A jednak było coś, czego Stanley chciał się dowiedzieć od tego włamywacza. Kto go wysłał. To nie wyciągnęli z niego tej informacji? Czy zostawił tego intruza w objęciach cierpienia wampirzycach zdolności Sauriela? Przez to nie zdążyli go przesłuchać? Mniejsza z tym. Nicholas potrafił wykonywać polecenia czy prośby.
- W takim razie wyciągnę z niego taką informację.Zapewnił. Przekonany, że uda mu się swoimi sposobami tego dokonać. Pierw musiałby sprawdzić, jak bardzo rozmowna będzie ich ofiara.
Dodałby zapewne do swojej wypowiedzi, o zwróceniu tej własności właścicielowi, niekoniecznie w całości, ale mogłoby to nieść przypadkowe porównanie sytuacji do sprawy z Greybackiem. Tak. Nicholas wiedział już jak cała sprawa wyglądała od podstaw. Kto, co, jak, gdzie, kiedy. A korzystając z okazji, zapewne po rozprawieniu się tą miernotą, podejmie rozmowę ze Stanleyem.
- Rozsądna decyzja.Po wysłuchaniu wyjaśnień odnośnie pożywienia ich znajomego wampira, Nicholas przyznał rację, nie tylko skinieniem głowy, ale i słownie. Ofiary na pożywienie też widocznie trzeba dobrze dobierać.
Nicholas pozwolił sobie obejrzeć ofiarę z bliska, w jakim jest stanie jego ciało, jak i twarz. Często to ona dużo potrafi powiedzieć o jego sytuacji zdrowotnej, niżeli ubranie, zakrywające ciało. Czy to okaleczone, czy poobijane. Dlatego też po zdjęciu mu worka z głowy, pochwycił za włosy i odchylił aby spojrzeć na jego twarz. Wyczerpany. Zmęczony. Miernota.
Słysząc pytanie ze strony Stanleya, który zainteresował się wzmianką o eksperymentach. Travers spojrzał na niego, po czym znów na ofiarę.
- Jedni lubią kroić i badać narządy ciała. Drudzy testować eliksiry. Mnie by interesowały eksperymenty z duszą.Zdradził mu swoje zainteresowania. Skoro i tak obaj tkwili w jednej organizacji, ukrywając przed niepożądanymi swoje zamiary i działania, a także przynależność, nie powinno być przeszkodą dzielenia się także zainteresowaniami. Obaj znali się od lat. Mogli sobie ufać. Dzięki Stanleyowi dostąpił zaszczytu, aby otrzymać Mroczny Znak.
Dłużej nie mogli podyskutować o hobby związanych z nekromancją, gdyż ich ofiara ocknęła się tak jakby. Zimne niebieskie oczy, przeszyte spojrzeniem śmierci, patrzyły z góry na niedobitka. Wyczerpanego złodziejaszka. Miał przed sobą kata.
- Będziesz współpracować i powiesz uprzejmie, kto Cię tutaj wysłał?Zwrócił się do unieruchomionego na krześle człowieka, którego los życia był w ich rękach. Ton głosu Nicholas miał śmiertelnie poważny, ale i spokojny. Niebezpiecznie spokojny. Emanował tajemniczością, nie okazując żadnych emocji. Bo przecież Śmierć, takich nie posiadała.