20.05.2024, 15:02 ✶
Przez moment kusiło go, żeby przedrzeźnić siostrę głośniejszym chrumknięciem, ale tak go rodzice wychowali, żeby dręczenie siostry (co z tego, że starszej) kojarzyło mu się z czymś niezaprzeczalnie złym i nieodpowiednim. Nie miał zielonego, czerwonego, ani niebieskiego pojęcia, dlaczego Peppa mówiła na niego w ten sposób, ale najwyraźniej niektóre rzeczy trzeba było przyjąć tak o i nie zadawać zbędnych pytań. Niektóre rzeczy po prostu się działy.
...jak wojna?
- Okej - odpowiedział, szybko odganiając ciemne myśli, jakie wezbrały mu się nad głową. Gdzieś tam działy się złe rzeczy, ale teraz stał z siostrą w kuchni i pakował susz do zaparzacza, zupełnie jakby nie mogła zrobić tego sama, skoro i tak stali w kuchni. Życie rodzinne utwierdzało go jednak w takiej myśli, że... jak ktoś ci coś zrobił, to było smaczniejsze. To musiała być niepisana zasada wszechświata, bardzo bliska tej, że przekrojona kanapka również smakowała lepiej od tej nieprzekrojonej, nawet jeżeli miały takie same składniki.
Milczał, a więc słuchał o tych standardowych pytaniach z ciekawością. Dla piętnastolatka standardowe pytania na rozmowie o pracę wciąż były przecież kompletną nowością. Przytakiwał jej więc cały czas.
- Łał, ciekawe ile łącznie pracuje tam osób, na tych wszystkich piętrach. - Szczególnie na tym drugim, bo tam pracowali Brygadziści...
I mógł przywyknąć do tego, że Peppie zdarzało się zmyślać, ale pytanie, które zadał nie miało na celu wytknięcia jej tego. Dzieciak po prostu płynął dalej w rozmowie.
- Oh, a jak się nazywa? - Ciekaw był, czy machnie ręką, czy jednak przedstawi tego tajemniczego jegomościa z windy czy tam korytarza.
...jak wojna?
- Okej - odpowiedział, szybko odganiając ciemne myśli, jakie wezbrały mu się nad głową. Gdzieś tam działy się złe rzeczy, ale teraz stał z siostrą w kuchni i pakował susz do zaparzacza, zupełnie jakby nie mogła zrobić tego sama, skoro i tak stali w kuchni. Życie rodzinne utwierdzało go jednak w takiej myśli, że... jak ktoś ci coś zrobił, to było smaczniejsze. To musiała być niepisana zasada wszechświata, bardzo bliska tej, że przekrojona kanapka również smakowała lepiej od tej nieprzekrojonej, nawet jeżeli miały takie same składniki.
Milczał, a więc słuchał o tych standardowych pytaniach z ciekawością. Dla piętnastolatka standardowe pytania na rozmowie o pracę wciąż były przecież kompletną nowością. Przytakiwał jej więc cały czas.
- Łał, ciekawe ile łącznie pracuje tam osób, na tych wszystkich piętrach. - Szczególnie na tym drugim, bo tam pracowali Brygadziści...
I mógł przywyknąć do tego, że Peppie zdarzało się zmyślać, ale pytanie, które zadał nie miało na celu wytknięcia jej tego. Dzieciak po prostu płynął dalej w rozmowie.
- Oh, a jak się nazywa? - Ciekaw był, czy machnie ręką, czy jednak przedstawi tego tajemniczego jegomościa z windy czy tam korytarza.