20.05.2024, 07:36 ✶
- Mam wrażenie, że upadek nie grozi Hogsmeade, dopóki stoi Hogwart. Nie że nie uwielbiałam zamku, ale wyrwanie się stamtąd w weekend zawsze było atrakcją, a Hogsmeade było jedynym miejscem, gdzie dałoby się zrobić zakupy.
Oczywiście, uczniowie odwiedzali wioskę głównie w weekendy, więc inni turyści na pewno byli mile widziani, ale Brenna miała wrażenie, że póki wypuszczano tutaj howartczyków, okoliczne sklepy nie musiały bać się upadłości.
Wspomnienia z Hogsmeade były dla niej jednymi z lepszych: przy okazji kojarzyły się z beztroską i bezpieczeństwem, które z rokiem 70 znikły i nie była pewna czy kiedykolwiek powrócą.
- Ale macie rację, że pewnie wioska bez paru porządnych strachów byłaby mniej atrakcyjna...
Brenna wydobyła z kieszeni chusteczkę i podała ją Wood, gdy ta spytała, czy nie ma wąsów, bo owszem, miała, starte niezbyt dokładnie. Sama Brenna zastosowała nieco inną strategię niż oni, mianowicie nabrała wielką kopę bitej śmietany i posypki na łyżeczkę, i zaczęła od zjedzenia górnej warstwy.
- Właśnie zupełnie wyleczyłeś mnie z planów zostania duchem. Brak czekolady i patrzenie na nowe karty czarodziejów, gdy nie mogę ich zebrać? Istny koszmar - westchnęła Brenna z teatralnym przerażeniem. W tym całym udawaniu było jednak trochę prawdy: naprawdę nie rozumiała, jak ktoś mógł dobrowolnie wybrać taki los. - Styl Irytka to: złapię za nos tego pierwszorocznego i nie będę chciał puścić. Albo odkręcę ten żyrandol i spróbuję go zrzucić komuś pod nogi. Lub wyleję uczennicy wiadro wody na głowę... nikomu chyba nie zrobił naprawdę poważnej krzywdy, bo wtedy Albus by go nie tolerował, tak myślę, ale na pewno sporo uczniów doprowadził do płaczu albo zepsuł im dzień.
Sama Brenna od piątego roku nie raz ganiała za Irytkiem, próbując go skądś odgonić, suszyła ubrania uczniów, naprawiała odkręcone żyrandole, albo kończyła poobijana po upadku, zafundowanym jej przez Irytka...
- Powiedziałabym, że taka Jęcząca Marta ma i to bardzo kruchą? Ta dziewczyna ciągle płacze albo się o coś obraża. Nawet jeśli to... tylko odbicie. Trochę to przerażające, że ona wciąż ma czternaście lat.
Niczego się nie uczyła. Nie mogła dorosnąć. Była jak odcisk, kopia, czarodziejski portret. Zachowywała się, jakby miała psychikę, owszem, ale ta nie mogła się już zmienić. Było to tym gorsze, że dotyczyło w gruncie rzeczy dziecka...
- Cieszę się, że Ci smakuje. Czasem się zastanawiam, czy ono naprawdę jest tak dobre, czy mam sentyment z lat szkolnych... wypuszczali nas tutaj od trzeciego roku na weekendy. Mam podejrzenia, że po to, żebyśmy nie roznieśli szkoły.
Oczywiście, uczniowie odwiedzali wioskę głównie w weekendy, więc inni turyści na pewno byli mile widziani, ale Brenna miała wrażenie, że póki wypuszczano tutaj howartczyków, okoliczne sklepy nie musiały bać się upadłości.
Wspomnienia z Hogsmeade były dla niej jednymi z lepszych: przy okazji kojarzyły się z beztroską i bezpieczeństwem, które z rokiem 70 znikły i nie była pewna czy kiedykolwiek powrócą.
- Ale macie rację, że pewnie wioska bez paru porządnych strachów byłaby mniej atrakcyjna...
Brenna wydobyła z kieszeni chusteczkę i podała ją Wood, gdy ta spytała, czy nie ma wąsów, bo owszem, miała, starte niezbyt dokładnie. Sama Brenna zastosowała nieco inną strategię niż oni, mianowicie nabrała wielką kopę bitej śmietany i posypki na łyżeczkę, i zaczęła od zjedzenia górnej warstwy.
- Właśnie zupełnie wyleczyłeś mnie z planów zostania duchem. Brak czekolady i patrzenie na nowe karty czarodziejów, gdy nie mogę ich zebrać? Istny koszmar - westchnęła Brenna z teatralnym przerażeniem. W tym całym udawaniu było jednak trochę prawdy: naprawdę nie rozumiała, jak ktoś mógł dobrowolnie wybrać taki los. - Styl Irytka to: złapię za nos tego pierwszorocznego i nie będę chciał puścić. Albo odkręcę ten żyrandol i spróbuję go zrzucić komuś pod nogi. Lub wyleję uczennicy wiadro wody na głowę... nikomu chyba nie zrobił naprawdę poważnej krzywdy, bo wtedy Albus by go nie tolerował, tak myślę, ale na pewno sporo uczniów doprowadził do płaczu albo zepsuł im dzień.
Sama Brenna od piątego roku nie raz ganiała za Irytkiem, próbując go skądś odgonić, suszyła ubrania uczniów, naprawiała odkręcone żyrandole, albo kończyła poobijana po upadku, zafundowanym jej przez Irytka...
- Powiedziałabym, że taka Jęcząca Marta ma i to bardzo kruchą? Ta dziewczyna ciągle płacze albo się o coś obraża. Nawet jeśli to... tylko odbicie. Trochę to przerażające, że ona wciąż ma czternaście lat.
Niczego się nie uczyła. Nie mogła dorosnąć. Była jak odcisk, kopia, czarodziejski portret. Zachowywała się, jakby miała psychikę, owszem, ale ta nie mogła się już zmienić. Było to tym gorsze, że dotyczyło w gruncie rzeczy dziecka...
- Cieszę się, że Ci smakuje. Czasem się zastanawiam, czy ono naprawdę jest tak dobre, czy mam sentyment z lat szkolnych... wypuszczali nas tutaj od trzeciego roku na weekendy. Mam podejrzenia, że po to, żebyśmy nie roznieśli szkoły.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.