20.05.2024, 01:37 ✶
Szeptucha pokręciła głową. Przez ułamek sekundy na jej twarzy zalśniło coś podobnego do rozbawienia. Strząsnęła ten wyraz z siebie jak niepotrzebny paproch.
- Inaczej to nie miałoby żadnego sensu – zauważyła niemal łagodnie.
Sięgnęła po własny kubek. Dmuchnęła w niego parę razy, ale w lekko mętnym, bladozielono-przezroczystym naparze nie dostrzegła niczego, co mogłoby pokazać jej jakąś wizję przyszłości. Upiła go trochę, myśląc nad wypowiedzianymi słowami.
- To zawsze działa w ten sam sposób – przyznała powoli, ostrożnie cedząc słowa. – W odpowiednim czasie przyszłość zawsze się dopełni. Nie tylko ich. Twoja także. – Szeptucha skupiła ciemne, ponure spojrzenie, gdzieś ponad głową Leona. Nie patrzyła jednak na coś konkretnego, raczej zastanawiała się nad jego słowami i szukała właściwej odpowiedzi. Opowiedziała mu już wizję, która została jej zesłana: o kamieniu toczącym się po jałowej ziemi, o bramie z ostrymi rogami, o martwych roślinach i o śladach po czarnoksiężniku. – Gdyby nie obecność pierwszych, drudzy nie zostaliby wezwani – wymruczała. Dla niej było to aż tak proste: gdyby nie to, że wszedł tam Lord Voldemort, nie weszliby i aurorzy z Ministerstwa Magii. Skoro tym drugim przyjdzie zapłacić, zapłaci także i on, nawet jeśli w tym momencie nie zdawał jeszcze sobie z tego sprawy. Znowu potrząsnęła ciemnymi, splątanymi włosami. – Jeśli coś dostrzegę, Leonie, powiem ci o tym – obiecała.
Sięgnęła po kawałek przyniesionego przez Bletcheya ciasta.
- Przykro mi, że nie mogę ci bardziej pomóc – powiedziała jeszcze.
- Inaczej to nie miałoby żadnego sensu – zauważyła niemal łagodnie.
Sięgnęła po własny kubek. Dmuchnęła w niego parę razy, ale w lekko mętnym, bladozielono-przezroczystym naparze nie dostrzegła niczego, co mogłoby pokazać jej jakąś wizję przyszłości. Upiła go trochę, myśląc nad wypowiedzianymi słowami.
- To zawsze działa w ten sam sposób – przyznała powoli, ostrożnie cedząc słowa. – W odpowiednim czasie przyszłość zawsze się dopełni. Nie tylko ich. Twoja także. – Szeptucha skupiła ciemne, ponure spojrzenie, gdzieś ponad głową Leona. Nie patrzyła jednak na coś konkretnego, raczej zastanawiała się nad jego słowami i szukała właściwej odpowiedzi. Opowiedziała mu już wizję, która została jej zesłana: o kamieniu toczącym się po jałowej ziemi, o bramie z ostrymi rogami, o martwych roślinach i o śladach po czarnoksiężniku. – Gdyby nie obecność pierwszych, drudzy nie zostaliby wezwani – wymruczała. Dla niej było to aż tak proste: gdyby nie to, że wszedł tam Lord Voldemort, nie weszliby i aurorzy z Ministerstwa Magii. Skoro tym drugim przyjdzie zapłacić, zapłaci także i on, nawet jeśli w tym momencie nie zdawał jeszcze sobie z tego sprawy. Znowu potrząsnęła ciemnymi, splątanymi włosami. – Jeśli coś dostrzegę, Leonie, powiem ci o tym – obiecała.
Sięgnęła po kawałek przyniesionego przez Bletcheya ciasta.
- Przykro mi, że nie mogę ci bardziej pomóc – powiedziała jeszcze.