20.05.2024, 16:00 ✶
- Chuj wie, laska. Nie znamy się od wczoraj - nie zamierzał udawać specjalisty z dziedziny bestii pożerających serca niewiast, całkiem poetyckie to było, ale bardzo dalekie od jego filozofii życia - nigdy mnie nie interesowały te spirytystyczne bzdety, więc wszystko, co mówię to gdybanie człowieka muszącego brać to na chłopski rozum.
Przyszła tu pewnie, bo chciała poczuć się trochę lepiej, nikt normalny nie odkopywał takich znajomości, jak nie był już kompletnym desperatem, a on ją jeszcze dobił swoimi wymysłami... Bo to były wymysły, prawda? Z paranoi sobie to wszystko ujebał, bo był tępy, ona musiała mieć rację, bo była z tej rodziny łowców potworów. Jeżeli to nie był psotliwy poltergeist, czymże miała być taka paskudna kreatura, jak nie kolejnym potworem do odłowienia?
- W tym się akurat zgadzamy, jebać to wszystko. - Chciał unieść szklankę do toastu, ale jego kufel był przecież pusty. Odetchnął więc, nalał sobie tego ginu, gdzieś mając zalegającą na dnie pianę po piwie (tak czy siak będzie to smakowało obrzydliwie), a potem dodał jakieś pokrzepiające słowo. - A twoi koledzy z Hogwartu pewnie musieli dojrzeć do docenienia tak dobrej dupy. Jesteś totalnie, zajebiście hot. - Stuknął się kuflem o szklankę. - Oczywiście nie tak jak moja dziewczyna. - Nie darował sobie tego żartu, ani szczeniackiego zaakcentowania słowa dziewczyna, jakby kryło się pod nim coś więcej. No i kryło. Przepraszam, ale czy ktokolwiek widział, jak wyglądali Alexander i Cain? Tak? No to wszystko powinno być jasne, dlaczego absolutnie nie potrafił przestać o nich myśleć.
- Spoko, ale co, mam zacząć wypytywać go o to w głównej sali...? - Gdzieś go trzeba było zaciągnąć na ubocze, z dala od oczu tłumu, w szczególności często imprezujących tam członków jego rodziny. - Weź... - Cmoknął ustami. Ona przecież miała dużo kasy. - Weź... wynajmij dwa pokoje. Obok siebie. I daj mi klucz do jednego, a w drugim sobie siedź i tego słuchaj. Ale ostrzegam, że jak wsadzi mi rękę do spodni, to będę się musiał na niego taktycznie zrzygać.
Przyszła tu pewnie, bo chciała poczuć się trochę lepiej, nikt normalny nie odkopywał takich znajomości, jak nie był już kompletnym desperatem, a on ją jeszcze dobił swoimi wymysłami... Bo to były wymysły, prawda? Z paranoi sobie to wszystko ujebał, bo był tępy, ona musiała mieć rację, bo była z tej rodziny łowców potworów. Jeżeli to nie był psotliwy poltergeist, czymże miała być taka paskudna kreatura, jak nie kolejnym potworem do odłowienia?
- W tym się akurat zgadzamy, jebać to wszystko. - Chciał unieść szklankę do toastu, ale jego kufel był przecież pusty. Odetchnął więc, nalał sobie tego ginu, gdzieś mając zalegającą na dnie pianę po piwie (tak czy siak będzie to smakowało obrzydliwie), a potem dodał jakieś pokrzepiające słowo. - A twoi koledzy z Hogwartu pewnie musieli dojrzeć do docenienia tak dobrej dupy. Jesteś totalnie, zajebiście hot. - Stuknął się kuflem o szklankę. - Oczywiście nie tak jak moja dziewczyna. - Nie darował sobie tego żartu, ani szczeniackiego zaakcentowania słowa dziewczyna, jakby kryło się pod nim coś więcej. No i kryło. Przepraszam, ale czy ktokolwiek widział, jak wyglądali Alexander i Cain? Tak? No to wszystko powinno być jasne, dlaczego absolutnie nie potrafił przestać o nich myśleć.
- Spoko, ale co, mam zacząć wypytywać go o to w głównej sali...? - Gdzieś go trzeba było zaciągnąć na ubocze, z dala od oczu tłumu, w szczególności często imprezujących tam członków jego rodziny. - Weź... - Cmoknął ustami. Ona przecież miała dużo kasy. - Weź... wynajmij dwa pokoje. Obok siebie. I daj mi klucz do jednego, a w drugim sobie siedź i tego słuchaj. Ale ostrzegam, że jak wsadzi mi rękę do spodni, to będę się musiał na niego taktycznie zrzygać.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.