Nieistotne. Słowo, którym on tak lubił zbywać innych, okazało się być mieczem obusiecznym. Chciał wiedzieć, dlaczego tak jest, ciężko było mu zaakceptować odmowę, ale nie miał przecież prawa na niego naciskać. Z ich dwójki Alexander zdecydowanie nie był tym ukrywającym więcej.
- Raziel nie jest nikim ze Ścieżek, więc możesz odsunąć go od tych faktów - zasugerował delikatnie, chociaż pewnie nie miało to aż takiego znaczenia. Cain był jednak człowiekiem tak zamkniętym, że instynktownie już odsuwał go od wszelkich tego typu rozmów. Dla ilu osób jeszcze stanie się problemem, mimo tak intensywnej niechęci do ich ranienia. - Skarbie... - To byłoby tak słodkie, gdyby mówił tak tylko do niego. - Oczywiście, że jakieś mam i... po prostu... - Znowu wyglądał na rozproszonego, zacisnął palce na tym guziku mocniej, jakby miało go to przywrócić do stanu użyteczności. Najwyraźniej zadziałało - odetchnął jeszcze i mówił dalej. Szkoda, że nie dało się zrobić tak z całym jego cholernym życiem. Zacisnąć pięści, odetchnąć i spostrzec, że bycie idiotą nie przekreśliło wszystkich jego szans na szczęśliwe zakończenie.
- Nie chcę, żebyście musieli mierzyć się z tym, co sam na siebie ściągnąłem. T-to nie są rzeczy, które można rozwiązać uczciwą walką albo podstępem, to jest nieludzka magia, taka, przez którą cierpią Elaine i Fiery. Jeżeli ona po mnie przyjdzie, to mogę odejść, żeby zostawiła was samych i kiedy tylko się z tym uporam, to do ciebie wrócę. Obiecuję ci to. - Dołożył do tego uścisku resztę palców i drugą rękę, teraz napinał materiał całej jego koszuli. Nie miał serca powiedzieć mu, że ona na pewno pamiętała, bo zdarzało jej się przekazywać mu bokiem różne wiadomości. Że miał wrócić do domu. Do nory, w której potrafił spać sam tygodniami i płakać za nią, a później cieszyć się jak małe dziecko kiedy wracała i nie czuł się kompletnie samotny. Nic nie napełniało go tak silnym przerażeniem jak wizja mieszkania tam znów, w tych ciasnych korytarzach, wśród ludzi, przy których zawsze trzeba było trzymać gardę. Ścieżki kojarzyły mu się z wolnością, ale też ze śmiercią, z odorem trupów, z morowym powietrzem. Fantasmagoria była miejscem wyrzutków i przestępców, ale to były kompletnie inne ligi, Fantasmagoria to ludzie w głębi duszy dobrzy, życzliwi, akceptujący, trzymający się razem, kompletnie niegotowi na to, w jaki sposób doszedł do takiej perfekcji w rzucie nożem do celu. I on miałby na nich... NA NICH ściągnąć to babsko gotowe do ukręcenia łba setce młodych dziewczyn i wypicia ich krwi, jeżeli tylko miało to przybliżyć ją do zdobycia tego, czego chciała? Nawet by się nie zdziwił, gdyby kiedyś na to wpadła - wszystkie kobiety miały obsesję na punkcie starzenia się (on też, dlatego wciąż wyrywał liczne siwe włosy... nikt nie musiał wiedzieć).
- Raziel nie jest nikim ze Ścieżek, więc możesz odsunąć go od tych faktów - zasugerował delikatnie, chociaż pewnie nie miało to aż takiego znaczenia. Cain był jednak człowiekiem tak zamkniętym, że instynktownie już odsuwał go od wszelkich tego typu rozmów. Dla ilu osób jeszcze stanie się problemem, mimo tak intensywnej niechęci do ich ranienia. - Skarbie... - To byłoby tak słodkie, gdyby mówił tak tylko do niego. - Oczywiście, że jakieś mam i... po prostu... - Znowu wyglądał na rozproszonego, zacisnął palce na tym guziku mocniej, jakby miało go to przywrócić do stanu użyteczności. Najwyraźniej zadziałało - odetchnął jeszcze i mówił dalej. Szkoda, że nie dało się zrobić tak z całym jego cholernym życiem. Zacisnąć pięści, odetchnąć i spostrzec, że bycie idiotą nie przekreśliło wszystkich jego szans na szczęśliwe zakończenie.
- Nie chcę, żebyście musieli mierzyć się z tym, co sam na siebie ściągnąłem. T-to nie są rzeczy, które można rozwiązać uczciwą walką albo podstępem, to jest nieludzka magia, taka, przez którą cierpią Elaine i Fiery. Jeżeli ona po mnie przyjdzie, to mogę odejść, żeby zostawiła was samych i kiedy tylko się z tym uporam, to do ciebie wrócę. Obiecuję ci to. - Dołożył do tego uścisku resztę palców i drugą rękę, teraz napinał materiał całej jego koszuli. Nie miał serca powiedzieć mu, że ona na pewno pamiętała, bo zdarzało jej się przekazywać mu bokiem różne wiadomości. Że miał wrócić do domu. Do nory, w której potrafił spać sam tygodniami i płakać za nią, a później cieszyć się jak małe dziecko kiedy wracała i nie czuł się kompletnie samotny. Nic nie napełniało go tak silnym przerażeniem jak wizja mieszkania tam znów, w tych ciasnych korytarzach, wśród ludzi, przy których zawsze trzeba było trzymać gardę. Ścieżki kojarzyły mu się z wolnością, ale też ze śmiercią, z odorem trupów, z morowym powietrzem. Fantasmagoria była miejscem wyrzutków i przestępców, ale to były kompletnie inne ligi, Fantasmagoria to ludzie w głębi duszy dobrzy, życzliwi, akceptujący, trzymający się razem, kompletnie niegotowi na to, w jaki sposób doszedł do takiej perfekcji w rzucie nożem do celu. I on miałby na nich... NA NICH ściągnąć to babsko gotowe do ukręcenia łba setce młodych dziewczyn i wypicia ich krwi, jeżeli tylko miało to przybliżyć ją do zdobycia tego, czego chciała? Nawet by się nie zdziwił, gdyby kiedyś na to wpadła - wszystkie kobiety miały obsesję na punkcie starzenia się (on też, dlatego wciąż wyrywał liczne siwe włosy... nikt nie musiał wiedzieć).
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.