20.05.2024, 12:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2024, 12:30 przez Millie Moody.)
Mildred trwała w bezruchu przeglądając się w Eden jak w swoim negatywie. Czerń i biel, chaos i porządek, bieda i bogactwo. Tylko obie były dumne, obie pyskate, a w środku... kto wie, może obie miękkie jak lepkie wnętrza ostryg skrywające prawdziwe perły, lśniące urokliwie białym, lekko tęczowym poblaskiem. Patrzyła na Eden, na tą której imię obiecywało raj i słodkie jabłka zakazanego owocu. Złapała się na tym, że wzrok utkwiła na jej ustach, w napięciu, wyczekująco, choć jeszcze moment temu była to tylko czcza gadanina, zagrywka po to, by wybić ją z równowagi, by patrzyć jak się wzdryga, jak ucieka. Ale Panna Doskonała nie uciekła, Panna Doskonała podejmowała rękawice, stroszyła swoje białe piórka wbijając w głowę Millie jedno tylko pytanie: Czy te usta smakują jak jabłko? Czy byłoby to miękkie jabłuszko, słodkie od południowego słońca? A może twarde i kwaśne w orzeźwieniu, o chłodnej zielonej skórce.
Decyzja podjęła się sama, a jeśli chodzi o poddawanie się impulsom nie było w całej szkole drugiej takiej jak Moody. Wychyliła się ku Eden i objęła ją mocno w pasie zagarniając do siebie w zaborczym geście, podobne rozmiarami, choć obie wiedziały, że z różnych materii świata były ulepione. Szukająca drużyny gryfonów pod szatą miała całkiem ładną rzeźbę jak na mizerny wzrost i szczupłą sylwetkę. Mięśnie regularnie trenowane, dłonie chwytne, silne uda... Grzechem było nie skorzystać z tego, grzechem nierozpoznanym, skoro jeszcze nie zatopiła zębów w owocu poznania dobra i zła.
– Cóż... Może po drodze zmienisz zdanie – szepnęła jej do ucha, uśmiechając się przy tym szeroko, a potem złapała drugą ręką za miotłę stojącą pod ścianą i z całej siły odepchnęła się nogami tak, aby poleciały w dół najwyższej z hogwardzkich wież.
Pęd powietrza uderzył w ciała uczennic gdy pikowały ku dachom skrzydła obrony przed czarną magią. Do pleców Eden mocno przyciśnięty był twardy kij ich środka transportu, zwinna Millie obróciła je tak aby rychło znaleźć się na górze, mieć ciało drugiej dziewczyny między sobą a zaufaną miotłą, którą mocno obejmowała teraz udami. Adrenalina wypychała z jej gardła śmiech, gdy gnały razem w kierunku jeziora, tak by nikt ich nie zobaczył. Choć może przez uchylone okna ktoś usłyszał? Nie dbała o to, nocna przejażdżka była czymś co zawsze chciała zrobić, a nigdy jakoś się nie zebrało, aż do dziś...
Decyzja podjęła się sama, a jeśli chodzi o poddawanie się impulsom nie było w całej szkole drugiej takiej jak Moody. Wychyliła się ku Eden i objęła ją mocno w pasie zagarniając do siebie w zaborczym geście, podobne rozmiarami, choć obie wiedziały, że z różnych materii świata były ulepione. Szukająca drużyny gryfonów pod szatą miała całkiem ładną rzeźbę jak na mizerny wzrost i szczupłą sylwetkę. Mięśnie regularnie trenowane, dłonie chwytne, silne uda... Grzechem było nie skorzystać z tego, grzechem nierozpoznanym, skoro jeszcze nie zatopiła zębów w owocu poznania dobra i zła.
– Cóż... Może po drodze zmienisz zdanie – szepnęła jej do ucha, uśmiechając się przy tym szeroko, a potem złapała drugą ręką za miotłę stojącą pod ścianą i z całej siły odepchnęła się nogami tak, aby poleciały w dół najwyższej z hogwardzkich wież.
Pęd powietrza uderzył w ciała uczennic gdy pikowały ku dachom skrzydła obrony przed czarną magią. Do pleców Eden mocno przyciśnięty był twardy kij ich środka transportu, zwinna Millie obróciła je tak aby rychło znaleźć się na górze, mieć ciało drugiej dziewczyny między sobą a zaufaną miotłą, którą mocno obejmowała teraz udami. Adrenalina wypychała z jej gardła śmiech, gdy gnały razem w kierunku jeziora, tak by nikt ich nie zobaczył. Choć może przez uchylone okna ktoś usłyszał? Nie dbała o to, nocna przejażdżka była czymś co zawsze chciała zrobić, a nigdy jakoś się nie zebrało, aż do dziś...