19.05.2024, 22:06 ✶
Zacisnąłem wargi mocniej, jak gdybym chciał sobie zasupłać usta już na wieczność, skleić je, zrosnąć, cokolwiek. Wcale mi się nie podobała zaistniała sytuacja, a euforia... to tylko krótka chwila, która z reguły niosła za sobą więcej konsekwencji niż pożytku. Byłem potworem. Byłem uzależnionym od krwi potworem. Nie można było trafić gorzej, a jednak... dopatrywałem się gdzieś pomiędzy tym byciem trupem jakichś pozytywów. I na co to wszystko? Na to by potem wszystko spierdolić, wszelkie starania bycia dobrym i pożytecznym, i pozytywnym zaprzepaścić dla drobnej kropli krwi...?
Byłem też młodym durniem, więc przerwałem swe milczenie.
- Jakbyś nie zauważył, jestem potworem. Doskonale znam te pełne przerażenia i obawy spojrzenia - skomentowałem, po czym zamilknąłem. Znowu. Nie dodałem, że miałem tego już serdecznie dosyć, że spodziewano się po mnie wszystkiego co najgorsze... być może nawet w każdym momencie mojego ży... TEGO CZEGOŚ. Czułem rozdrażnienie, ale zdecydowanie przewyższało je obrzydzenie do mojej nowej natury. Klątwa. Próbowałem jakoś z tym funkcjonować, ale takie sytuacje potwierdzały jedynie, że moje starania szły na marne. I co z tego, że się powstrzymałem? Jakiś przypadek! Potem będzie inna sytuacja. Zrobię coś, co będzie jeszcze gorsze niż wszystko poprzednie.
Ból, nienawiść czy może poczucie porażki? Ciekawe, co można było wyczytać z moich oczu? Chyba jednak wolałem tego nie wiedzieć, szczególnie kiedy to TEN Prewett miałby z nich czytać. Kolejna porażka na mojej drodze...
I jeszcze ta moja osobista porażka miała rację. Prewett miał. Pokiwałem głową, a w głowie zaraz stanęła mi myśl, ta sama myśl, co mnie kusiła już wcześniej by zanurzyć nos w jego perfumowanej szyi, być blisko niej, czuć jej ciepło, może się przytulić, posmakować tego smaku językiem, a potem... POTEM BYŁOBY TYLKO GORZEJ.
- Tak. Tak będzie lepiej - odpowiedziałem szybko, za szybko. - Wszystko jest w łazience. Wszystko, czego potrzebujesz - dodałem, odwracając wzrok od jego szyi. Mogło kusić za bardzo. Chciałem mu pomóc, oszacować szkody, ale... nie mogłem. Chociaż chciałem. Może nawet za bardzo chciałem...? - Gdybyś potrzebował... czyjejś pomocy, to daj znać... Ja nie chciałbym... zrzucać na swoją rodzinę konsekwencji tego zdarzenia... Czy możemy potem jeszcze chwilę o tym porozmawiać? - poprosiłem nieco sztywno, zastanawiając się, w jaki sposób dobrać słowa do sytuacji, nieco spięty, nieco zdenerwowany, nieco wytrącany z równowagi, bo jednak ta krew była tak pyszna, tak słodka, tak ciepła. Ech.
- Pomogę ci wstać i idź już tam. Lepiej - odezwałem się zaraz i wstałem, ale tak zaszedłem z tej drugiej strony by za bardzo nie kusiło to skaleczenie z drugiej. Niestety, już powiązałem zapach tych drugich perfum z tym smakiem krwi, więc nie wiem, czy coś miało mi ulżyć w cierpieniu. Chyba jedynie spicie Laurenta do cna...? Choć wiedziałem, byłem świadomy, że to również nie byłoby wystarczające. Z pewnością by takim nie było.
Byłem też młodym durniem, więc przerwałem swe milczenie.
- Jakbyś nie zauważył, jestem potworem. Doskonale znam te pełne przerażenia i obawy spojrzenia - skomentowałem, po czym zamilknąłem. Znowu. Nie dodałem, że miałem tego już serdecznie dosyć, że spodziewano się po mnie wszystkiego co najgorsze... być może nawet w każdym momencie mojego ży... TEGO CZEGOŚ. Czułem rozdrażnienie, ale zdecydowanie przewyższało je obrzydzenie do mojej nowej natury. Klątwa. Próbowałem jakoś z tym funkcjonować, ale takie sytuacje potwierdzały jedynie, że moje starania szły na marne. I co z tego, że się powstrzymałem? Jakiś przypadek! Potem będzie inna sytuacja. Zrobię coś, co będzie jeszcze gorsze niż wszystko poprzednie.
Ból, nienawiść czy może poczucie porażki? Ciekawe, co można było wyczytać z moich oczu? Chyba jednak wolałem tego nie wiedzieć, szczególnie kiedy to TEN Prewett miałby z nich czytać. Kolejna porażka na mojej drodze...
I jeszcze ta moja osobista porażka miała rację. Prewett miał. Pokiwałem głową, a w głowie zaraz stanęła mi myśl, ta sama myśl, co mnie kusiła już wcześniej by zanurzyć nos w jego perfumowanej szyi, być blisko niej, czuć jej ciepło, może się przytulić, posmakować tego smaku językiem, a potem... POTEM BYŁOBY TYLKO GORZEJ.
- Tak. Tak będzie lepiej - odpowiedziałem szybko, za szybko. - Wszystko jest w łazience. Wszystko, czego potrzebujesz - dodałem, odwracając wzrok od jego szyi. Mogło kusić za bardzo. Chciałem mu pomóc, oszacować szkody, ale... nie mogłem. Chociaż chciałem. Może nawet za bardzo chciałem...? - Gdybyś potrzebował... czyjejś pomocy, to daj znać... Ja nie chciałbym... zrzucać na swoją rodzinę konsekwencji tego zdarzenia... Czy możemy potem jeszcze chwilę o tym porozmawiać? - poprosiłem nieco sztywno, zastanawiając się, w jaki sposób dobrać słowa do sytuacji, nieco spięty, nieco zdenerwowany, nieco wytrącany z równowagi, bo jednak ta krew była tak pyszna, tak słodka, tak ciepła. Ech.
- Pomogę ci wstać i idź już tam. Lepiej - odezwałem się zaraz i wstałem, ale tak zaszedłem z tej drugiej strony by za bardzo nie kusiło to skaleczenie z drugiej. Niestety, już powiązałem zapach tych drugich perfum z tym smakiem krwi, więc nie wiem, czy coś miało mi ulżyć w cierpieniu. Chyba jedynie spicie Laurenta do cna...? Choć wiedziałem, byłem świadomy, że to również nie byłoby wystarczające. Z pewnością by takim nie było.