20.05.2024, 13:07 ✶
- Nie, nie, nie trzeba medyka - zapewnił Thoran pośpiesznie na pytanie Heather, podpierając się o Brennę. A ona wreszcie sobie przypomniała, że oczywiście, że go znała: był bliźniakiem Geraldine! Chodzili przecież razem do Hogwartu, nawet jeżeli on był wyżej i w Slytherinie, pamiętała go ze szkoły, a kiedyś chyba nawet gdzieś razem byli... - Oberwałem tylko w twarz pięścią i zaklęciem oszałamiającym, nic wielkiego. Nie mam poważnych obrażeń, tylko marnie się czuję...
- Na pewno? - zapytała Brenna, dopiero po dłuższej chwili, bo przez chwilę była skonfundowana. Wciągnęła aż głębiej powietrze, aby sprawdzić, czy nie wyczuje charakterystycznego fetoru czarnej magii albo zapachu kadzideł. Może to, czym oberwał Yaxley, jakoś uderzyło ją rykoszetem? Ta myśl popchnęła ją do działania: jeśli on nie doznał poważnych obrażeń, a w zaułku wciąż coś "wisiało" (a czuła głównie dym: równie dobrze mogła to być reszta czarnomagicznego zaklęcia, jak woń papierosów, którą przeżarło ubranie mężczyzny), powinni jak najszybciej stąd wyjść. - Heath, pomożesz? Thoran, chodź, posadzimy cię najpierw na jakiejś ławce.
Podparła mężczyznę z jednej strony, chcąc, aby Wood schwyciła go z drugiej. Manewrowanie nie było łatwe, bo Thoran był bardzo wysoki (nic dziwnego, w końcu Yaxley), Brenna dość wysoka, a Heather niska, ale obie kobiety akurat pod względem sprawności fizycznej plasowały się powyżej przeciętnej, zdołały więc dociągnąć go do najbliższej ławki. Brenna wyciągnęła chusteczkę i podała mu ją, by otarł krew z twarzy, a potem za pomocą zaklęcia oczyściła mu ubranie.
Nie wyglądał dobrze. I to chyba nie tylko dlatego, że oberwał jakimś oszałamiaczem. Brenna miała wrażenie, że musiał mieć za sobą kilka ciężkich dni.
- Kto cię napadł? - zapytała.
- Nie, nie, nie chcę tego zgłaszać - zapewnił Thoran pośpiesznie. Coś w jego oczach i spojrzeniu było mało przyjemne, ale Brenna zwaliła to na karb własnej, zbyt bujnej wyobraźni. - Zresztą nie wiem nawet, kto to zrobił, szedłem do przyjaciela... Obrabowali mnie, ale nie miałem nic bardzo cennego. Ale Bren, gdybym mógł prosić o trochę wody...
- Jasne.
Wyciągnęła po prostu różdżkę i wyczarowała kubek - ten miał zaraz zniknąć, ale na chwilę starczy - i podsunęła Heather, by ta napełniła go aquamenti.
- A to kto? Cześć, ruda ślicznotko.
- Na pewno? - zapytała Brenna, dopiero po dłuższej chwili, bo przez chwilę była skonfundowana. Wciągnęła aż głębiej powietrze, aby sprawdzić, czy nie wyczuje charakterystycznego fetoru czarnej magii albo zapachu kadzideł. Może to, czym oberwał Yaxley, jakoś uderzyło ją rykoszetem? Ta myśl popchnęła ją do działania: jeśli on nie doznał poważnych obrażeń, a w zaułku wciąż coś "wisiało" (a czuła głównie dym: równie dobrze mogła to być reszta czarnomagicznego zaklęcia, jak woń papierosów, którą przeżarło ubranie mężczyzny), powinni jak najszybciej stąd wyjść. - Heath, pomożesz? Thoran, chodź, posadzimy cię najpierw na jakiejś ławce.
Podparła mężczyznę z jednej strony, chcąc, aby Wood schwyciła go z drugiej. Manewrowanie nie było łatwe, bo Thoran był bardzo wysoki (nic dziwnego, w końcu Yaxley), Brenna dość wysoka, a Heather niska, ale obie kobiety akurat pod względem sprawności fizycznej plasowały się powyżej przeciętnej, zdołały więc dociągnąć go do najbliższej ławki. Brenna wyciągnęła chusteczkę i podała mu ją, by otarł krew z twarzy, a potem za pomocą zaklęcia oczyściła mu ubranie.
Nie wyglądał dobrze. I to chyba nie tylko dlatego, że oberwał jakimś oszałamiaczem. Brenna miała wrażenie, że musiał mieć za sobą kilka ciężkich dni.
- Kto cię napadł? - zapytała.
- Nie, nie, nie chcę tego zgłaszać - zapewnił Thoran pośpiesznie. Coś w jego oczach i spojrzeniu było mało przyjemne, ale Brenna zwaliła to na karb własnej, zbyt bujnej wyobraźni. - Zresztą nie wiem nawet, kto to zrobił, szedłem do przyjaciela... Obrabowali mnie, ale nie miałem nic bardzo cennego. Ale Bren, gdybym mógł prosić o trochę wody...
- Jasne.
Wyciągnęła po prostu różdżkę i wyczarowała kubek - ten miał zaraz zniknąć, ale na chwilę starczy - i podsunęła Heather, by ta napełniła go aquamenti.
- A to kto? Cześć, ruda ślicznotko.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.