23.12.2022, 23:41 ✶
- Myślisz, że o tym nie wiem? - spytała Brenna ponurym tonem. Doskonale wiedziała, że Nora nie będzie zadowolona i właśnie dlatego jeszcze nie ciągnęła sprawy dalej. - To z tych powodów, które wymieniłeś, nie siedzę jeszcze w tym cholernym kręgu. A rozważam go, bo tak jak powiedziałam... to nasz znajomy, Erik. A Nora i Mabel mieszkają teraz na Pokątnej przy kawiarni. Mogę pewnego dnia przedstawić go Mab, nie mając zielonego pojęcia, że to jej ojciec. Nie wspominając o tym, że jeśli był na balu, to istnieją ogromne szanse, że na odchodne wetknęłam mu w ręce pudełko z tortem. A wiesz, co do nich wrzucałam? Cholera jasna, reklamę Nory Nory. Z adresem i danymi właścicielki. Poza tym... powiedz, czy uważałbyś to za w porządku, gdyby matka t w o j e g o dziecka postanowiła, że nic nie musisz wiedzieć, bo wychowa je po swojemu?
Salem był przekonujący. Ten kot miał, zdaniem Brenny przynajmniej, więcej charyzmy nawet od jej brata. Kobieta westchnęła, wspominając ich rozmowę i...
- Tak naprawdę? Przekonał mnie, bo Nora o tym z nim rozmawiała. I na podstawie tego, co powiedział, a raczej jak mówił, mam wrażenie... że jej na tym człowieku chyba dalej zależy. Ale to za poważna sprawa, żebym mogła bazować na wrażeniach - oświadczyła, wracając do głaskania psa. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że wszystko mogło skończyć się źle. Niezależnie od tego, co zrobi.
To dlatego naprawdę nie miała pojęcia, co robić. I chociaż zwykle jej to nie powstrzymywało, tym razem się wahała. Miała dokładnie te same wątpliwości, co Erik.
Nie chciała w tym grzebać za plecami Nory, ale bała się, co może się stać, jeżeli tego nie zrobi.
- Właściwie to zależy od tego, o kogo by chodziło. Żonaty, z dziwną rodziną? Zapominam o sprawie, próbuję odwieźć Salema od poszukiwań na własną łapę, pilnuję, by nigdy nie zapraszać go tam, gdzie Norę. Ktoś przyzwoity? Wydaje mi się, że wtedy należałoby porozmawiać z Norą, że być może powinna skontaktować się z ojcem Mabel. Na pewno nie wspominałabym jej o tym śledztwie, bo po prostu... nie chodzi o to, że byłaby na mnie zła. Mogłabym to znieść. Tylko o to, że byłoby jej wstyd. Zwłaszcza jeżeli dowiedziałaby się, że prowodyrem był Salem. Może, podkreślam, może, można wspomnieć, że Salem wygadał się, że był na balu, ale to tylko po rozmowie z nim i wtedy wyjaśnić, że jeżeli tak, są duże szanse na to, że na siebie wpadną i tak. To znaczy... po rozmowie z Salemem, nie ojcem. Jeżeli Nora wciąż się nie zgodzi, pozostanie wykluczyć tę osobę z grona naszych znajomych.
Nie miała zamiaru zadawać żadnych pytań potencjalnemu ojcowi. Salem to planował, ale pod tym względem Brenna ani myślała podążać ścieżką wskazaną przez kota. Jeżeli ten człowiek nie wiedział... nie było mowy, aby dowiedział się od Brenny. Powstrzymanie się przed poruszeniem tego tematu było więc stosunkowo łatwe.
- Zaczęłam, ale nie muszę ich kończyć - mruknęła. Dziesięć potencjalnych nazwisk, ale żadne, którego była pewna. W grę wchodził zresztą jeszcze ktoś, kogo przegapiła. Mogła to pogrzebać i nigdy więcej nie wracać do sprawy. - Nie chcę zranić Nory. Dlatego pytam ciebie. Znasz ją lepiej. Co będzie gorsze? Jeśli pewnego dnia przypadkiem na twoich urodzinach posadzimy ją obok ojca jej dziecka, nie mając pojęcia, że się znają, czy jeżeli będę grzebać w tej sprawie dalej?
Salem był przekonujący. Ten kot miał, zdaniem Brenny przynajmniej, więcej charyzmy nawet od jej brata. Kobieta westchnęła, wspominając ich rozmowę i...
- Tak naprawdę? Przekonał mnie, bo Nora o tym z nim rozmawiała. I na podstawie tego, co powiedział, a raczej jak mówił, mam wrażenie... że jej na tym człowieku chyba dalej zależy. Ale to za poważna sprawa, żebym mogła bazować na wrażeniach - oświadczyła, wracając do głaskania psa. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że wszystko mogło skończyć się źle. Niezależnie od tego, co zrobi.
To dlatego naprawdę nie miała pojęcia, co robić. I chociaż zwykle jej to nie powstrzymywało, tym razem się wahała. Miała dokładnie te same wątpliwości, co Erik.
Nie chciała w tym grzebać za plecami Nory, ale bała się, co może się stać, jeżeli tego nie zrobi.
- Właściwie to zależy od tego, o kogo by chodziło. Żonaty, z dziwną rodziną? Zapominam o sprawie, próbuję odwieźć Salema od poszukiwań na własną łapę, pilnuję, by nigdy nie zapraszać go tam, gdzie Norę. Ktoś przyzwoity? Wydaje mi się, że wtedy należałoby porozmawiać z Norą, że być może powinna skontaktować się z ojcem Mabel. Na pewno nie wspominałabym jej o tym śledztwie, bo po prostu... nie chodzi o to, że byłaby na mnie zła. Mogłabym to znieść. Tylko o to, że byłoby jej wstyd. Zwłaszcza jeżeli dowiedziałaby się, że prowodyrem był Salem. Może, podkreślam, może, można wspomnieć, że Salem wygadał się, że był na balu, ale to tylko po rozmowie z nim i wtedy wyjaśnić, że jeżeli tak, są duże szanse na to, że na siebie wpadną i tak. To znaczy... po rozmowie z Salemem, nie ojcem. Jeżeli Nora wciąż się nie zgodzi, pozostanie wykluczyć tę osobę z grona naszych znajomych.
Nie miała zamiaru zadawać żadnych pytań potencjalnemu ojcowi. Salem to planował, ale pod tym względem Brenna ani myślała podążać ścieżką wskazaną przez kota. Jeżeli ten człowiek nie wiedział... nie było mowy, aby dowiedział się od Brenny. Powstrzymanie się przed poruszeniem tego tematu było więc stosunkowo łatwe.
- Zaczęłam, ale nie muszę ich kończyć - mruknęła. Dziesięć potencjalnych nazwisk, ale żadne, którego była pewna. W grę wchodził zresztą jeszcze ktoś, kogo przegapiła. Mogła to pogrzebać i nigdy więcej nie wracać do sprawy. - Nie chcę zranić Nory. Dlatego pytam ciebie. Znasz ją lepiej. Co będzie gorsze? Jeśli pewnego dnia przypadkiem na twoich urodzinach posadzimy ją obok ojca jej dziecka, nie mając pojęcia, że się znają, czy jeżeli będę grzebać w tej sprawie dalej?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.