• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[26/06/1972] Zew pierwszej przemiany || Erik & Bard Beedle

[26/06/1972] Zew pierwszej przemiany || Erik & Bard Beedle
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
19.05.2024, 21:46  ✶  
Ojciec nie mógł wiedzieć, żadne z nich nie mogło, z resztą sam przyznał to na początku. Ale mówił o tym tak, jak w to wierzył, jak widział, jak oceniał prawdopodobieństwo zaistniałych sytuacji. W jego oczach też to był wybór, jeden z nielicznych, które pozostały jego pierworodnemu. Wybór, który był ważny, żeby się go chwycić, żeby pamiętać o człowieczeństwie o wolności, która była niemożliwa do odebrania. Wolności w umyśle i sercu.

Gdy syn wziął eliksir tojadowy, rozmowy między rodzicami ucichły, a Jeremiah skinął głową, na znak, że przyjmuje jego decyzję. Elise wykorzystała sytuację, by jeszcze raz uściskać Erika, choć przecież wiedziała, że się z nim nie żegna, że o świcie jej syn powróci. Jak jednak to doświadczenie go zmieni? Jak będzie wyglądał świat po tym pierwszym, przerażającym razie? Pozostawało się modlić i czekać, tej nocy raczej nikt nie zamierzał spać. Uścisk nie trwał tak długo, jakby sobie tego życzyła. Piasek przesypywał się bezlitośnie... Ucałowała syna w czoło, na moment też uściskała męża nie zamierzając spierać się z nim więcej. Nikt bardziej niż ona nie wiedział, jak upartym człowiekiem był, a gdy sprawa dotyczyła jego rodziny, jego nieustępliwość można było porównać do niszczącej lawy wypływającej obficie z wulkanu.

– Chodźmy. – powiedział ciepło do Erika wprowadzając go do celi. Na stoliczku po prawej stronie od wejścia stała lampa i pojedyncze krzesło, przed nimi zaś rozciągało się dodatkowe okratowanie oddzielające część więzienną od tej przeznaczonej dla ewentualnych gości przetrzymywanego, lub też zwyczajnie dla przesłuchującego. Kajdany zostały odrestaurowane i choć przez wzgląd na magiczne wzmocnienia zdecydowano ich nie wymieniać, bransolety zostały jednak pokryte pluszem i czerwonym aksamitem, by zapewnić chłopcu jak największy komfort w tym trudnym czasie. Cela była odczyszczona z przedmiotów które mógłby zniszczyć, na kamiennej ziemi pozostała pojedyncza poducha do siedzenia, choć nikt nie zakładał, że po przemianie jakkolwiek będzie mu służył bardziej niż przedmiot do destrukcji.

Jeremiah otworzył kratę i wszedł do środka jako pierwszy, przesuwając się tak, by Erik mógł wejść za nim i zająć miejsce przy łańcuchach. Pomimo wielkich spracowanych dłoni stróża prawa, odznaczał się wielką delikatnością, gdy zakuł syna na nadgarstkach i kostkach. Długość łańcucha nie powinna pozwolić wilkołakowi dotrzeć do krat, w głowie Jeremiah jeszcze nie kalkulował ile czasu będzie potrzebował, jeśli pierwsza fala obronna nie wystarczy, a kraty zaczną uginać się w wielkich ofutrzonych łapskach. Nie myślał o tym poświęcając maksimum swojej uwagi na słowa, być może ostatnie słowa, jakie wypowie do swojego dziecka.

– Erik, proszę spójrz na mnie – poprosił, gdy wszystko było gotowe, a eliksir był wypity. – Chcę żebyś wiedział, że jesteś bardzo silny. Przetrwałeś atak wilkołaka, który wielu dorosłych położyłby prosto do grobu. Jesteś odważny, bo w odwadze nie chodzi o to, by nie czuć strachu, ale by stawiać czoła zagrożeniu – umilkł na moment, orzechowe oczy lśniły, gdy ciężka ręka złożona została na walącym sercu chłopca, który za moment przymusem miał stać się mężczyzną w bardzo, bardzo bolesny sposób. – Cokolwiek się stanie Erik, jesteś Longbottomem, jesteś jednym z nas i nikt, i nic, żadna klątwa, żadne przeciwności losu tego nie zmienią. Jestem z ciebie bardzo dumny. – Ostatni uścisk, jak pieczęć tej deklaracji. Ostatnie zmierzwienie fryzury ojcowskim gestem. Zabrał pustą butelkę i wyszedł z celi, zamykając za sobą drzwi, składając na nich dodatkowe wzmocnienia.

Zaraz potem odszedł na krzesło i opadł na nie w oczekiwaniu zachodu. Nie musieli mieć zegara, ani żadnej klepsydry. Wiedział, że mimo warstwy ziemi i kamienia to zacznie się wtedy. Że będzie musiał patrzeć na to, jak łamią się kości jego ukochanego dziecka, jak będzie się zwijać w bólu. Będzie musiał na to patrzeć pragnąc po tysiąckroć zająć jego miejsce, aby tylko móc oszczędzić tych katusz. Ale wiedział, że to jest jego wybór i jego odwaga stanąć w obliczu bezsilności rodzica, której nie życzył najgorszemu wrogowi. Różdżkę położył na blacie stołu, miał ją w pogotowiu, gotów zareagować wyuczonym latami pracy w brygadzie uderzeniowej refleksem w razie najgorszego.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1559), Erik Longbottom (2155)




Wiadomości w tym wątku
[26/06/1972] Zew pierwszej przemiany || Erik & Bard Beedle - przez Erik Longbottom - 14.05.2024, 02:04
RE: [26/06/1972] Zew pierwszej przemiany || Erik - przez Bard Beedle - 15.05.2024, 13:42
RE: [26/06/1972] Zew pierwszej przemiany || Erik - przez Erik Longbottom - 16.05.2024, 00:40
RE: [26/06/1972] Zew pierwszej przemiany || Erik & Bard Beedle - przez Bard Beedle - 19.05.2024, 21:46
RE: [26/06/1972] Zew pierwszej przemiany || Erik & Bard Beedle - przez Erik Longbottom - 19.05.2024, 22:45

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa