• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[12.07.1972] Kieszenie pełne czereśni | Bell & Philip

[12.07.1972] Kieszenie pełne czereśni | Bell & Philip
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#7
19.05.2024, 21:03  ✶  

Philip w tym danym dniu odnalazł pewną przyjemność w własnoręcznym zbieraniu czereśni, które w innych okolicznościach pozostawiłby w rękach swojego skrzata domowego, Błyska albo w rękach ogrodnika. Czerpał także przyjemność z przebywania w towarzystwie Bellamy'ego. Po zakończeniu zbierania owoców będą mogli oddać się zasłużonemu odpoczynkowi i słodkiemu lenistwu, jeśli jego przyjaciel nie postanowi wrócić do swojego życia. On tak zamierzał spędzić resztę tego dnia, w szczególności że pogoda dopisywała i na razie nic nie wskazywało aby miało się to zmienić. Starał się też czerpać przyjemność z rzeczy małych, a za taką można było uznać ptasi koncert. Mając tyle pieniędzy co on posiadał w swoim prywatnym skarbcu zdążył przekonać się, że istnieje stosunkowo niewiele rzeczy, których nie mógł kupić. Były to rzeczy zupełnie niematerialne.

Podczas tegorocznego Beltane sam przekonał się o tym, że relacje międzyludzkie mogą wykraczać poza brzegi łóżka, że niosą za sobą zupełnie inny ładunek emocji i uczuć, niż te których jak dotąd poszukiwał. Od tego momentu wszystko stało się znacznie bardziej skomplikowane, kiedy jak dotąd preferował jasne i klarowne sytuacje. Z tym wiązało się bycie rozdartym między tym, co było dobrze znane a czymś zupełnie nowym. Nie każdy był gotowy do wykonania skoku w nieznane. Najtrudniej było zawsze pokonać samego siebie i wszystkie swoje przywary, tak aby stać się lepszą wersją samego siebie. Pewne rzeczy należało zrobić samemu, jedynie mając wsparcie bliskich sobie osób.

On doskonale wiedział, że w wielu ludzi wyobraża sobie to, że on wiedzie życie pełne przygód - i w zasadzie mieli rację. Nie wszystko zamierzał wystawić na widok publiczny. Mógł wyeksponować to, co dobre i miłe oraz starać się ukryć za wszelką cenę to, co uważał za złe w swoim życiu. Pozwalało to podtrzymać kreowany przez niego obraz samego siebie i uniknąć sytuacji, w której wszystkie jego osobiste problemy staną się prawdziwą sensacją dla prasy i czytelników. Na terenie swojego ogrodu i przylegającego do niego domku czuł się nad wyraz swobodnie. Nie było tutaj miejsca dla wścibskich dziennikarzy, szukających z nim kontaktu fanów, psychofanów ani osób, które chciały dać mu do zrozumienia, co naprawdę o nim myślą.

— Zgadzam się z tym stwierdzeniem, przyjacielu. Mieszkam na co dzień w magicznym Londynie, a tutaj mogę odetchnąć od zgiełku Ulicy Pokątnej. — Przystał na to stwierdzenie z delikatnym uśmiechem. Może samemu nie widział z narzędziami ogrodniczymi w dłoniach i umorusanego ziemią, ale ten ogród stanowił dla niego doskonałe miejsce do odpoczynku. Tego rodzaju praca fizyczna nie była dla niego. Nie odnalazłby w tym takiej radości, jaką odczuwał Bell podczas wykonywania prac w ogrodzie. Z części zbieranych przez nich czereśni Błysk przygotuje przetwory, natomiast pozostałą część będą mogli zjeść w tym ogrodzie.

Należąca do jego rodziny rozgłośnia radiowa znajdowała się w niemagicznej części Londynu i ilekroć tam się udawał to poruszał się zatłoczonymi chodnikami i przecinał pełne samochodów ulice. Za każdym razem, jak wyglądał na Ulicę Pokątną albo poruszał się po niej, dostrzegał to jak bardzo było tam tłoczno. Za tłoczno. Niemniej Ulica Pokątna miała swoje zalety - bliskość wszystkich sklepów i patrole Brygady Uderzeniowej.

