19.05.2024, 14:06 ✶
Charlie nie na to się pisał. Kiedy usłyszał o randkowaniu (a słuchał wtedy jednym uchem), miał nadzieję, że będzie chodzić o coś innego, aniżeli przyglądanie się randkowaniu innych! Nie dało się ukryć, że w Londynie Charles nie miał wielu znajomych, tym bardziej tych płci przeciwnej. I chociaż przez pewien okres sądził, że to ojciec podsunie mu odpowiednią partnerkę, szybko okazało się, że raczej nic z tego nie wyjdzie. Sam będzie musiał postarać się o spotkanie kogoś porządnego, kogoś odpowiedniego.
Ale czy uda mu się to w takim miejscu, tym bardziej, gdy nie było z nim ani Leo, ani nawet Sophie, a jedynie staruszkowie?! Jak miał poznać kogoś, gdy byli przy nim wuj, ciotka i ojciec? Charlie pluł sobie w brodę, żałując, że nie słuchał dokładniej, gdy mówiono mu o tym wydarzeniu, a on się zgadzał. Z tego, co rozumiał, to Sophie miała być królową balu tego wieczora. On... mógł tylko dotrzymać towarzystwa rodzinie, póki nie nadejdzie odpowiednia chwila, by odłączyć się i ruszyć w swoją stronę.
- Tak jest, ojcze. - Zgodził się na towarzyszenie tacie w podróży do baru. Spodziewał się, że tak właśnie będzie przez większość wieczora. Po cóż zabierać młodego do pubu, jeśli nie po to, by biegał po alkohol? Charles z trudem powstrzymał westchnienie. Może przynajmniej Sophie dostarczy im trochę rozrywki. A może zapozna go z jakąś koleżanką?
I chociaż był gotów pójść z ojcem, to Richarda ubiegła Lorien. Odpowiedział cioci uśmiechem, a kiedy dostał portmonetkę, aż uniósł brwi ze zdziwienia.
- Dziękuję, ciociu. - Jego uśmiech poszerzył się. Ciotka musiała wiedzieć, że Charlie pracował dla jej męża. To nie równało się zbyt dużej ilości zaskórniaków.
Zamówił dla siebie, wuja i ojca piwo. Tak właśnie: piwo, powiedział przy barze. Nie miał pojęcia o trunkach w Anglii i każda nazwa wydawała się tak samo obca, dlatego pozwolił zdecydować barmanowi. Przynajmniej Lorien wiedziała wystarczająco dużo o swoim winie.
- Sophie niczego nie mówiła. - Przyznał szczerze. - Prawdę mówiąc, sam jestem zaskoczony, że zgodziła się wziąć udział w... w czymś takim. Sam nie wiem do końca, co to jest. - Zakłopotał się lekko. Tak. Zdecydowanie spodziewał się czegoś innego. - Często organizowane są takie schadzki dla czystokrwistych? - Dopytał, opierając się o ladę. Bo przecież Sophie nie zamierzała umawiać się z jakimś mugolakiem? - Poznała tak ciocia wuja? - Uśmiechnął się półgębkiem, dając Lorien znać, że to żart. To musiał być żart, tak daleki od prawdy, jak to tylko możliwe!
Ale czy uda mu się to w takim miejscu, tym bardziej, gdy nie było z nim ani Leo, ani nawet Sophie, a jedynie staruszkowie?! Jak miał poznać kogoś, gdy byli przy nim wuj, ciotka i ojciec? Charlie pluł sobie w brodę, żałując, że nie słuchał dokładniej, gdy mówiono mu o tym wydarzeniu, a on się zgadzał. Z tego, co rozumiał, to Sophie miała być królową balu tego wieczora. On... mógł tylko dotrzymać towarzystwa rodzinie, póki nie nadejdzie odpowiednia chwila, by odłączyć się i ruszyć w swoją stronę.
- Tak jest, ojcze. - Zgodził się na towarzyszenie tacie w podróży do baru. Spodziewał się, że tak właśnie będzie przez większość wieczora. Po cóż zabierać młodego do pubu, jeśli nie po to, by biegał po alkohol? Charles z trudem powstrzymał westchnienie. Może przynajmniej Sophie dostarczy im trochę rozrywki. A może zapozna go z jakąś koleżanką?
I chociaż był gotów pójść z ojcem, to Richarda ubiegła Lorien. Odpowiedział cioci uśmiechem, a kiedy dostał portmonetkę, aż uniósł brwi ze zdziwienia.
- Dziękuję, ciociu. - Jego uśmiech poszerzył się. Ciotka musiała wiedzieć, że Charlie pracował dla jej męża. To nie równało się zbyt dużej ilości zaskórniaków.
Zamówił dla siebie, wuja i ojca piwo. Tak właśnie: piwo, powiedział przy barze. Nie miał pojęcia o trunkach w Anglii i każda nazwa wydawała się tak samo obca, dlatego pozwolił zdecydować barmanowi. Przynajmniej Lorien wiedziała wystarczająco dużo o swoim winie.
- Sophie niczego nie mówiła. - Przyznał szczerze. - Prawdę mówiąc, sam jestem zaskoczony, że zgodziła się wziąć udział w... w czymś takim. Sam nie wiem do końca, co to jest. - Zakłopotał się lekko. Tak. Zdecydowanie spodziewał się czegoś innego. - Często organizowane są takie schadzki dla czystokrwistych? - Dopytał, opierając się o ladę. Bo przecież Sophie nie zamierzała umawiać się z jakimś mugolakiem? - Poznała tak ciocia wuja? - Uśmiechnął się półgębkiem, dając Lorien znać, że to żart. To musiał być żart, tak daleki od prawdy, jak to tylko możliwe!