19.05.2024, 14:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2024, 15:06 przez Brenna Longbottom.)
Niby nie mogły być pewności – siostra Jase mogła być idiotką, która zakopała przeklęty naszyjnik tuż przed progiem, tak że przechodził nad nim każdy, kto wchodził do posiadłości. Brenna miała jednak nadzieję, że kobieta wykazała się odrobiną ostrożności i może jednak mają szansę na osiągnięcie jakichś sensownych rezultatów.
Zaklęcia ich obu wycięły nie tylko szeroką ścieżkę na miejscu, na którym znajdowała się ta stara, ale były też na tyle silne, aby położyć istnym pokotem wszystkie okoliczne chwasty i nadmiernie wybujałe trawy. Dzięki temu mogły swobodnie dostać się w okolice muru i dużo swobodniej zacząć swoje poszukiwania, ale najwyraźniej rozdrażniło to jedną z roślin, czego Brenna, niezbyt z nimi obeznana, sama by pewnie nie dostrzegła od razu. Może faktycznie kiedyś hodowano tutaj coś niebezpiecznego – a może coś zmutowało pod wpływem ostatnich problemów w Anglii, ale kobieta, zaalarmowana przez Olivię, zamarła aż na moment (chociaż w sytuacjach zagrożenia zwykle działała instynktownie).
No bo…
Mordercza stokrotka? Poważnie?
– Co to do licha jest? – zapytała skonsternowana, z powodu absurdu sytuacji nawet nie mając za bardzo energii, by się przestraszyć. Machnęła różdżką i te same, niewidzialne ostrza, które wcześniej pomknęły przez ogród, wycinając roślinność, przecięły też frunące ku nim pnącza. Brenna znów poruszyła nadgarstkiem i następnie zaklęcie ucięło morderczą roślinę tuż przy ziemi, tak że ta padła na grunt i drgała jeszcze przez chwilę. Brygadzistka obserwowała ją podejrzliwie, niepewna, czego jeszcze się spodziewać w słabym świetle latarenek. Te przyciągały różne robaczki i owszem, sprawiały, że dziewczyny nie widziały poza granicą blasku, ale Brenna nie prosiła o ich gaszenie: przed nikim się nie chowały, a jednak w zupełnych ciemnościach na pewno nie znajdą tego, czego szukały. I tak miały małe szanse. – O tym w Hogwarcie na pewno nie uczyli – mruknęła, po czym rozejrzała się jeszcze raz. – Mam nadzieję, że nic nas tutaj nie zeżre – dodała, ale nie dostrzegała już niczego, co próbowałoby je zamordować... - Livy, jeśli będzie tego więcej, to lepiej, jak się stąd wyniesiemy, nie znam się na roślinach, a twoja matka wyciągnęłaby mnie z zaświatów, żeby skopać mi o ciebie tyłek, gdybyśmy tutaj umarły.
Mimo to postąpiła kilka kroków ścieżką, czekając, czy coś jeszcze ją zaatakuje. A gdy to nie nastąpiło, ponownie machnęła różdżką: tym razem posypał się z niej złocisty pył. Zawirował wokół "martwej" stokrotki, na razie nie wskazując na inne ślady magii niż ta roślina, ale Brenna ruszyła wraz z nim dalej, w stronę muru...
Kształtowanie (roślinka)
I znowu (szukanie śladów magii)
Zaklęcia ich obu wycięły nie tylko szeroką ścieżkę na miejscu, na którym znajdowała się ta stara, ale były też na tyle silne, aby położyć istnym pokotem wszystkie okoliczne chwasty i nadmiernie wybujałe trawy. Dzięki temu mogły swobodnie dostać się w okolice muru i dużo swobodniej zacząć swoje poszukiwania, ale najwyraźniej rozdrażniło to jedną z roślin, czego Brenna, niezbyt z nimi obeznana, sama by pewnie nie dostrzegła od razu. Może faktycznie kiedyś hodowano tutaj coś niebezpiecznego – a może coś zmutowało pod wpływem ostatnich problemów w Anglii, ale kobieta, zaalarmowana przez Olivię, zamarła aż na moment (chociaż w sytuacjach zagrożenia zwykle działała instynktownie).
No bo…
Mordercza stokrotka? Poważnie?
– Co to do licha jest? – zapytała skonsternowana, z powodu absurdu sytuacji nawet nie mając za bardzo energii, by się przestraszyć. Machnęła różdżką i te same, niewidzialne ostrza, które wcześniej pomknęły przez ogród, wycinając roślinność, przecięły też frunące ku nim pnącza. Brenna znów poruszyła nadgarstkiem i następnie zaklęcie ucięło morderczą roślinę tuż przy ziemi, tak że ta padła na grunt i drgała jeszcze przez chwilę. Brygadzistka obserwowała ją podejrzliwie, niepewna, czego jeszcze się spodziewać w słabym świetle latarenek. Te przyciągały różne robaczki i owszem, sprawiały, że dziewczyny nie widziały poza granicą blasku, ale Brenna nie prosiła o ich gaszenie: przed nikim się nie chowały, a jednak w zupełnych ciemnościach na pewno nie znajdą tego, czego szukały. I tak miały małe szanse. – O tym w Hogwarcie na pewno nie uczyli – mruknęła, po czym rozejrzała się jeszcze raz. – Mam nadzieję, że nic nas tutaj nie zeżre – dodała, ale nie dostrzegała już niczego, co próbowałoby je zamordować... - Livy, jeśli będzie tego więcej, to lepiej, jak się stąd wyniesiemy, nie znam się na roślinach, a twoja matka wyciągnęłaby mnie z zaświatów, żeby skopać mi o ciebie tyłek, gdybyśmy tutaj umarły.
Mimo to postąpiła kilka kroków ścieżką, czekając, czy coś jeszcze ją zaatakuje. A gdy to nie nastąpiło, ponownie machnęła różdżką: tym razem posypał się z niej złocisty pył. Zawirował wokół "martwej" stokrotki, na razie nie wskazując na inne ślady magii niż ta roślina, ale Brenna ruszyła wraz z nim dalej, w stronę muru...
Kształtowanie (roślinka)
Rzut W 1d100 - 86
Sukces!
Sukces!
Rzut W 1d100 - 82
Sukces!
Sukces!
I znowu (szukanie śladów magii)
Rzut W 1d100 - 43
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.