19.05.2024, 23:06 ✶
Jonathan umiał gadać i zdecydowanie lubił gadać. To było tak pewnie jak to, że po nocy nadejdzie dzień. Może to dlatego zaskakiwał się czasem, gdy jego słowa napotykały na opór, tak jak w tym wypadku. Może byłoby łatwiej, gdyby Anthony był tylko jego nazbyt dramatycznym szefem i nikim więcej. Gdyby nie łączyły ich te wszystkie wspólne lata przyjaźni, zapoczątkowanej jeszcze w Hogwarcie. Wtedy może po prostu mógłby powiedzieć mu kilka rzeczy, nie do końca przyjemnych, ale jakże motywujących do dalszego działania. Miał jednak ten niewielki problem z Anthonym Shafqiem, do którego nigdy w życiu, by mu się nie przyznał, że czasem dalej widział nim tego młodego Krukona, o którym myślał, że należało go chronić przed wszyatkimi przykrościami tego życia.
Pewnie dlatego, czując jak ręce drugiego czarodzieja zaciskają mu się teraz na szacie, po prostu go objął, nie zważając na uderzający go w nozdrza zapach alkoholu.
– Chcesz mi powiedzieć o kogo chodzi? – spytał łagodnie, w głowie już zastanawiając się, jak bardzo mógłby temu komuś uprzykrzyć życie dyskretnymi urokami. Skacz na jednej nodze, aż skręcisz sobie kostkę brzmiało dobrze.
Najgorsze, że nawet jeśli miał się za całkiem niezłego poetę i konesera sztuki, to za nic nie mógł zrozumieć pijackiej poezji Anthony'ego.
Odsunął się nieco od niego, tak by widzieć twarz Shafiqa, wciąż nie wypuszczając go ze swoich objęć. Będzie musiał napisać do Lottie i Morpheusa, że możliwe, że będą musieli przeprowadzić tutaj interwencję.
– Anthony gadasz głupoty – stwierdził w końcj. – Na Matkę, wiesz ile jest osób, na których pogrzebie nie marudziłbym, że muszę się ubrać tak jak wszyscy? Sześć. Dokładnie sześć Ty, Morpheus, Lottie i jej chłopcy. Ubrałbym się w najnudniejszą czarną szatę dla okazania ci szacunku, wygłosiłbym najlepszą przemowę, jaką kiedykolwiek słuszałeś, której pewnie nie byłbym w stanie nawet dokończyć, bo w połowie zacząłbym rozważać dramatyczne rzucenie się do morza. Ale tego też bym nie zrobił, by nie zabierać uwagi z ciebie. Poza tym ktoś musiałby ogarnąć Lottie i Morphy'ego. Więc proszę cię nawet mi nie mów, że nikt by nie płakał.
Jak on nie znosił tego, że nie mógł teraz odczytać jego aury. Zdiagnozować jego emocji w tak bezpośredni sposób. Zrozumieć co się dzieje bez słów, które niemal nigdy nie potrafiły wyrazić wszystkiego dokładnie.
Pewnie dlatego, czując jak ręce drugiego czarodzieja zaciskają mu się teraz na szacie, po prostu go objął, nie zważając na uderzający go w nozdrza zapach alkoholu.
– Chcesz mi powiedzieć o kogo chodzi? – spytał łagodnie, w głowie już zastanawiając się, jak bardzo mógłby temu komuś uprzykrzyć życie dyskretnymi urokami. Skacz na jednej nodze, aż skręcisz sobie kostkę brzmiało dobrze.
Najgorsze, że nawet jeśli miał się za całkiem niezłego poetę i konesera sztuki, to za nic nie mógł zrozumieć pijackiej poezji Anthony'ego.
Odsunął się nieco od niego, tak by widzieć twarz Shafiqa, wciąż nie wypuszczając go ze swoich objęć. Będzie musiał napisać do Lottie i Morpheusa, że możliwe, że będą musieli przeprowadzić tutaj interwencję.
– Anthony gadasz głupoty – stwierdził w końcj. – Na Matkę, wiesz ile jest osób, na których pogrzebie nie marudziłbym, że muszę się ubrać tak jak wszyscy? Sześć. Dokładnie sześć Ty, Morpheus, Lottie i jej chłopcy. Ubrałbym się w najnudniejszą czarną szatę dla okazania ci szacunku, wygłosiłbym najlepszą przemowę, jaką kiedykolwiek słuszałeś, której pewnie nie byłbym w stanie nawet dokończyć, bo w połowie zacząłbym rozważać dramatyczne rzucenie się do morza. Ale tego też bym nie zrobił, by nie zabierać uwagi z ciebie. Poza tym ktoś musiałby ogarnąć Lottie i Morphy'ego. Więc proszę cię nawet mi nie mów, że nikt by nie płakał.
Jak on nie znosił tego, że nie mógł teraz odczytać jego aury. Zdiagnozować jego emocji w tak bezpośredni sposób. Zrozumieć co się dzieje bez słów, które niemal nigdy nie potrafiły wyrazić wszystkiego dokładnie.