19.05.2024, 17:30 ✶
Oczywiście z jakiegoś powodu zaznaczenie, że ta propozycja była okropna, jedynie utwierdziło go w przekonaniu, że chce o niej usłyszeć wszystko, bo przecież co takiego mogła mu nagle zaproponować Brenna, że niosło za sobą tyle ryzyka.
Pierwotnie gabinet Jonathana wygladał dość skromnie i miało tak zostać po to, by łatwiej było mu się skoncentrować na pracy, ale jakoś tak wyszło, że z czasem ciemne ściany pomieszczenia dostały złoty akcent kolorystyczny, a fragment jednej ze ścian, tej obok dwóch foteli i niewielkiego stolika kawowego, został delikatnie przyozdobiony.
– Ciężko nie przeglądać prasy. Zwłaszcza teraz– powiedział, zerkając na stertę gazet, nieco niezadowolony z tego, że nie udało mu się odczytać aury czarownicy.
Nie dodał jednak nic więcej, a zamiast tego umilkł i pozwolił Brennie, by mówiła dalej. Ah... A więc o to chodziło. Gdy czarownica odwróciła się w jego stronę, mogła zobaczyć, że typowy uśmiech Jonathana zastąpiła śmiertelnie poważna mina.
– Za dużo wszystkiego poza czasem, którego może zaraz zabraknąć i realnym działaniem, które nie dopuściłoby do katastrofy – powiedział w końcu po chwili myślenia. Ponownie spojrzał na gazety. – Wiesz Brenno. Codziennie patrzę na te wszystkie artykułu i codziennie mam nadzieję, że karma wreszcie dogoniła jego i tę grupę czystokrwistych szaleńców z kompleksami, tak że wszyscy wywalili się na twarz. Albo że chociaż Ministerstwo wreszcie podejęło zdecydowane działania. I co? I codziennie doznaję tylko kolejnego rozczarowania.
Pokręcił głową i westchnął cicho. Nie odpowiedział na jej propozycję od razu tylko po to aby, jeśli kiedyś rzeczywiście musiałby stawić czoło konsekwencjom decyzji, którą zamierzał zaraz podjąć, nie mógł potem powiedzieć, że nie przemyślał tego i nie znał ryzyka. Skinął głową. Trzeba było coś zrobić. Zatrzymać tę zarazę zanim się rozprzestrzeni i pochłonie ich wszystkich w chaosie, a skoro dostał możliwość, by w tym pomóc... To nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby ją odrzucił. A przecież wiedział, że był w stanie pomóc.
– Dobrze. Rozumiem o co ci chodzi i w pełni to popieram. Konsekwencje będą tylko gorsze, jeśli nie będziemy interwencjować. Chcę wam pomóc. Muszę podpisać krwią jakiś dokument, czy macie inne metody?
Mówiąc to ponownie sprobował zerknąć na aurę Brenny. On był zdeterminowany. A jakie jej towarzyszyły emocje?
Aurowidzenie
Pierwotnie gabinet Jonathana wygladał dość skromnie i miało tak zostać po to, by łatwiej było mu się skoncentrować na pracy, ale jakoś tak wyszło, że z czasem ciemne ściany pomieszczenia dostały złoty akcent kolorystyczny, a fragment jednej ze ścian, tej obok dwóch foteli i niewielkiego stolika kawowego, został delikatnie przyozdobiony.
– Ciężko nie przeglądać prasy. Zwłaszcza teraz– powiedział, zerkając na stertę gazet, nieco niezadowolony z tego, że nie udało mu się odczytać aury czarownicy.
Nie dodał jednak nic więcej, a zamiast tego umilkł i pozwolił Brennie, by mówiła dalej. Ah... A więc o to chodziło. Gdy czarownica odwróciła się w jego stronę, mogła zobaczyć, że typowy uśmiech Jonathana zastąpiła śmiertelnie poważna mina.
– Za dużo wszystkiego poza czasem, którego może zaraz zabraknąć i realnym działaniem, które nie dopuściłoby do katastrofy – powiedział w końcu po chwili myślenia. Ponownie spojrzał na gazety. – Wiesz Brenno. Codziennie patrzę na te wszystkie artykułu i codziennie mam nadzieję, że karma wreszcie dogoniła jego i tę grupę czystokrwistych szaleńców z kompleksami, tak że wszyscy wywalili się na twarz. Albo że chociaż Ministerstwo wreszcie podejęło zdecydowane działania. I co? I codziennie doznaję tylko kolejnego rozczarowania.
Pokręcił głową i westchnął cicho. Nie odpowiedział na jej propozycję od razu tylko po to aby, jeśli kiedyś rzeczywiście musiałby stawić czoło konsekwencjom decyzji, którą zamierzał zaraz podjąć, nie mógł potem powiedzieć, że nie przemyślał tego i nie znał ryzyka. Skinął głową. Trzeba było coś zrobić. Zatrzymać tę zarazę zanim się rozprzestrzeni i pochłonie ich wszystkich w chaosie, a skoro dostał możliwość, by w tym pomóc... To nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby ją odrzucił. A przecież wiedział, że był w stanie pomóc.
– Dobrze. Rozumiem o co ci chodzi i w pełni to popieram. Konsekwencje będą tylko gorsze, jeśli nie będziemy interwencjować. Chcę wam pomóc. Muszę podpisać krwią jakiś dokument, czy macie inne metody?
Mówiąc to ponownie sprobował zerknąć na aurę Brenny. On był zdeterminowany. A jakie jej towarzyszyły emocje?
Aurowidzenie
Rzut Z 1d100 - 43
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut Z 1d100 - 12
Akcja nieudana
Akcja nieudana