20.05.2024, 08:39 ✶
"Delikatne" ozdoby Jonathana zawsze trochę Brennę bawiły - pod pewnymi względami mieli naprawdę skrajnie różny gust. Tym razem jednak nawet nie dostrzegała ich istnienia, bardziej skupiona na nagłówkach, krzyczących o ataku na małżeństwo mugolaków, dywagacjach na temat tego, czy Ministerstwo działa dostatecznie skutecznie i zapewnień jakiegoś polityka, że owego Voldemorta pozbędą się w ciągu dwóch miesięcy.
Wobec tego ostatniego Brenna była dość sceptyczna. Skoro Dumbledore zwoływał ludzi, prawdopodobnie spodziewał się większych kłopotów. W takim wypadku ta wojna nie skończy się jutro, za miesiąc ani nawet za rok, a nagłówkach gazet szybko zobaczą echa tego, co działo się w latach czterdziestych. Chociaż Brygadzistka z prawdziwym zachwytem przyjęłaby w tym wypadku własną pomyłkę.
– Chyba nie wierzę w karmę – przyznała, sięgając po najnowszą z gazet. "Czarodzieje mugolskiego pochodzenia na celowniku śmierciożerców!" – głosił tytuł i Brenna skrzywiła się trochę, bo wszyscy jakby specjalnie podkreślali, że to problem mugolaków, a cała reszta mogła powiedzieć "nas to nie dotyczy". – Wierzę za to w działanie – dodała i przewróciła stronę gazety.
Jej aura w oczach Jonathana zalśniła na moment czerwienią. Nie wyglądało na to, by w tej chwili wstrząsały nią szczególnie gwałtowne emocje – Brenna zdawała się jakby... pogodzona z nieuchronnym losem. Na pewno była jednak daleka od wesołości, nawet jeżeli uśmiechała się do Selwyna dość pogodnie.
Jeśli odczuła ulgę, że przyjął tę propozycję, to nie zdołał tego zobaczyć. Być może tej ulgi tu nie było: może Brenna po prostu dokładnie tego się spodziewała.
– Cyrografy podpisane krwią zostawmy w bajkach – powiedziała. – Twoje słowo mi wystarczy. Wycofać też możesz się w dowolnym momencie, przynajmniej na razie, po prostu w takiej sytuacji proszę o milczenie.
Uniosła gazetę, teraz otwartą na stronie, z której spoglądał czarno biały Albus Dumbledore, poproszono o komentarz w tej sprawie. Skoro Selwyn powiedział tak, przyszła kolej na następne informacje, chociaż gdzieś przez rozczochraną głowę Brenny przemknęła myśl: a co jeżeli już na samym początku ulokują w pewnym momencie zaufanie w złej osobie…
– Dowodzi Dumbledore – stwierdziła. Z jednej strony mogło się zdawać to niespodzianką: Albus był przecież dyrektorem Hogwartu, większość czasu spędzającym w szkole. Z drugiej, czy było dziwne zwracanie wzroku w jego kierunku, skoro to on na polu bitwy stanął przeciwko Grindewaldowi i wygrał? – Uruchamia kontakty, ściąga co bardziej zaufanych ludzi. Tak naprawdę sama jeszcze nie wiem, czym będziemy się zajmować… nie w stu procentach. Zbieramy informacje, zasoby, przekazujemy je sobie, obserwujemy ludzi w Ministerstwie. I wchodzimy tam, gdzie aurorzy nie chcą lub wejść nie mogą oficjalnie.
Wobec tego ostatniego Brenna była dość sceptyczna. Skoro Dumbledore zwoływał ludzi, prawdopodobnie spodziewał się większych kłopotów. W takim wypadku ta wojna nie skończy się jutro, za miesiąc ani nawet za rok, a nagłówkach gazet szybko zobaczą echa tego, co działo się w latach czterdziestych. Chociaż Brygadzistka z prawdziwym zachwytem przyjęłaby w tym wypadku własną pomyłkę.
– Chyba nie wierzę w karmę – przyznała, sięgając po najnowszą z gazet. "Czarodzieje mugolskiego pochodzenia na celowniku śmierciożerców!" – głosił tytuł i Brenna skrzywiła się trochę, bo wszyscy jakby specjalnie podkreślali, że to problem mugolaków, a cała reszta mogła powiedzieć "nas to nie dotyczy". – Wierzę za to w działanie – dodała i przewróciła stronę gazety.
Jej aura w oczach Jonathana zalśniła na moment czerwienią. Nie wyglądało na to, by w tej chwili wstrząsały nią szczególnie gwałtowne emocje – Brenna zdawała się jakby... pogodzona z nieuchronnym losem. Na pewno była jednak daleka od wesołości, nawet jeżeli uśmiechała się do Selwyna dość pogodnie.
Jeśli odczuła ulgę, że przyjął tę propozycję, to nie zdołał tego zobaczyć. Być może tej ulgi tu nie było: może Brenna po prostu dokładnie tego się spodziewała.
– Cyrografy podpisane krwią zostawmy w bajkach – powiedziała. – Twoje słowo mi wystarczy. Wycofać też możesz się w dowolnym momencie, przynajmniej na razie, po prostu w takiej sytuacji proszę o milczenie.
Uniosła gazetę, teraz otwartą na stronie, z której spoglądał czarno biały Albus Dumbledore, poproszono o komentarz w tej sprawie. Skoro Selwyn powiedział tak, przyszła kolej na następne informacje, chociaż gdzieś przez rozczochraną głowę Brenny przemknęła myśl: a co jeżeli już na samym początku ulokują w pewnym momencie zaufanie w złej osobie…
– Dowodzi Dumbledore – stwierdziła. Z jednej strony mogło się zdawać to niespodzianką: Albus był przecież dyrektorem Hogwartu, większość czasu spędzającym w szkole. Z drugiej, czy było dziwne zwracanie wzroku w jego kierunku, skoro to on na polu bitwy stanął przeciwko Grindewaldowi i wygrał? – Uruchamia kontakty, ściąga co bardziej zaufanych ludzi. Tak naprawdę sama jeszcze nie wiem, czym będziemy się zajmować… nie w stu procentach. Zbieramy informacje, zasoby, przekazujemy je sobie, obserwujemy ludzi w Ministerstwie. I wchodzimy tam, gdzie aurorzy nie chcą lub wejść nie mogą oficjalnie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.