19.05.2024, 22:42 ✶
Głos dochodził jak przez mgłę, ale w końcu świadomość ułożyła fakty obok siebie. Głos. Nie jeden. Dwa. Przełknął ślinę, a sam tak prosty akt zdawał mu się bolesnym obecnie wyzwaniem. Dziwnym. Nienaturalnym. Gdyby mógł, zmieniłby się teraz, łatwiej mu przychodziło radzenie sobie z bólem i chorobami w zwierzęcej formie. Zdecydowanie łatwiej radził sobie też z poczuciem winy. Wspomnienia przychodziły falą, ale każde uderzenie serca, każda fala mrowiącego bólu przynosiła coraz więcej odsuniętych od niego przed momentem informacji.
– Przepraszam... – wydukał w końcu. – To moja wina. Nie wiedziałem. – spróbował się odwrócić do głosu, do Vlada, z którym przecież się znał, chociaż nie jakoś mocno. Oddał mu pod opiekę znalezionego hipogryfa, pomagał od czasu do czasu, zwłaszcza latem, podczas jarmarków gdy i tak był w okolicy. Wiedział, że ten jest dobry dla zwierząt, że szanuje życie. Teraz był jego dłużnikiem za ocalenie jego życia. Za zranienie jego krewniaka. W końcu krzywiąc się obrócił się i otworzył oczy, zaczerwienione, lodowo błękitne z wąskimi źrenicami – Ja... odpracuje to Vlad. Zrobię co zechcesz nie chciałem. Nie zrobiłbym tego... gdybym wiedział. – Mało było w Dolinie osób mu prawdziwie życzliwych ale wuj Niko należał do tego wąskiego grona i Samuel ze wszech miar nie chciał tego utracić.
Drugi głos. Tam był jeszcze drugi głos.
– Niko?– powiedział, bezskutecznie próbując dźwignąć się na łokcie. Próbował się rozejrzeć, choć nie widział go, a bez różdżki jego nos też nie działał tak, jak powinien.
– Przepraszam... – wydukał w końcu. – To moja wina. Nie wiedziałem. – spróbował się odwrócić do głosu, do Vlada, z którym przecież się znał, chociaż nie jakoś mocno. Oddał mu pod opiekę znalezionego hipogryfa, pomagał od czasu do czasu, zwłaszcza latem, podczas jarmarków gdy i tak był w okolicy. Wiedział, że ten jest dobry dla zwierząt, że szanuje życie. Teraz był jego dłużnikiem za ocalenie jego życia. Za zranienie jego krewniaka. W końcu krzywiąc się obrócił się i otworzył oczy, zaczerwienione, lodowo błękitne z wąskimi źrenicami – Ja... odpracuje to Vlad. Zrobię co zechcesz nie chciałem. Nie zrobiłbym tego... gdybym wiedział. – Mało było w Dolinie osób mu prawdziwie życzliwych ale wuj Niko należał do tego wąskiego grona i Samuel ze wszech miar nie chciał tego utracić.
Drugi głos. Tam był jeszcze drugi głos.
– Niko?– powiedział, bezskutecznie próbując dźwignąć się na łokcie. Próbował się rozejrzeć, choć nie widział go, a bez różdżki jego nos też nie działał tak, jak powinien.