24.12.2022, 11:09 ✶
Wszystkie wątpliwości, zmartwienia, niepokój, miały przyjść później. Brenna jednak poddać się im mogła dopiero w zaciszu własnej sypialni, za zamkniętymi drzwiami, gdy zapadnie noc, a razem z ciemnością nadciągną demony. A i to pewnie nie potrwa długo, przynajmniej na razie, gdy znajdowali się zaledwie u progu wojny. Dla Idy miała tylko uśmiech, może trochę bledszy niż zwykle, ale wciąż na swój sposób pogodny.
- Żartowałam z tym podpisywaniem - powiedziała na zapewnienie Idy, bo faktycznie, nie spodziewała się żadnych formularzy. Tajna organizacja z takimi pewnie szybko przestałaby być tajna. – Takich ludzi nie ma zbyt wielu, ale wobec Mavelle nie mam wątpliwości.
Brenna miała mnóstwo znajomych, paru przyjaciół i za sporą ich częścią poszłaby choćby w ogień. Paradoksalnie jednak Erik, Mavelle - poza dziadkiem były to właściwie jedyne osoby, którym mogła zaufać teraz w pełni. Może także Dora, ona na pewno nigdy nie poparłaby Voldemorta, ale Brenna nie była gotowa iść do niej już teraz. Musiała dowiedzieć się najpierw o Zakonie Feniksa, Voldemorcie więcej, bo Crawleyówny mimo wszystko nie widziała w walce w pierwszym szeregu.
Mogło wydawać się inaczej, ale Brenna nie była aż tak w gorącej wodzie kąpana, by absolutnie każdą decyzję podejmować w biegu. W tym wypadku chodziło o narażanie cudzego życia.
- Zacznę więc od niej, a ją znasz.
W końcu Mav też pracowała w Brygadzie, ba, jej ojciec był ich szefem. Jego Brenna na pewno nie planowała próbować wciągać - zbyt duży konflikt interesów u kogoś, kto powinien działać w pełni zgodnie z prawem.
- Nie ma sprawy - skwitowała podziękowanie, uśmiechając się trochę szerzej, trochę bardziej szczerze. Może kiedyś miały nastać czasy, kiedy takie ciasteczko będzie luksusem, niedościgłym marzeniem, ale na razie Brenna, gdy tylko się dało, zamierzała o takich drobiazgach pamiętać. - I postaram się tego zaufania nie zawieść.
Odprowadziła Moody do drzwi. Nieważne, jak ta samą siebie postrzegała, dla Brenny na pewno nie była ciemną plamą na tle domowego krajobrazu - Ida była... po prostu Idą, tego dnia zwiastunką czegoś nowego. Patrzyła za nią przez chwilę, nim zamknęła drzwi i podparła o nie czoło, pozwalając sobie na krótki moment słabości.
Nastał czas ciemności i musieli jakoś dać sobie z tym radę.
- Żartowałam z tym podpisywaniem - powiedziała na zapewnienie Idy, bo faktycznie, nie spodziewała się żadnych formularzy. Tajna organizacja z takimi pewnie szybko przestałaby być tajna. – Takich ludzi nie ma zbyt wielu, ale wobec Mavelle nie mam wątpliwości.
Brenna miała mnóstwo znajomych, paru przyjaciół i za sporą ich częścią poszłaby choćby w ogień. Paradoksalnie jednak Erik, Mavelle - poza dziadkiem były to właściwie jedyne osoby, którym mogła zaufać teraz w pełni. Może także Dora, ona na pewno nigdy nie poparłaby Voldemorta, ale Brenna nie była gotowa iść do niej już teraz. Musiała dowiedzieć się najpierw o Zakonie Feniksa, Voldemorcie więcej, bo Crawleyówny mimo wszystko nie widziała w walce w pierwszym szeregu.
Mogło wydawać się inaczej, ale Brenna nie była aż tak w gorącej wodzie kąpana, by absolutnie każdą decyzję podejmować w biegu. W tym wypadku chodziło o narażanie cudzego życia.
- Zacznę więc od niej, a ją znasz.
W końcu Mav też pracowała w Brygadzie, ba, jej ojciec był ich szefem. Jego Brenna na pewno nie planowała próbować wciągać - zbyt duży konflikt interesów u kogoś, kto powinien działać w pełni zgodnie z prawem.
- Nie ma sprawy - skwitowała podziękowanie, uśmiechając się trochę szerzej, trochę bardziej szczerze. Może kiedyś miały nastać czasy, kiedy takie ciasteczko będzie luksusem, niedościgłym marzeniem, ale na razie Brenna, gdy tylko się dało, zamierzała o takich drobiazgach pamiętać. - I postaram się tego zaufania nie zawieść.
Odprowadziła Moody do drzwi. Nieważne, jak ta samą siebie postrzegała, dla Brenny na pewno nie była ciemną plamą na tle domowego krajobrazu - Ida była... po prostu Idą, tego dnia zwiastunką czegoś nowego. Patrzyła za nią przez chwilę, nim zamknęła drzwi i podparła o nie czoło, pozwalając sobie na krótki moment słabości.
Nastał czas ciemności i musieli jakoś dać sobie z tym radę.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.