20.05.2024, 17:15 ✶
Jak dobrze Brenna znała Thorana?
Gdyby Heather ją o to spytała, miałaby problem z odpowiedzią. Z jednej strony zdawało się jej, że dobrze i głupio odmówić, gdy chciał zostawić sprawę - w końcu każdy mógł zdecydować, że nie składa zawiadomienia. Głupio w ogóle mu odmówić, bo przecież nie odmawiała przyjaciołom. Z drugiej gdyby się nad tym mocno zastanowiła, miałaby pewien problem ze stwierdzeniem, ile właściwie wie o Yaxleyu i musiałaby przyznać, że w sumie to nie widzieli się od dobrych kilku miesięcy, i że chyba nie nazwałaby go przyjacielem. Już nie.
...ale jakoś się nad tym nie zastanawiała.
Mimo to gdy zapytał o Heather, w jej głos wkradła się ostrzegawcza nuta.
- To moja partnerka i jesteś dla niej o wiele za stary.
- Nie miałem nic złego ma myśli - zapewnił Thoran, uciszony tak zgodnie na dwa głosy, wzór przyzwoitości, bardzo porządny gość, jak ktoś mógłby pomyśleć inaczej, mimo tej obitej twarzy? Zwłaszcza, że zaraz przybrał nieco zbolałą minę i zaczął przeszukiwać kieszenie. - Do licha, kupiłbym wiggenowy w pobliskiej aptece, muszę przecież pomóc przyjacielowi, nie mogę wrócić teraz do domu, ale mnie okradli... Bren, może byś mogła?
Brenna uniosła nieco brwi, bo prośba zdawała się nieco bezceremonialna, ale to w końcu był jej znajomy. Jeśli mogła kiedyś zabrać go ze sobą na wakacje, to i nic dziwnego, że prosił o kilka drobnych na zakupy. Brenna wydobyła z kieszeni parę sykli i podała je mężczyźnie, który podziękował z uśmiechem.
- Dziękuję, moje piękne panie, ratujecie mi dziś życie - zapewnił, podnosząc się powoli z ławki. Zaraz jednak osunął się na nią z jękiem, a jego twarz wykrzywiła się z bólu. - Do licha, chyba jednak oberwałem trochę w nogę... zaraz dojdę do tej apteki, słowo, nie wzywajcie tylko uzdrowicieli, nie cierpię szpitali.
Odpowiedź w jej przypadku mogła być przecież tylko jedna.
- Pójdziemy po ten eliksir. Thoran, czy naprawdę niczego nie widziałeś? Nie wiesz, dlaczego cię napadnięto?
- Nie. Niestety. Chyba po prostu miałem pecha, przyszedłem tutaj tuż po świcie… - westchnął, spuszczając wzrok. Brenna jeszcze raz zmierzyła go spojrzeniem, po czym dala Heather znać, żeby ruszyła za nią.
- Ruda, spytasz w tym sklepie na przeciwko zaułka? Wcześnie go otwierają, może coś słyszeli? - poprosiła, pochylając się ku partnerce i zniżając głos. - To się słabo kupy trzyma, skoro nic nie widział, bo oberwał oszałamiaczem, ale ma też zranioną nogę i ślady od uderzenia na twarzy... Ja kupię ten eliksir i mu go przyniosę.
Gdyby Heather ją o to spytała, miałaby problem z odpowiedzią. Z jednej strony zdawało się jej, że dobrze i głupio odmówić, gdy chciał zostawić sprawę - w końcu każdy mógł zdecydować, że nie składa zawiadomienia. Głupio w ogóle mu odmówić, bo przecież nie odmawiała przyjaciołom. Z drugiej gdyby się nad tym mocno zastanowiła, miałaby pewien problem ze stwierdzeniem, ile właściwie wie o Yaxleyu i musiałaby przyznać, że w sumie to nie widzieli się od dobrych kilku miesięcy, i że chyba nie nazwałaby go przyjacielem. Już nie.
...ale jakoś się nad tym nie zastanawiała.
Mimo to gdy zapytał o Heather, w jej głos wkradła się ostrzegawcza nuta.
- To moja partnerka i jesteś dla niej o wiele za stary.
- Nie miałem nic złego ma myśli - zapewnił Thoran, uciszony tak zgodnie na dwa głosy, wzór przyzwoitości, bardzo porządny gość, jak ktoś mógłby pomyśleć inaczej, mimo tej obitej twarzy? Zwłaszcza, że zaraz przybrał nieco zbolałą minę i zaczął przeszukiwać kieszenie. - Do licha, kupiłbym wiggenowy w pobliskiej aptece, muszę przecież pomóc przyjacielowi, nie mogę wrócić teraz do domu, ale mnie okradli... Bren, może byś mogła?
Brenna uniosła nieco brwi, bo prośba zdawała się nieco bezceremonialna, ale to w końcu był jej znajomy. Jeśli mogła kiedyś zabrać go ze sobą na wakacje, to i nic dziwnego, że prosił o kilka drobnych na zakupy. Brenna wydobyła z kieszeni parę sykli i podała je mężczyźnie, który podziękował z uśmiechem.
- Dziękuję, moje piękne panie, ratujecie mi dziś życie - zapewnił, podnosząc się powoli z ławki. Zaraz jednak osunął się na nią z jękiem, a jego twarz wykrzywiła się z bólu. - Do licha, chyba jednak oberwałem trochę w nogę... zaraz dojdę do tej apteki, słowo, nie wzywajcie tylko uzdrowicieli, nie cierpię szpitali.
Odpowiedź w jej przypadku mogła być przecież tylko jedna.
- Pójdziemy po ten eliksir. Thoran, czy naprawdę niczego nie widziałeś? Nie wiesz, dlaczego cię napadnięto?
- Nie. Niestety. Chyba po prostu miałem pecha, przyszedłem tutaj tuż po świcie… - westchnął, spuszczając wzrok. Brenna jeszcze raz zmierzyła go spojrzeniem, po czym dala Heather znać, żeby ruszyła za nią.
- Ruda, spytasz w tym sklepie na przeciwko zaułka? Wcześnie go otwierają, może coś słyszeli? - poprosiła, pochylając się ku partnerce i zniżając głos. - To się słabo kupy trzyma, skoro nic nie widział, bo oberwał oszałamiaczem, ale ma też zranioną nogę i ślady od uderzenia na twarzy... Ja kupię ten eliksir i mu go przyniosę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.