Philip, mając za sobą ogrom negatywnych doświadczeń związanych z mającą miejsce podczas tego rejsu katastrofą statku, na którego pokładzie się znajdował, oraz na tle osobistym w związku z zakończeniem pewnej znajomości - pierwsze odcisnęło na nim swoje piętno, drugie nie spłynęło po nim jak woda po kaczce. Doświadczył tragedii, jaką była śmierć tak wielu ludzi, zabranych przez okrutną kochankę, którą było morze. Ludzi, którym starał się na miarę swoich możliwości pomóc. Został samemu rannym, pogarszając swój stan zdrowia - w trakcie tego rejsu dochodził do siebie po odniesionej podczas treningowego meczu kontuzji. Był gotów narazić swoje nadwątlone zdrowie dla kogoś, kogo powinien był wyciągnąć z wody tylko dlatego, że tak należy postąpić.
Doświadczył również osobistego dramatu, jaki wiązał się z zakończeniem istotnej dla niego relacji. Poza tymi wszystkimi uczuciami, jakie gwarantował pierdolnik w sercu, kiełkowała w nim uraza i poczucia bycia wykorzystanym. Na to sam pozwolił, otwierając się przed drugim człowiekiem, starając się naprawić wszystko to, co udało mu się spierdolić. Za późno zrozumiał, że to był daremny trud, że powinien to dawno zakończyć i nie pozwolić się tak wykorzystać komuś, kto zachowywał się tak jak on przez te wszystkie lata zanim wpłynęło na niego w ten sposób tegoroczne Beltane. Pozwalał sobą manipulować. Przez to wszystko, co wydarzyło się między nim a Laurentem, przygasiło jego wewnętrzny ogień. Stanie się to cenną lekcją na przyszłość. Przestrogą w przyszłych relacjach z drugim człowiekiem.
Po przybyciu do posiadłości swojego przyjaciela, odziany niczym lokaj skrzat domowy przykuł jego uwagę. Służący mu Błysk nosił typową dla skrzatów togę uszytą z grubego ręcznika, choć teraz zamierzał zakupić dla niego belę materiału w szkocką kratę. Ogrody, przez które został przeprowadzony, i tym razem zrobiły na nim odpowiednie wrażenie. Przypominał mu ogrody okalające posiadłość jego rodziców i jednocześnie przemierzanie tego ogrodu skłaniało go ku rozważaniu, czy sam powinien zakupić taką właśnie posiadłość - rozległe ogrody, pawilony i tarasy. Posiadany przez niego domek w Dolinie Godryka wydawał się być całkiem mały, jednak jak dotąd lubił panujący tam klimat. Dla niego tegoroczne lato było zupełnie inne, niż wszystkie poprzednie i zdawał sobie sprawę z tego, że powoli dobiegało końca. Należało je odpowiednio pożegnać. Spoglądając o pozostałe do końca lata tygodnie miał nadzieję, że jesienią będzie mu się wiodło lepiej.
Dotarcie do sali wspólnej utrzymało go w przekonaniu, że gospodarz ma naprawdę świetny gust co do stylu architektonicznego swojej posiadłości. Jego spojrzenie padło na górujący nad nim posąg legionisty albo mitycznego herosa, a następnie na siedzącego Anthony'ego na jednym z obszernych pufów i ćmiącego shishę. Wyczuwał charakterystyczny zapach tytoniu i brzoskwini. Podobało mu się to, jakie wrażenie tworzyły poustawiane tutaj misy z wonnym olejem, stanowiące źródło ciepłego światła. Na to powitanie odpowiedział lekkim skinięciem głowy i podążył ku wskazanej przez Anthony'ego pufie. Ekscentryczność gospodarza w zupełności mu nie przeszkadzała. Nie pozostawiało jednak złudzeń to, że ten czarodziej wyróżniał się strojem, zwłaszcza na tle samego Philipa noszącego w tym dniu jeden ze swoich czarnych garniturów, zestawionych z białą koszulą. Nie uczestniczył w tym momencie w bankiecie, aby postawić na tak ekstrawagancką stylizację.
Uzdrowiciel odradził mu spożywanie alkoholu do czasu wyleczenia się z kontuzji, jednak nie przewidział tego, co miało miejsce w jego życiu i na to w tym momencie alkohol stanowił swoiste remedium. W tym momencie chciał jedynie utopić w nim to wszystko, co ciążyło mu na duszy i sercu. Nie było to długofalowe rozwiązanie. Wiedział, że nie będzie mieć teraz satysfakcji z picia. Doskonale wiedział, że nie może wpaść w sidła tego nałogu. Za wiele miał do stracenia. Oprócz tego chciał zrobić coś, co pozwoli mu poczuć się żywym. Musi to zrobić przez to, że omal nie zginął podczas tamtego rejsu.
— Zdaję sobie sprawę z tego, że dawno nie dawałem znaku życia. Mam zajmującą pracę i pewne rzeczy nie układały się po mojej myśli. Teraz zamierzam więcej czasu poświęcić swojej rodzinie, znajomym i przyjaciołom. Niech nie zdziwi cię to, jak powiem że muszę... odreagować. Możliwe, że czytałeś artykuł w Proroku Codziennym dotyczącym katastrofy statku, którym płynąłem. Potrzebuję zrobić coś, co pozwoli mi poczuć to, że żyję skoro omal nie zginąłem. — Odpowiedział na słowa swojego przyjaciela, który zasługiwał na wyjaśnienia z jego strony i w dużej mierze je dostał. Nie spotykał się z nim po to aby wyłącznie odreagować, skoro dawno się nie widzieli. Możliwe, że uda mu się znaleźć to, czego szukał i dostać to, czego potrzebował w tym momencie właśnie w domostwie swojego przyjaciela.
— Zwykle odmawiam sięgnięcia po używki zawierającego tytoń, tym razem jednak nie odmówię. Chętnie napiję się ognistej whisky. — Stwierdził po postanowieniu, że ten jeden raz złamie swoje zasady. Anthony proponując mu palenie fajki wodnej oferował mu to, czego w tym momencie poszukiwał - uczucie pełnej relaksacji i możliwość odcięcia się od codziennych problemów. Doskonale wiedział, że potem będzie musiał narzucić sobie żelazne postanowienie - łatwo było ulec temu uczuciu i wpaść w objęcia nałogu. Po tym wieczorze wszystkie swoje problemy będzie musiał rozwiązać w inny sposób. Dzisiaj mógł się temu poddać.