Czekolada rozpuściła się w ciepłym mleku, wypełniając kuchnię słodkim zapachem, który wkrótce dotarł również do salonu, do Vladimira i Samuela, mieszając się z zapachem ziół. Nikolai narzucił na siebie koszulę, nie przejmując się plamą od krwi, rozdarciami, czy samym zapinaniem jej, i przeszedł do kuchni, by ciepły napój rozlać do trzech kubków i wraz z nimi wrócić do salonu. Ledwo wyszedł z kuchni, gdy Samuel wydał z siebie pierwsze dźwięki i jego ciało zaczęło się poruszać, kręcąc na kanapie. Vladimir zaraz znalazł się obok niego, na tyle blisko, by udzielić wsparcia, ale nie na tyle, by Samuel poczuł się osaczony. Kucnął przy kanapie i powoli położył dłoń na ramieniu Samuela, w miejscu, gdzie wciąż okrywał go koc.
-Sam...- odezwał się powoli, spokojnym głosem, by nie wystraszyć animaga.-To ja, Vlad. Jesteś w moim... - zerknął na czekającego bratanka.-...Jesteś w naszym domu. Jesteś bezpieczny.
-Budzi się? - spytał Nikolai, podchodząc bliżej.
-Tak mi się wydaje. Powinieneś usiąść, Nikki. Jeszcze tego brakowało, żebyś ty też padł - Vladimir skinął głową na fotel.
Nikolai zacisnął usta, ale nie kłócił się ze stryjem. Odstawił tacę z kubkami na stolik i usiadł na fotelu, który wcześniej zajmował Vladimir. Stąd miał też dobrym widok na Samuela.
Jego palce drgnęły.
-...Nie chciałem go zranić... Nie wiedziałem, że to on.
Vladimir nawet na niego nie spojrzał.