19.05.2024, 23:49 ✶
-Jeszcze bardziej rude? Hmmm, jesteś pewien? Przyjrzyj się.- Powiedziała do Leo, ponownie poprawiając grzywkę. Palce układały się w “znaki”, które mógł odczytać jedynie jej starszy kuzyn.
Zerknęła na ojca, słysząc jak TYM tonem wypowiedział jej imię. Całe szczęście, że Lorien ją zagadała.
- Tak,wróciłam już na stałe. Koniec z Hogwartem.- Zaśmiała się nieco nerwowo.- Miałam Wybitny z eliksirów oraz obrony przed czarną magią.- Pochwaliła się, nalewając sobie herbaty. Upiła łyk, jednak widząc głupią minę Charlie'go, parsknęła cicho pod nosem, a herbata którą miała w ustach musiała znaleźć sobie jakieś ujście. Żeby nie wypluć jej na stół, ani na macochę, odwróciła głowę w stronę pana Borgina. Rękaw jego marynarki był więc mokry od herbaty, której Sophie nie zdołała połknąć oraz tej, która wylała się z niestabilnie trzymanej filiżanki. Płyn nie był na szczęście bardzo gorący.
-...!- Spojrzała na Stanley'a z przerażeniem w oczach. Zakaszlała i wstała szybko.- Przepraszam, coś… nie w tę dziurkę… p-panie Borgin, pomoże mi pan z tacą ciasteczek? - Złapała serwetkę, czując jak jej twarz robi się czerwieńsza od włosów. Chciała wyczyścić ubranie pana Borgina, jak tylko staną nieco dalej od stołu. Miała nadzieję, że NIKT tego nie widział.* Złapała Stanleya za łokieć, mając nadzieję, że mężczyzna nie rozpęta awantury. Świdrowała go błagalnym spojrzeniem.
*Proszę żeby tato i wuj tego nie zauważyli tym razem
Zerknęła na ojca, słysząc jak TYM tonem wypowiedział jej imię. Całe szczęście, że Lorien ją zagadała.
- Tak,wróciłam już na stałe. Koniec z Hogwartem.- Zaśmiała się nieco nerwowo.- Miałam Wybitny z eliksirów oraz obrony przed czarną magią.- Pochwaliła się, nalewając sobie herbaty. Upiła łyk, jednak widząc głupią minę Charlie'go, parsknęła cicho pod nosem, a herbata którą miała w ustach musiała znaleźć sobie jakieś ujście. Żeby nie wypluć jej na stół, ani na macochę, odwróciła głowę w stronę pana Borgina. Rękaw jego marynarki był więc mokry od herbaty, której Sophie nie zdołała połknąć oraz tej, która wylała się z niestabilnie trzymanej filiżanki. Płyn nie był na szczęście bardzo gorący.
-...!- Spojrzała na Stanley'a z przerażeniem w oczach. Zakaszlała i wstała szybko.- Przepraszam, coś… nie w tę dziurkę… p-panie Borgin, pomoże mi pan z tacą ciasteczek? - Złapała serwetkę, czując jak jej twarz robi się czerwieńsza od włosów. Chciała wyczyścić ubranie pana Borgina, jak tylko staną nieco dalej od stołu. Miała nadzieję, że NIKT tego nie widział.* Złapała Stanleya za łokieć, mając nadzieję, że mężczyzna nie rozpęta awantury. Świdrowała go błagalnym spojrzeniem.
*Proszę żeby tato i wuj tego nie zauważyli tym razem
