Ogień trzaskał wesoło w kominku, roztaczając w salonie ciepło, mieszające się ze słodkim zapachem rozpuszczonej w mleku czekolady, zupełnie przeciwny do smutku, strachu i poczucia winy, ciążących na barkach dwóch animagów. Samuel zdecydowanie odczuwał to mocniej.
-Nikki, wyjdź na chwilę. Chciałbym porozmawiać z Samem i obaj musicie trochę ochłonąć.
Nikolai zmarszczył brwi, patrząc na stryja ze zdziwieniem. Miał wyjść? Akurat, teraz kiedy Samuel w końcu odzyskał przytomność na tyle, by można było się z nim porozumieć? Czy nie powinien zostać? Nie powinni wytłumaczyć sobie tego nieporozumienia?
Zaraz jednak dotarło do niego, dlaczego Vladimir zdecydował w ten sposób. Tak samo, jak Nikolai obwiniał się o zranienie Sama, tak Samuel obwiniał się o zranienie Kola. Obaj musieli ochłonąć, a Samuel musiał odpocząć.
-Może zostać w moim pokoju - powiedział w końcu Kol, podnosząc się z fotela. -I tak dziś raczej nie zasnę.
Spojrzał jeszcze na Samuela, wziął jeden z kubków i wyszedł z salonu na werandę, zabierając jeszcze z kuchni papierośnicę i zapalniczę. Vladimir nie skomentował również tego, chociaż nie lubił, kiedy jego bratanek palił.
-Sammy, chłopcze - ciepła dłoń mężczyzny znalazła swoje miejsce na jasnych włosach animaga-Nie zrobiłeś nic, za co miałbyś mnie przepraszać. Nie zrobiłeś nic, za co miałbyś cokolwiek odpracowywać - Vladimir mówił spokojnie, podszeptem, gladząc powoli włosy animaga.-I wiem, że nie skrzywdziłbyś go świadomie. Nikogo nie skrzywdziłbyś świadomie, Sammy. Nie musisz się o nic martwić. Po prostu odpocznij.
Vladimir zdążył odsunąć rękę, gdy Samuel zaczął się wiercić, próbował się podnieść i szukał drugiego chłopaka.
-Spokojnie, niedługo wróci - Vladimir pomógł Samuelowi usiąść wygodnie i wsunął mu w dłonie kubek z ciepłym kakao.-Wyszedł się przewietrzyć... Sammy, chciałbym, żebyś mi powiedział, co dokładnie tam się stało. Czy gdzie cię boli?... Czy Nikolai zrobił ci krzywdę?
Opatrzył rany, które widział, ale nie wiedział, czy jakieś nie kryły się jeszcze pod ubraniem, albo pod skorą animaga.
Oczywiście, nie wierzył, żeby Nikolai celowo skrzywdził kogokolwiek na tyle, by zagrażało to życiu, ale...
Kiedy transmitowany ptaszek zaprowadził go na wrzosowisko, to Nikolai był przytomny. Obaj byli ranni, ale to Samuel leżał omdlały na ziemi. Vladimir nie wierzył, ale musiał się upewnić.