19.05.2024, 12:41 ✶
Charlie niemal stopił się w jedno z chłodnym metalem ulicznej lampy. Chociaż mógł stykać się z nią tylko czołem i dłońmi, była mu kochanką, której potrzebował w ten zbyt ciepły dzień!
- Nie przejdę już ani jarda więcej. Ani STOPY.- Marudził dalej, posługując się kolejnymi zasłyszanymi miarami. - Co do stóp, w taki dzień, moglibyśmy pójść nad Østensjøvannet i zamoczyć stopy... - Mruczał, wspominając zimne wody jeziora w Oslo. Nie przepadał za głęboką wodą, ale nic nie stało na przeszkodzie, by spuścić nogi z pomostu tam, gdzie bajorko sięgało ledwie do kostek! - I karmić... kaczki. - Dodał, lecz z wahaniem, bo zaraz pojawił się ktoś obcy. Co gorsza, ktoś, kto odezwał się do nich wprost i bezpośrednio.
Spojrzenie, które Charles posłał Isaacowi, nie było ani odrobinę miłe. W gorącej atmosferze londyńskiej uliczki, wydawało się wręcz zimne jak lodowiec na dalekiej Północy, jak śnieżne czapy na szczycie Galdhøpiggen! Młody Mulciber nie miał powodu, by uznać mężczyznę za czarodzieja, nie widząc w nim nic, co takie pochodzenie by zdradzało. A skoro tak, musiał być gorszym sortem człowieka - niemagicznym.
- Leo, Chodź stąd, zanim zleci się więcej mugoli. - Odezwał się po norwesku do Leonarda, nie odpowiadając nawet na wytłumaczenie mili ani miłe pytanie Isaaca. Odsunął się od lampy i bez dłuższego ociągania podążył w stronę drzwi wejściowych pubu. - Pospiesz się.
- Nie przejdę już ani jarda więcej. Ani STOPY.- Marudził dalej, posługując się kolejnymi zasłyszanymi miarami. - Co do stóp, w taki dzień, moglibyśmy pójść nad Østensjøvannet i zamoczyć stopy... - Mruczał, wspominając zimne wody jeziora w Oslo. Nie przepadał za głęboką wodą, ale nic nie stało na przeszkodzie, by spuścić nogi z pomostu tam, gdzie bajorko sięgało ledwie do kostek! - I karmić... kaczki. - Dodał, lecz z wahaniem, bo zaraz pojawił się ktoś obcy. Co gorsza, ktoś, kto odezwał się do nich wprost i bezpośrednio.
Spojrzenie, które Charles posłał Isaacowi, nie było ani odrobinę miłe. W gorącej atmosferze londyńskiej uliczki, wydawało się wręcz zimne jak lodowiec na dalekiej Północy, jak śnieżne czapy na szczycie Galdhøpiggen! Młody Mulciber nie miał powodu, by uznać mężczyznę za czarodzieja, nie widząc w nim nic, co takie pochodzenie by zdradzało. A skoro tak, musiał być gorszym sortem człowieka - niemagicznym.
- Leo, Chodź stąd, zanim zleci się więcej mugoli. - Odezwał się po norwesku do Leonarda, nie odpowiadając nawet na wytłumaczenie mili ani miłe pytanie Isaaca. Odsunął się od lampy i bez dłuższego ociągania podążył w stronę drzwi wejściowych pubu. - Pospiesz się.