19.05.2024, 14:20 ✶
– Obawiam się, że Harper chce się zemścić. Może uważać, że najlepiej, jeśli zrobi to sama – westchnęła Brenna. I doskonale to rozumiała. Też chętnie zemściłaby się za Derwina. Tyle że musiała myśleć w pierwszej kolejności o żywych, a nie była już pewna, jak wygląda to w przypadku Harper Moody. Może powiedziała o wszystkim Dumbledorowi, skoro on sam wspomniał o tym, że ten zapłacił życiem za ukrycie informacji o ich działalności? A Albus uznał, że z jakichś powodów nie muszą wiedzieć więcej? Brenna nigdy dotąd nie kwestionowało podejścia Dumbledore’a czy Harper, ale do licha…
Bardzo nie chciała, by ktoś jeszcze zginął, bo nie mieli pełnych informacji.
– Wiedzieli, że ktoś dla niej szpiegował, poza tym to szefowa biura aurorów. Nic dziwnego. Może mają kogoś u aurorów i liczą, że go awansują? Bo inaczej… pozbycie się jej, to po prostu inny auror na stanowisku. I problem dla nas, ale o tym akurat nie wiedzą.
Harper była przyjaciółką Patricka i na wiele rzeczy przymykała oka. Zmiana władzy utrudniłaby im działanie w Departamencie, ale o tym śmierciożercy nie mieli przecież pojęcia. Istniały więc tylko dwa powody, dla których ona miałaby być głównym celem: kontakty z Greybackiem albo że jakiś auror im sprzyjał. (Sprzyjał, niekoniecznie był jednym z nich: Brenna dość naiwnie zakładała, że jednak ktoś ze znakiem nie dałby rady działać tyle lat wśród innych aurorów.)
– Jesteś optymistą, braciszku. Wiele jego zwolenników to zapewne też osoby, które bywały w naszym domu i które uważasz za kolegów – mruknęła cicho. Ona sama nie łudziła się w tym względzie. Oportuniści, męty, skrajni konserwatyści, jasne. Ale też ci, którzy robili to ze strachu, dla korzyści, bo rodzina kazała albo po prostu nie lubili mugoli i nie chcieli się ukrywać. I którzy niekoniecznie pokazywali swoje poglądy na prawo i lewo, jak niektórzy przedstawiciele rodzin czystej krwi.
– Taaaak. Tyle że to oznacza większe ryzyko.
Pociągnęła za kosmyk włosów, ale zaraz po prostu machnęła ręką, niby lekceważąco, chociaż to był cholernie istotny problem. W jaki sposób działać: więcej ludzi i większe możliwości, czy mniej, ale i mniejsze ryzyko wykrycia? Na pewno nie mogli trzymać się pierwotnej sytuacji – same bojówki i sami ludzie w trzonie, z Norą jako wytwórczynią i jeszcze Giovannim, którego zdaje się wciągnął sam Dumbledore, w co Brenna nigdy nie wnikała, bo jego znała najsłabiej w samym Zakonie. Potrzebowali ludzi i wytworów w różnych miejscach, nie zawsze wojowników.
I nie mogli wiedzieć wszystkiego, co za łatwo wtedy mogliby zostać wykryci.
– W każdym razie… zaczynamy od zebrania informacji. Poppy, przedmioty od Sama, archiwa, i tak dalej? A poza tym… no miejcie oczy otwarte, jeśli uważacie, że kogoś warto zrekrutować…
Słysząc jakieś głosy w przedpokoju, Brenna podsunęła im po prostu talerz z łakociami i szybko zmieniła temat – teraz rozmowa miała już dotyczyć pracy, znajomych i planów na najbliższe dni.
Bardzo nie chciała, by ktoś jeszcze zginął, bo nie mieli pełnych informacji.
– Wiedzieli, że ktoś dla niej szpiegował, poza tym to szefowa biura aurorów. Nic dziwnego. Może mają kogoś u aurorów i liczą, że go awansują? Bo inaczej… pozbycie się jej, to po prostu inny auror na stanowisku. I problem dla nas, ale o tym akurat nie wiedzą.
Harper była przyjaciółką Patricka i na wiele rzeczy przymykała oka. Zmiana władzy utrudniłaby im działanie w Departamencie, ale o tym śmierciożercy nie mieli przecież pojęcia. Istniały więc tylko dwa powody, dla których ona miałaby być głównym celem: kontakty z Greybackiem albo że jakiś auror im sprzyjał. (Sprzyjał, niekoniecznie był jednym z nich: Brenna dość naiwnie zakładała, że jednak ktoś ze znakiem nie dałby rady działać tyle lat wśród innych aurorów.)
– Jesteś optymistą, braciszku. Wiele jego zwolenników to zapewne też osoby, które bywały w naszym domu i które uważasz za kolegów – mruknęła cicho. Ona sama nie łudziła się w tym względzie. Oportuniści, męty, skrajni konserwatyści, jasne. Ale też ci, którzy robili to ze strachu, dla korzyści, bo rodzina kazała albo po prostu nie lubili mugoli i nie chcieli się ukrywać. I którzy niekoniecznie pokazywali swoje poglądy na prawo i lewo, jak niektórzy przedstawiciele rodzin czystej krwi.
– Taaaak. Tyle że to oznacza większe ryzyko.
Pociągnęła za kosmyk włosów, ale zaraz po prostu machnęła ręką, niby lekceważąco, chociaż to był cholernie istotny problem. W jaki sposób działać: więcej ludzi i większe możliwości, czy mniej, ale i mniejsze ryzyko wykrycia? Na pewno nie mogli trzymać się pierwotnej sytuacji – same bojówki i sami ludzie w trzonie, z Norą jako wytwórczynią i jeszcze Giovannim, którego zdaje się wciągnął sam Dumbledore, w co Brenna nigdy nie wnikała, bo jego znała najsłabiej w samym Zakonie. Potrzebowali ludzi i wytworów w różnych miejscach, nie zawsze wojowników.
I nie mogli wiedzieć wszystkiego, co za łatwo wtedy mogliby zostać wykryci.
– W każdym razie… zaczynamy od zebrania informacji. Poppy, przedmioty od Sama, archiwa, i tak dalej? A poza tym… no miejcie oczy otwarte, jeśli uważacie, że kogoś warto zrekrutować…
Słysząc jakieś głosy w przedpokoju, Brenna podsunęła im po prostu talerz z łakociami i szybko zmieniła temat – teraz rozmowa miała już dotyczyć pracy, znajomych i planów na najbliższe dni.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.