20.05.2024, 01:23 ✶
Zawsze wydawało mu się, że szarobury życiorys, jaki miał wypisany na pociętej skórze, pomagał mu otwierać ludzi o podobnych doświadczeniach. Wszyscy upadli, śmierci, wariaci, brudne jednostki z dna domu społecznego, w jakim żyli jako mieszkańcy Londynu - łatwo im było do niego lgnąć i oddawać się dotykowi człowieka noszącego na swoim ciele zapis dramatycznych doświadczeń. Niektórzy mówili mu, że widzieli to nie w bliznach, a w oczach, w tym jak na nich patrzył, ale tego nie łapał, bo zawsze kiedy rzucił na siebie okiem w zabrudzonych lustrach barów, dostrzegał tylko i wyłącznie płomienną niechęć. Ale musieli mieć rację, bo przecież ciągle ryczał. Dzisiaj zobaczył w kimś innym swoje odbicie - jeden moment wydawał się złamać Laurenta w połowie, rzucić nim o ścianę jak szmacianą lalkę i nagle płakał - a Flynn jedynie wygłosił swój wredny monolog mający uświadomić mu, że nie przyszedł tutaj robić mu na złość.
Cóż, znalezienie się w roli Alexandra okazało torturą - od razu, panicznie wręcz, wrócił dłońmi do jego twarzy, żeby zetrzeć z nich te łzy, ale taki gest nie miał prawa mu pomóc. I wiedział, co mówili ludzie w takich sytuacjach - że hej, wszystko będzie dobrze, przestań płakać, jesteś bezpieczny, no już już... jeżeli byli zdenerwowani - przestań wyć, albo zamknij mordę, nienawidzę tego, jak zaczynasz ryczeć. Nasłuchał się już tylu tego typu tekstów, aby móc recytować je godzinami, jak najsmutniejsze poematy, jakie mogli zapamiętać tylko ludzie regularnie wybuchający płaczem. On tego nie lubił. Jeżeli płakał, to miał powód. Więc Laurent też miał powód, a ludzie z powodami do płaczu potrzebowali się... wypłakać. Czasami tak mocno, żeby paść ze zmęczenia i zasnąć. Czasami lepszy nastrój przynosił dopiero nowy dzień. Czasami kiedy byłeś zrozpaczony albo rozgniewany nic nie potrafiło cię zatrzymać i to właśnie wydawało mu się być normalne - potrafił to zrozumieć. Nie powiedział więc nic, co mogłoby zasugerować, że blondyn miał przestać. Wręcz przeciwnie.
- Możesz to z siebie wyrzucić, Laurent. - On mógł tego posłuchać. I nie musiał nigdzie iść. Znał cały układ na Lammas na pamięć, a w cyrku... w cyrku na niego poczekają. Puścił go więc, ale po to, żeby objąć go w pasie, niezbyt sugestywnie, po prostu przyciągnął go ze sobą na tę sofkę tuż obok i posadził tak, żeby przesunąć rękę z jego pleców na głowę, gdzie mógł przeczesywać palcami jasnoszare włosy. Drugą ręką ściągnął z siebie kurtkę przewiązaną w pasie i z braku lepszych opcji przewiesił ją sobie przez kolano. - Całkiem dobry moment na zawodzenie - zauważył, dopiero teraz dostrzegając deszcz uderzający o okno - jak zacznie grzmieć, to już na pewno nikt cię nie usłyszy oprócz mnie. Chyba że mam odwrócić twoją uwagę?
Cóż, znalezienie się w roli Alexandra okazało torturą - od razu, panicznie wręcz, wrócił dłońmi do jego twarzy, żeby zetrzeć z nich te łzy, ale taki gest nie miał prawa mu pomóc. I wiedział, co mówili ludzie w takich sytuacjach - że hej, wszystko będzie dobrze, przestań płakać, jesteś bezpieczny, no już już... jeżeli byli zdenerwowani - przestań wyć, albo zamknij mordę, nienawidzę tego, jak zaczynasz ryczeć. Nasłuchał się już tylu tego typu tekstów, aby móc recytować je godzinami, jak najsmutniejsze poematy, jakie mogli zapamiętać tylko ludzie regularnie wybuchający płaczem. On tego nie lubił. Jeżeli płakał, to miał powód. Więc Laurent też miał powód, a ludzie z powodami do płaczu potrzebowali się... wypłakać. Czasami tak mocno, żeby paść ze zmęczenia i zasnąć. Czasami lepszy nastrój przynosił dopiero nowy dzień. Czasami kiedy byłeś zrozpaczony albo rozgniewany nic nie potrafiło cię zatrzymać i to właśnie wydawało mu się być normalne - potrafił to zrozumieć. Nie powiedział więc nic, co mogłoby zasugerować, że blondyn miał przestać. Wręcz przeciwnie.
- Możesz to z siebie wyrzucić, Laurent. - On mógł tego posłuchać. I nie musiał nigdzie iść. Znał cały układ na Lammas na pamięć, a w cyrku... w cyrku na niego poczekają. Puścił go więc, ale po to, żeby objąć go w pasie, niezbyt sugestywnie, po prostu przyciągnął go ze sobą na tę sofkę tuż obok i posadził tak, żeby przesunąć rękę z jego pleców na głowę, gdzie mógł przeczesywać palcami jasnoszare włosy. Drugą ręką ściągnął z siebie kurtkę przewiązaną w pasie i z braku lepszych opcji przewiesił ją sobie przez kolano. - Całkiem dobry moment na zawodzenie - zauważył, dopiero teraz dostrzegając deszcz uderzający o okno - jak zacznie grzmieć, to już na pewno nikt cię nie usłyszy oprócz mnie. Chyba że mam odwrócić twoją uwagę?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.