego faceta... I wampira. I w ogóle masę rzeczy, nie chciała więc dorzucać jej jeszcze siebie. Zwłaszcza że gdy ona potrzebowała się lata temu odciąć od wszystkich, to ona dała jej spokój, szanując granice, które Olivia wyznaczyła. Czas więc było zrobić to samo. - Aż taki głodny jesteś, czy cię zanudzam?
Zapytała zaczepnie, aczkolwiek z nutą rozbawienia w głosie. Oczywiście że dostrzegła to zerknięcie na zegarek i oczywiście że doskonale wiedziała, że to nie o nią chodzi, a o czas, który musieli kontrolować. Ale lubiła, gdy się śmiał, nawet jeśli nigdy nie słyszała jego śmiechu i miała go nigdy nie usłyszeć. Plus przecież widziała, że go rozbawiła - nawet jeśli śmiał się bezgłośnie, to przecież było widać. Lubiła, gdy wtedy jego twarz się zmieniała. Miała wtedy wrażenie, że jej serce powoli się roztapia. Naprawdę chciałaby, żeby częściej się uśmiechał. Wtedy wszystko wokół przestawało się liczyć.
- Zaraz przyniosą, spokojnie - mrugnęła, dając mu do zrozumienia, że przecież tylko żartowała. Upiła łyk soku, odwracając na chwilę wzrok od stolika. I prawie się oblała, gdy obok nich wyrosła jak spod ziemi kelnerka z talerzami. Zaledwie kilka kropel spadło na jej bluzkę. - Kurw...
Olivia zacisnęła usta, żeby dalsza część przekleństwa nie wydostała się z jej gardła. Kobieta, która właśnie stawiała przed nimi talerze, spojrzała na nią badawczo.
- Pani zawsze tak jak duch wyskakuje? Błyskawicznie obsługujecie, no i bardzo tu pięknie - powiedziała, starając się zatrzeć niemiłe wrażenie, które mogła wywołać. Trochę nawet się oblała rumieńcem, bo przecież to nie chodziło o tą kelnerkę, że zrobiła coś złego. Po prostu się wystraszyła.
Wydęła usta w zastanowieniu, ale nie planowała dalej ciągnąć tego tematu. Głównie dlatego, że wiedziała, że to było dla Tristana bolesne. To, że musiał zrezygnować z byciem aurorem. Wiedziała, że miał nie tylko fizyczne rany - to rany na duszy sprawiały, że nie chciał wrócić do Ministerstwa. Nie chciała go popychać w żadnym kierunku, bo to przecież było jego życie, ale może kiedyś... Olivia potrząsnęła głową. Nie - nie naprawi świata, nie naprawi nikogo w ten sposób. Wiedziała tylko, że powinna po prostu trwać przy Tristanie i jeżeli on by podjął taką decyzję sam, to powinna go wspierać. Tak to się powinno robić: bez naciskania, bez podsuwania swoich pomysłów i bez przerzucania swoich ambicji na inne osoby. A zwłaszcza te osoby, które się kocha.
- Może. W sumie bez mebli jest taniej, z tego co wiem - wydęła usta w zastanowieniu, ale tak naprawdę to guzik wiedziała. Robiła mądrą minę do tej gry, bo przecież sama jeszcze nawet nie zaczęła odwiedzać lokali. Avelina miała sporo spraw na głowie, no i jeszcze tego cholernego faceta... I wampira. I w ogóle masę rzeczy, nie chciała więc dorzucać jej jeszcze siebie. Zwłaszcza że gdy ona potrzebowała się lata temu odciąć od wszystkich, to ona dała jej spokój, szanując granice, które Olivia wyznaczyła. Czas więc było zrobić to samo. - Aż taki głodny jesteś, czy cię zanudzam?
Zapytała zaczepnie, aczkolwiek z nutą rozbawienia w głosie. Oczywiście że dostrzegła to zerknięcie na zegarek i oczywiście że doskonale wiedziała, że to nie o nią chodzi, a o czas, który musieli kontrolować. Ale lubiła, gdy się śmiał, nawet jeśli nigdy nie słyszała jego śmiechu i miała go nigdy nie usłyszeć. Plus przecież widziała, że go rozbawiła - nawet jeśli śmiał się bezgłośnie, to przecież było widać. Lubiła, gdy wtedy jego twarz się zmieniała. Miała wtedy wrażenie, że jej serce powoli się roztapia. Naprawdę chciałaby, żeby częściej się uśmiechał. Wtedy wszystko wokół przestawało się liczyć.
- Zaraz przyniosą, spokojnie - mrugnęła, dając mu do zrozumienia, że przecież tylko żartowała. Upiła łyk soku, odwracając na chwilę wzrok od stolika. I prawie się oblała, gdy obok nich wyrosła jak spod ziemi kelnerka z talerzami. Zaledwie kilka kropel spadło na jej bluzkę. - Kurw...
Olivia zacisnęła usta, żeby dalsza część przekleństwa nie wydostała się z jej gardła. Kobieta, która właśnie stawiała przed nimi talerze, spojrzała na nią badawczo.
- Pani zawsze tak jak duch wyskakuje? Błyskawicznie obsługujecie, no i bardzo tu pięknie - powiedziała, starając się zatrzeć niemiłe wrażenie, które mogła wywołać. Trochę nawet się oblała rumieńcem, bo przecież to nie chodziło o tą kelnerkę, że zrobiła coś złego. Po prostu się wystraszyła.