To nie tak, że uważała się za nieomylną. Po prostu nie przywykła do proszenia o pomoc, nie lubiła kłopotać innych, łatwiej przychodziło jej radzenie sobie ze wszystkim samej. Nie musiała wtedy się otwierać, mówić o sobie, zbliżać do kogokolwiek, ten dystans wydawał jej się dobrym rozwiązaniem. Nie chciała, żeby ktokolwiek martwił się jej losem, a może po prostu bała się tego, że nawet jeśli poprosi o pomoc, to zostanie zignorowana. Otworzy się, zwierzy ze swoich kłopotów, a dostanie odrzucenie. Może to było coś więcej niż zwyczajne bycie samodzielnym. Te cechy charakteru, pewne zachowania na pewno wynikały w dużej mierze z dosyć szorstkiego wychowania.
Słuchał jej uważnie, co trochę pozwoliło jej pozbyć się tego poczucia wstydu, że mówi mu o tym, jakby był dla niej kimś bliskim, bo jednak nie każdemu by o tym powiedziała, bo było to mocno związane z jej rodziną, a nie chciała, żeby ktokolwiek zaczął traktować ich niepoważnie, już i tak krzywo na nich spoglądali przez przypadłość ojca, brakowało tylko tego, aby zaczęli plotkować na jej temat. Wtedy mogliby stracić wszystko, a na to nie mogła pozwolić, musiała być ostrożna, nie każdemu mogła ufać w tej kwestii, bo na pewno znaleźliby się tacy, dla których upadek ich rodziny byłby na rękę. Longbottomom ufała, wiedziała, że nie kierują się nigdy chęcią budowania swojej pozycji, a przynajmniej tacy byli ci, z którymi znała się nieco bliżej.
Nie odrywała spojrzenia swoich chłodnych, szarych oczu od twarzy Morpheusa, kiedy zaczął tłumaczyć jej to, o czym wspomniała. Nici pająka, całkiem dobry wybór, potrafiła sobie to bez mniejszego problemu wyobrazić. Czyli faktycznie, coś z Thoranem było nie tak. - Tylko, jak to właściwie możliwe? Jak to możliwe, że te jego nici różnią się, aż tak bardzo od całej reszty ludzi? - To nie dawało jej spokoju. - Astaroth to mój najmłodszy brat, poza nim mam jeszcze dwóch, Thoran jest jednym z nich, tym najbardziej ze mną związanym, bo bliźniakiem. - Postanowiła mu wyjaśnić, jak wygląda jej sytuacja rodzinna, bo miał prawo tego nie wiedzieć.
Westchnęła ciężko, kiedy kontynuował. Pieczęć, nic jej to nie mówiło, kolejna dziedzina magii, o której nie miała praktycznie żadnego pojęcia. Nic nie mogła zrobić z tą informacją poza liczeniem na jego pomoc.
- Nie proszę cię o zbyt wiele? Nie chciałabym cię niepotrzebnie kłopotać, bo będziesz musiał poświęcić trochę swojego cennego czasu, aby znaleźć odpowiedzi. - Nawet nie ukrywała tego, że wolałaby nie być niczym problemem.
- Ciekawa jestem, czy zeżre mnie, zanim ją znajdę. - Rzuciła od niechcenia. - To, co ona widziała sugerowało, że tym razem przegram. - Nie oznaczało to wcale, że się poddała. Poruszy niebo i ziemię, żeby pokonać tę istotę.