18.05.2024, 23:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.05.2024, 23:52 przez Millie Moody.)
– A co, porobisz mi za skrzydłowego? Zostaniesz moją swatką? – skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie rozbawiła ją wizja Erika, który narzeka na nią od lat i nagle zacząłby zachwalać jej przymioty przed jednym z zakonników, tak żeby ktokolwiek potraktował go na poważnie. – Stary ale Ty wiesz przecież kto przyjdzie. prawda? Z resztą, umówmy się nikt nie jest tak zajebisty jak Alastor. – najlepsza taktyka kłamania? Mówienie prawdy tak, żeby i tak nikt w nią nie uwierzył. – Jest najsilniejszy, najcwańszy, najwytrwalszy. Jest najprzystojniejszy i najczujniejszy. I jest bardzo czuły, gdy nikt nie patrzy. Kiedyś obiecałam sobie, że żeby to miało w ogóle sens wiesz, że jakiś chłop miałby się nadać do tego by być w moim życiu na stałe, to musi być kimś, kto byłby chociaż tak dobry jak mój brat. W łapaniu ryb, przestępców i rzuconych lentilek w locie – wymieniała płynnie. – Także widzisz, jakieś standardy jednak mam i dzięki temu umrę samotnie w starczym wieku czterdziestu lat. – Może nie powinna mówić o umieraniu, skoro rzeczywiście przed chwilą otarła się o śmierć? A może umarła, ale ktoś pozwolił jej wrócić? Nieistotne. Bez względu na te arytmetyki była spierdolona i w sumie pogodziła się już z faktem, że spierdoleni ludzie nie łapią się na happy end w domku na przedmieściach.
– Tak, wielkie arkana to te ważne. Życiowe. Kamienie milowe. Lekcje przez duże L. A małe arkana to coś tam coś tam, jest i minie. Dodatkowe... he, nie interesuje Cię to prawda? No nic, nie mam żalu, zwłaszcza po maratonie z herbatami, też bym już nie chciała mojego pierdolenia o przyszłości słuchać. – parsknęła sięgając po karty, zupełnie jakby to co mówiła nie pokrywało się z tym co zamierzała zrobić.
– Koło nie zmienia okoliczności Erik, tylko Ty wypracujesz sobie sukces. To nie los. To Twoje ręce, decyzje, działania odwrócą złą kartę. Czy tam... złego fusa. – Palce wsunęły się w stare karty, które przed laty dostała od Morpheusa kiedy jebnął ją piorun i złamała sobie obie nogi spadając z miotły. To był świetny czas w skrzydle szpitalnym. Tyle prezentów dostała, że szok! Czy wtedy umarła po raz pierwszy? Intuicja poprowadziła opuszki i wyciągnęła kartę na jutrzejszy dzień.
Widząc piątkę buław, pięciu mężczyzn okładających się pałami bez ładu i składu powinna się zmartwić. Konflikt. Mierzenie sobie penisów, kto lepiej walnie oponenta w głowę. Tymczasem uśmiechnęła się decydując, że podejdzie do tej karty nader dosłownie. Drewniane flamingi czekały, podobnie jak jeże gotowe do zawieszenia pośród gałęzi. W spiżarce czekały ciasta niekoniecznie tak dobre jak wypieki Bertiego czy Nory, ale dostatecznie dobre, by udekorować kilku osobom twarz. Nie było sensu jednak uprzedzać faktów, zdradzać niespodzianki. Dlatego też karta powędrowała do talii, a uwaga Millie znów osadziła się na Eriku.
Wieczór upłynął im dalej na spokojnej rozmowie głównie o słodyczach i opowieściach o wspólnym pieczeniu tortu z Bottem. Tyle dobrego z tego wyniknęło, że kiedy w końcu trafiła do swojego łóżka, nikt nie musiał jej czytać, żeby zasnęło jej się całkiem szybko. Szczęśliwie, tego dnia w Warowni nie miała żadnych snów. Ani słodkich, ani tych drugich. To był dobra noc.
– Tak, wielkie arkana to te ważne. Życiowe. Kamienie milowe. Lekcje przez duże L. A małe arkana to coś tam coś tam, jest i minie. Dodatkowe... he, nie interesuje Cię to prawda? No nic, nie mam żalu, zwłaszcza po maratonie z herbatami, też bym już nie chciała mojego pierdolenia o przyszłości słuchać. – parsknęła sięgając po karty, zupełnie jakby to co mówiła nie pokrywało się z tym co zamierzała zrobić.
– Koło nie zmienia okoliczności Erik, tylko Ty wypracujesz sobie sukces. To nie los. To Twoje ręce, decyzje, działania odwrócą złą kartę. Czy tam... złego fusa. – Palce wsunęły się w stare karty, które przed laty dostała od Morpheusa kiedy jebnął ją piorun i złamała sobie obie nogi spadając z miotły. To był świetny czas w skrzydle szpitalnym. Tyle prezentów dostała, że szok! Czy wtedy umarła po raz pierwszy? Intuicja poprowadziła opuszki i wyciągnęła kartę na jutrzejszy dzień.
Rzut Tarot 1d78 - 59
Piątka Buław
Piątka Buław
Widząc piątkę buław, pięciu mężczyzn okładających się pałami bez ładu i składu powinna się zmartwić. Konflikt. Mierzenie sobie penisów, kto lepiej walnie oponenta w głowę. Tymczasem uśmiechnęła się decydując, że podejdzie do tej karty nader dosłownie. Drewniane flamingi czekały, podobnie jak jeże gotowe do zawieszenia pośród gałęzi. W spiżarce czekały ciasta niekoniecznie tak dobre jak wypieki Bertiego czy Nory, ale dostatecznie dobre, by udekorować kilku osobom twarz. Nie było sensu jednak uprzedzać faktów, zdradzać niespodzianki. Dlatego też karta powędrowała do talii, a uwaga Millie znów osadziła się na Eriku.
Wieczór upłynął im dalej na spokojnej rozmowie głównie o słodyczach i opowieściach o wspólnym pieczeniu tortu z Bottem. Tyle dobrego z tego wyniknęło, że kiedy w końcu trafiła do swojego łóżka, nikt nie musiał jej czytać, żeby zasnęło jej się całkiem szybko. Szczęśliwie, tego dnia w Warowni nie miała żadnych snów. Ani słodkich, ani tych drugich. To był dobra noc.
Koniec sesji