— Wyciszające jest w stanie pomóc na ten hałas. Przynajmniej na jakiś czas. W nocy i tak nie jest tak gwarno jak w dzień. — Jak dotąd nie istniał jeden skuteczny i niezawodny sposób na wszystkie niedogodności związane z mieszkaniem na Ulicy Pokątnej - jedynym skutecznym remedium mogłaby się okazać wyprowadzka w oddalone od miejskiej aglomeracji miejsce. — W tym również masz rację. — On doskonale wiedział, że nie każdy nadawał się do życia w sercu czarodziejskiej dzielnicy. Nie wykluczał tego, że sam w pewnym momencie się wyprowadzi, jeśli tam zrobi się dla niego za tłoczno. Posiadając na własność całą kamienicę miał pewien luksus w postaci braku konieczności dzielenia ograniczonej przestrzeni z innymi mieszkańcami.

Z takim pomocnikiem jakim okazał się Bellamy to niewiele mu groziło, chyba że faktycznie spadłby z drabiny podczas próby złapania kosza albo zagapiłby się podczas zbierania owoców.

— Na szczęście nikt tego od ciebie nie wymaga. — W tym momencie Philip mówił głównie o sobie, bo tak, on nie wymagał tak drastycznych zmian od swojego przyjaciela. Akceptował go bezwarunkowo i też mógł powiedzieć, że go bardzo ceni pomimo tych wszystkich przeciwieństw między nimi. Tak, panujący tutaj spokój bardzo mu się udzielał i pozwalał mu ukazać nieznane innym oblicze. — Wydaje mi się, że to jest możliwe do osiągnięcia, jeśli się tego pragnie. — Mógł jedynie to rozważać, bo sam na razie nie miał ku temu punktu odniesienia i jego dotychczasowe życie nie wpisywało się w ten wzorzec. Jak dotąd zdołał spełnić zaledwie część tych kryteriów i jak dotąd nie założył rodziny. Od czasu Beltane odkrywał siebie na nowo.

— Dotąd nie spotkałem się z tym stwierdzeniem. — Stwierdził z cichym westchnięciem. Za bardzo nie nawykł do tego rodzaju zwierzeń i jak dotąd otworzył się przed jedną osobą. Nie było to takie trudne. Może i zdoła to zrobić przed Bellamym. Nie zamierzał upominać go za zjadanie czereśni prosto z gałęzi i rzucanie pestek na trawę.

— Nie smakują mi... czasem nawet tego nie wypada robić. — Jeśli miał taką możliwość to starał się odmówić jedzenia owoców morza. Jeśli nie było takiej możliwości to po prostu trzeba było to zrobić jak najszybciej. — Sam wolałbym zjeść kilogram czereśni zamiast talerza małży. — Ledwie dostrzegalnie się uśmiechnął na słowa przyjaciela.

— Twoja pomoc będzie na wagę złota. Była tam śmietanka towarzyska, jak chociażby rodzeństwo Prewettów i to z nimi spędziłem większość tego rejsu... — Od tego zaczęła się cała opowieść, którą kontynuował podczas dalszego zbierania czerwieniących się w promieniach porannego słońca czereśni.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1569), Bell Dupont (661), Philip Nott (2005)




Wiadomości w tym wątku
[12.07.1972] Kieszenie pełne czereśni | Bell & Philip - przez Philip Nott - 04.10.2023, 23:47
RE: [12.07.1972] Kieszenie pełne czereśni | Bell & Philip - przez Bell Dupont - 05.10.2023, 14:41
RE: [12.07.1972] Kieszenie pełne czereśni | Bell & Philip - przez Philip Nott - 25.10.2023, 00:13
RE: [12.07.1972] Kieszenie pełne czereśni | Bell & Philip - przez Bell Dupont - 01.11.2023, 00:51
RE: [12.07.1972] Kieszenie pełne czereśni | Bell & Philip - przez Philip Nott - 23.01.2024, 15:44
RE: [12.07.1972] Kieszenie pełne czereśni | Bell & Philip - przez Bard Beedle - 14.05.2024, 16:32
RE: [12.07.1972] Kieszenie pełne czereśni | Bell & Philip - przez Philip Nott - 19.05.2024, 21:03

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa