20.05.2024, 15:40 ✶
Nie odezwał się już nic, jedynie ułożył się wygodniej, bardziej na niego otwarcie, dając mu w ten sposób przyzwolenie na zanurzenie się w swoich ramionach. Kiedy pochylał się do przodu, tę samą rękę ułożył na jego plecach, chociaż on nie wydawał się pragnąć tego dotyku tak jak Flynn. Mężczyzna nie potrafił jednak nie patrzeć na niego przez pryzmat własnych doświadczeń. Paniczny płacz nigdy nie był piękny - daleko mu było od teatralnych, pojedynczych łez spływających po zaczerwienionych policzkach - człowiek w takim płaczu tonął niczym w nurcie rwącej rzeki i jeżeli czegokolwiek nauczyła go jego emocjonalność to właśnie tego, że nic tak człowiekowi nie dawało w tym chaosie bezpieczeństwa, jak trafienie w tej wodzie na kogoś, kogo mogli się chwycić. Sunął więc tymi palcami po blond włosach, głównie po to, żeby nie czuł się sam, ale oczy wlepił w płynącą po szybie wodę. Nie tak wyobrażał sobie ich pierwszą, wspólną burzę. Miała nadejść w tym domu, który chciał mieć, a nie w domu, który chciał porzucić. Mieli być tu sami, a nie z wielkim psem mogącym w każdej chwili odgryźć mu rękę. No i najważniejsze - Laurent miał być tam szczęśliwy. Zamiast tego siedział tutaj na tej sofce i kiedy pierwszy piorun przeszył ciemne niebo, uderzając w morze, zagłuszył nie delikatny śmiech, a rozpaczliwe łkanie.
To było okej. Wstanie z miejsca również. Ucieczka do kuchni - klasyk. Ale nie spodobały mu się przeprosiny.
- Nie musisz przepraszać mnie za to, że coś czujesz - powiedział, marszcząc przy tym brwi. Co to był za powód do przeprosin? Robienie sceny? - Mam być zły, bo nie dałeś się temu pożreć? Poza tym mamy całkiem ciekawą historię tego jak przy mnie płaczesz. Jeżeli bogowie istnieją, to pewnie spodobał im się sequel.
Ależ on zjebał, wywalając te kwiaty do śmietnika. Gdyby mu je przyniósł przed tymi wylanymi łzami, Prewett potraktowałby to jako dobry gest. Teraz żyli w świecie, w którym to wszystko pozostało powiedziane i niezależnie od tego jak bardzo Flynn się postara, ten gest nie będzie odczytany jako coś pięknego tylko akt łaski. Dlatego zawsze trzymał gębę na kłódkę. Jak on cholernie nie lubił mówić, jak on nie lubił kiedy... rzeczy się działy. To już zawsze będzie wyglądało tak, jakby ulitował się nad tym biednym, małym, płaczącym Laurentem i kupił mu dokładnie to, co Laurent chciał dostać - on już nigdy nie pomyśli, że dostał kwiaty, bo ktoś szedł jedną z londyńskich alejek i widząc najjaśniejszy z bukietów, pomyślał akurat o nim i chciał sprawić mu radość. On zawsze przynosił prezenty ludziom, których kochał, bo taki już po prostu był i... przykro by mu było, gdyby to zostało tak odebrane.
No i jeszcze... Jak dużo lekarzy brało ślub w przyszłym tygodniu? Miał nadzieję, że więcej niż jeden. Przełknął ślinę, odwracając spojrzenie w kierunku wazonu ze słonecznikami. Zrobiłby to pewnie i bez myślenia o Perseusie Blacku, ale faktycznie rozzłościło go to podwójnie, więc to on pierwszy wstał, żeby ruszyć w kierunku stołu, przy którym Laurent musiał jeść posiłki. Kurtkę pełną szmelcu zostawił na sofce, opartą o nogę Laurenta.
- I to są te kwiaty od zaraz-żonatego gościa? - Zapytał, tak dla pewności, a później chwycił ten wazon, poszedł z nim do drzwi, otworzył je szybkim ruchem i brutalnie, z całej siły (a miał jej naprawdę dużo) wypierdolił go tak daleko jak się tylko dało. Porcelana rozbiła się z głośnym brzdęknięciem zagłuszonym przez kolejny piorun. Edge trzasnął drzwiami, ale nie celowo - chciał zamknąć je normalnie, tylko szarpnął nimi wiatr. - Jak przestanie padać to to posprzątam - oznajmił, ignorując posiadanie przez Prewetta domowego skrzata. - Wyniosłem ci śmieci, żebyś miał jeden powód do płakania mniej. Były jeszcze brzydsze od twoich. Co jeszcze mogę dla ciebie zrobić, masz jakąś listę?
To było okej. Wstanie z miejsca również. Ucieczka do kuchni - klasyk. Ale nie spodobały mu się przeprosiny.
- Nie musisz przepraszać mnie za to, że coś czujesz - powiedział, marszcząc przy tym brwi. Co to był za powód do przeprosin? Robienie sceny? - Mam być zły, bo nie dałeś się temu pożreć? Poza tym mamy całkiem ciekawą historię tego jak przy mnie płaczesz. Jeżeli bogowie istnieją, to pewnie spodobał im się sequel.
Ależ on zjebał, wywalając te kwiaty do śmietnika. Gdyby mu je przyniósł przed tymi wylanymi łzami, Prewett potraktowałby to jako dobry gest. Teraz żyli w świecie, w którym to wszystko pozostało powiedziane i niezależnie od tego jak bardzo Flynn się postara, ten gest nie będzie odczytany jako coś pięknego tylko akt łaski. Dlatego zawsze trzymał gębę na kłódkę. Jak on cholernie nie lubił mówić, jak on nie lubił kiedy... rzeczy się działy. To już zawsze będzie wyglądało tak, jakby ulitował się nad tym biednym, małym, płaczącym Laurentem i kupił mu dokładnie to, co Laurent chciał dostać - on już nigdy nie pomyśli, że dostał kwiaty, bo ktoś szedł jedną z londyńskich alejek i widząc najjaśniejszy z bukietów, pomyślał akurat o nim i chciał sprawić mu radość. On zawsze przynosił prezenty ludziom, których kochał, bo taki już po prostu był i... przykro by mu było, gdyby to zostało tak odebrane.
No i jeszcze... Jak dużo lekarzy brało ślub w przyszłym tygodniu? Miał nadzieję, że więcej niż jeden. Przełknął ślinę, odwracając spojrzenie w kierunku wazonu ze słonecznikami. Zrobiłby to pewnie i bez myślenia o Perseusie Blacku, ale faktycznie rozzłościło go to podwójnie, więc to on pierwszy wstał, żeby ruszyć w kierunku stołu, przy którym Laurent musiał jeść posiłki. Kurtkę pełną szmelcu zostawił na sofce, opartą o nogę Laurenta.
- I to są te kwiaty od zaraz-żonatego gościa? - Zapytał, tak dla pewności, a później chwycił ten wazon, poszedł z nim do drzwi, otworzył je szybkim ruchem i brutalnie, z całej siły (a miał jej naprawdę dużo) wypierdolił go tak daleko jak się tylko dało. Porcelana rozbiła się z głośnym brzdęknięciem zagłuszonym przez kolejny piorun. Edge trzasnął drzwiami, ale nie celowo - chciał zamknąć je normalnie, tylko szarpnął nimi wiatr. - Jak przestanie padać to to posprzątam - oznajmił, ignorując posiadanie przez Prewetta domowego skrzata. - Wyniosłem ci śmieci, żebyś miał jeden powód do płakania mniej. Były jeszcze brzydsze od twoich. Co jeszcze mogę dla ciebie zrobić, masz jakąś listę?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.