19.05.2024, 00:08 ✶
Naprawdę próbował skupić się na tym, co Laurent do niego mówił, ale to wcale nie było takie proste, kiedy ktoś dotykał jego twarzy. On się do tych delikatnych muśnięć palcami przymilał jak kot. Ze słowami natomiast... Cóż, nie radził sobie zbyt dobrze.
- Jestem kiepski w te poetyckie teksty - przyznał, mając wrażenie, że się powtarza. Na pewno zaznaczył to już kiedyś w rozmowie. Kwieciste metafory zawsze brzmiały pięknie, ale dla człowieka dopowiadającego sobie historie do rzeczy powiedzianych wprost, stanowiły wręcz idealną pułapkę na własny umysł. Obwieszczał więc wszem i wobec, że takich wyniosłych określeń nie lubił, nawet jeżeli wychodził przy tym na kogoś wybitnie słabo oczytanego. Na szczęście w środowisku w jakim żył samo nauczenie się poprawnego czytania liter uchodziło już za niebywały sukces. - Nie wydaje mi się, żebym miał prawdziwe imię. Może jestem bezimienny? - Na pewno nie przyznałby się do imienia George. Nie brzmiało dźwięcznie. - Nazwałeś mnie już każdym z nich przynajmniej raz. Któreś musiało najlepiej leżeć ci w ustach.
Laurent nie musiał się go łapać, bo Flynn zareagował bardzo szybko. Widząc jego zachwianie, pełen nagłego poczucia winy złapał go i przycisnął do siebie, nie pozwalając mu upaść. Mógł być wysoki, ale wciąż pozostawał zbyt drobny aby przeciążyć kogoś dźwigającego umięśnione akrobatki. Zdecydowanie przeciążał za to jego serce. Mężczyzna znowu zamarł, nie wypuścił go z tego uścisku i chwytając podany mu kwiat od razu wrócił ręką za plecy blondyna. Powinien teraz żałować, że nie dał mu tego bukietu? Czy cieszyć się, że nie przyniósł ciętych kwiatów komuś z całym, wielkim ogrodem? Istniało cokolwiek, co mógłby mu dać, coś nie będącego jedną z setek powtórek, rzeczy osiągalnych na wyciągnięcie ręki? Nie znalazł na to rozwiązania. Nie potrafił już też udawać, że nie czerwienił się na policzkach. Oparł czoło o jego ramię, chowając się w ten sposób, nawet jeżeli nic mu to już nie przyniesie.
Kłamstwo byłoby przydatną umiejętnością w świecie manipulantów takich jak on, ale nigdy nie udało mu się opanować oszukiwania do perfekcji. Zatrzymał się na etapie wymuszania i grania na emocjach.
- Co jeżeli cię nie wypuszczę? - Z tego uścisku i z narastającej wewnątrz obsesji. Ale jego obsesje miały to do siebie, że bardzo szybko doszukiwał się w nich potencjalnego końca. Wszystko się kończyło, szczególnie to na czym mu zależało. - Nie rozumiem... Nie rozumiem ile dajesz mi czasu. - Czasu na to żeby się nim nacieszyć. Nie postrzegał przecież siebie jako kogoś, kto miałby go wykorzystać i porzucić (przecież wcale tak nie robił... ostatnio), tylko jego jako kogoś, kto da mu swoją uwagę aż się nim nie znudzi. Aż nie znajdzie się ktoś lepszy, piękniejszy, na podobnym poziomie. Ktoś kto potrafił zaangażować się tylko w niego i docenić go w całości, a nie przychodził tutaj rzucając dziecinne zaczepki i szorstko komentując wszystko to, co mu nie pasowało. Nikt nie chciał być jednym z wielu w życiu Crowa, jednocześnie każdy chciał być jednym z wielu w życiu Lukrecji. Przynajmniej on tego chciał. I wcale się temu wszystkiemu nie dziwił - gdyby miał wybrać pomiędzy nim, a sobą, to też wybrałby jego.
- Jestem kiepski w te poetyckie teksty - przyznał, mając wrażenie, że się powtarza. Na pewno zaznaczył to już kiedyś w rozmowie. Kwieciste metafory zawsze brzmiały pięknie, ale dla człowieka dopowiadającego sobie historie do rzeczy powiedzianych wprost, stanowiły wręcz idealną pułapkę na własny umysł. Obwieszczał więc wszem i wobec, że takich wyniosłych określeń nie lubił, nawet jeżeli wychodził przy tym na kogoś wybitnie słabo oczytanego. Na szczęście w środowisku w jakim żył samo nauczenie się poprawnego czytania liter uchodziło już za niebywały sukces. - Nie wydaje mi się, żebym miał prawdziwe imię. Może jestem bezimienny? - Na pewno nie przyznałby się do imienia George. Nie brzmiało dźwięcznie. - Nazwałeś mnie już każdym z nich przynajmniej raz. Któreś musiało najlepiej leżeć ci w ustach.
Laurent nie musiał się go łapać, bo Flynn zareagował bardzo szybko. Widząc jego zachwianie, pełen nagłego poczucia winy złapał go i przycisnął do siebie, nie pozwalając mu upaść. Mógł być wysoki, ale wciąż pozostawał zbyt drobny aby przeciążyć kogoś dźwigającego umięśnione akrobatki. Zdecydowanie przeciążał za to jego serce. Mężczyzna znowu zamarł, nie wypuścił go z tego uścisku i chwytając podany mu kwiat od razu wrócił ręką za plecy blondyna. Powinien teraz żałować, że nie dał mu tego bukietu? Czy cieszyć się, że nie przyniósł ciętych kwiatów komuś z całym, wielkim ogrodem? Istniało cokolwiek, co mógłby mu dać, coś nie będącego jedną z setek powtórek, rzeczy osiągalnych na wyciągnięcie ręki? Nie znalazł na to rozwiązania. Nie potrafił już też udawać, że nie czerwienił się na policzkach. Oparł czoło o jego ramię, chowając się w ten sposób, nawet jeżeli nic mu to już nie przyniesie.
Kłamstwo byłoby przydatną umiejętnością w świecie manipulantów takich jak on, ale nigdy nie udało mu się opanować oszukiwania do perfekcji. Zatrzymał się na etapie wymuszania i grania na emocjach.
- Co jeżeli cię nie wypuszczę? - Z tego uścisku i z narastającej wewnątrz obsesji. Ale jego obsesje miały to do siebie, że bardzo szybko doszukiwał się w nich potencjalnego końca. Wszystko się kończyło, szczególnie to na czym mu zależało. - Nie rozumiem... Nie rozumiem ile dajesz mi czasu. - Czasu na to żeby się nim nacieszyć. Nie postrzegał przecież siebie jako kogoś, kto miałby go wykorzystać i porzucić (przecież wcale tak nie robił... ostatnio), tylko jego jako kogoś, kto da mu swoją uwagę aż się nim nie znudzi. Aż nie znajdzie się ktoś lepszy, piękniejszy, na podobnym poziomie. Ktoś kto potrafił zaangażować się tylko w niego i docenić go w całości, a nie przychodził tutaj rzucając dziecinne zaczepki i szorstko komentując wszystko to, co mu nie pasowało. Nikt nie chciał być jednym z wielu w życiu Crowa, jednocześnie każdy chciał być jednym z wielu w życiu Lukrecji. Przynajmniej on tego chciał. I wcale się temu wszystkiemu nie dziwił - gdyby miał wybrać pomiędzy nim, a sobą, to też wybrałby jego.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.