Gdyby nadal chciał ciągnąć ten temat to jakby na potwierdzenie tego niezaprzeczalnego faktu mógłby wspomnieć w paru słowach swoje reakcje na wieść o tym, co stało się na tegorocznym Beltane - nie zmieni tego żaden osobisty dramat, którego stał się bohaterem, a który został wywołany przez niedopełniony rytuał. Uczestniczył w poszukiwaniach ofiar i to okazało się ponad jego siły. Nie nawykł do tego rodzaju sytuacji. Pod tym względem nie różnił się od większości, jeśli nie wszystkich cywilów, którzy uczestniczyli w tamtym sabacie. W razie potrzeby potrafił się obronić, tak samo jak był w stanie stanąć w czyjeś obronie. Przestrzegał większość obowiązujących w świecie czarodziejów reguł, doskonale wiedząc które mógł łamać.
— Z tym z tym również się zgadzam. Wielu ludziom trudno wyjść ze strefy swojego komfortu. To daje poczucie bezpieczeństwa. Nawet jak jest złudne. — Mówił o tym z pewnym przekonaniem, gdyż sam należał do ludzi preferujących życie w swojej bańce, zgodnie ze swoją wizją świata, z której został gwałtownie wyrwany. Może i to miało miejsce wyłącznie na płaszczyźnie personalnej, jednak te wydarzenia wywróciły jego dotychczasowe, dotąd ułożone życie do góry nogami. Starał się nie przekreślić tego, nawet jak bardzo dobrze wychodziło sabotowanie tych zmian, co nawet nie wynikało z jego złej woli czy celowości działania, a związanych z tym trudności. Jeśli chodzi o obecną sytuację polityczną w świecie czarodziejów, to czarodziejów odpowiedzialnych za atak na Beltane postrzegał jako fanatyków i pomimo czystej krwi płynącej w jego żyłach, nie popierał ich działań. Zresztą, to nie dotyczyło samego Beltane. Nie przejawiał wrogości wobec mugoli i mugolaków.
— Podróżowanie pociągami ma też swój urok, choć podróż nimi nie należy do najkrótszych. — Zdaniem Philipa długi czas podróży kolejami rekompensował fakt, że pociągi to były stosunkowo bezpiecznym środkiem transportu oraz podróżowanie nimi gwarantowało możliwość podziwiania mijanych widoków albo pozwalało nawiązać z kimś konwersację. — Wbrew pozorom czarodzieje przyswoili sobie wiele rzeczy będących tworem mugoli. Poza pociągami zaadaptowaliśmy do swoich potrzeb autobus, a gdybym poszukał to pewnie znalazłoby się znacznie więcej rzeczy. Nie za bardzo możemy dzielić się z mugolami swoimi osiągnięciami, gdyż obowiązuje nas kodeks tajności. — Nawet jak nie postrzegał siebie za zwolennika wywrotowych idei dotyczących ujawnienia istnienia świata czarodziejów przed mugolami to nietrudno zauważyć, że to znacząco ułatwiłoby życie czarodziejom. Jednak biorąc pod uwagę to, że dochodzi do brutalnych ataków na mugoli, mugolaków i osoby im sprzyjające to w obecnej sytuacji doprowadziłoby to do prawdziwej katastrofy.
— Podchodząc do tego całkowicie racjonalnie i bez przesadnego optymizmu, możesz mieć całkowitą rację. — Westchnął na znak aprobaty względem słów wypowiedzianych przez tego czarodzieja. W przeciwieństwie do Erika, Philip nie za bardzo zastanawiał się nad technicznymi aspektami tego rodzaju przedsięwzięcia. Może i pewne problemy tego świata nie były mu obojętne, jednak bądźmy szczerzy - jest zawodnikiem Quidditcha i celebrytą. Nie można było nazwać go filarem społeczeństwa. Kimś takim wydawał mu się być Erik.
— Możemy porozmawiać po naszych audycjach albo dokończyć naszą rozmowę przy następnym spotkaniu. — Stwierdził z delikatnym uśmiechem. — Jakbyś miał chwilę czasu wolnego to chciałbym spróbować swoich sił w szermierce. Musiałbym jednak zacząć od podstaw, bo jak dotąd tego nie robiłem. Byłbyś w stanie udzielić mi kilku albo nawet kilkunastu lekcji? — O tym, że jego rozmówca jest wprawnym szermierzem wiedział z drugiej ręki, tym bardziej że Erik często wynajmował salę w siedzibie Klubu Pojedynków. Z jego strony była to niezobowiązująca propozycja, którą Erik mógł przyjąć albo odrzucić. Było go stać na opłacenie instruktora i zwrócenie się z taką prośbą do Erika nie było kwestią pieniędzy.
— Pora na ciebie. — Stwierdził z uśmiechem, kiedy drzwi się otworzyło i jako pierwszego wywołano Erika.