20.05.2024, 01:24 ✶
- Jeżeli tak mu było spieszno, to nie chce wiedzieć co takiego mu tutaj uciekło i krąży pod domu albo się zalęgło podczas jego nieobecności - mruknął z niewyraźnym uśmiechem, im więcej dowiadywał się o momencie kupna tego domu przez pannę Longbottom, tym bardziej miał wrażenie, że podrzucono jej niezłego kota w worku. Tylko pytanie czy kot będzie przyjazny czy może okaże się zagrożeniem.
- Żył na długo przed Merlinem, równie dobrze mógł być i czarodziejem. Wszak ze zwykłego generała stał się cesarzem Rzymskim - może i orłem nie był jeżeli chodzi o historię, to jednak co nieco tam wiedział. Czasami po prostu siadał do książkach o starożytności z zaciekawieniem śledził niektóre postacie, które mogły być przecież po części magami - to wszystko jasno tłumaczyłoby ich "sukcesy" niż sam fakt, że mieli po prostu szczęście.
- I widzisz moja droga, tu się zgadzamy - powiedział uśmiechając się szeroko, gdy napomniała po przygodach. - To czas idealny do przygód, a nie do nauki - zaraz jednak zamarł z niejasnym wyrazem twarzy. Niby było jaśniej, ale to co właśnie usłyszał to mu się zdawało? Przecież nie zabierał tutaj Kapitana, to musiał być przypadek. Nawet gdyby to byłby jakiś inny kot, to przecież nie pomyliłby go ze swoim kompanem.
- Słyszałaś? - zapytał Brenny i powoli, nieufnie ruszył w stronę miejsca skąd dobiegło mruknięcie. - Pazur? Kici-kici, chodź - próbował go zawołać schylając się, aby zajrzeć pod mebel, pod którym jak mu się zdawało jest jego kocur.
- Żył na długo przed Merlinem, równie dobrze mógł być i czarodziejem. Wszak ze zwykłego generała stał się cesarzem Rzymskim - może i orłem nie był jeżeli chodzi o historię, to jednak co nieco tam wiedział. Czasami po prostu siadał do książkach o starożytności z zaciekawieniem śledził niektóre postacie, które mogły być przecież po części magami - to wszystko jasno tłumaczyłoby ich "sukcesy" niż sam fakt, że mieli po prostu szczęście.
- I widzisz moja droga, tu się zgadzamy - powiedział uśmiechając się szeroko, gdy napomniała po przygodach. - To czas idealny do przygód, a nie do nauki - zaraz jednak zamarł z niejasnym wyrazem twarzy. Niby było jaśniej, ale to co właśnie usłyszał to mu się zdawało? Przecież nie zabierał tutaj Kapitana, to musiał być przypadek. Nawet gdyby to byłby jakiś inny kot, to przecież nie pomyliłby go ze swoim kompanem.
- Słyszałaś? - zapytał Brenny i powoli, nieufnie ruszył w stronę miejsca skąd dobiegło mruknięcie. - Pazur? Kici-kici, chodź - próbował go zawołać schylając się, aby zajrzeć pod mebel, pod którym jak mu się zdawało jest jego kocur.