- Przepraszam, trochę panikuję. - Wystraszyła się, że może nadal chce jej sugerować o tym, że zwariowała, nie chciała się wymądrzać, bo to nie była jej dziedzina, nie znała się na książkach, nie wiedziała nawet od której zacząć szukać informacji, które mogłyby jej pomóc.
- Jasne. - Skoro miała się nie odzywać to oczywiście to zrobiła. Milczała, obserwowała przy tym Isaaka uważnie. Tak naprawdę nigdy jeszcze nie widziała go w takim transie. Nie doceniała wcześniej tego, że faktycznie zna się na rzeczy, zaimponował jej dość mocno.
Wreszcie się do niej odezwał. Ruszyła nadal w milczeniu do wskazanego przez niego stołu. Najwyraźniej znalazł to, czego szukał. Może dowie się czegoś interesującego, na to liczyła.
- Tak, mniej więcej tak było. - Potwierdziła jeszcze to, co mu wcześniej powiedziała, oczywiście było to sporym skrótem myślowym, bo nie wspomniał o tym, że to coś faktycznie chce ją teraz zabić, ale to był tylko drobny, nieistotny szczegół.
Szukał czegoś w tych książkach, nie mówiła nic, by go nie rozproszyć, później wstał, podążyła za nim jedynie wzrokiem i czekała, aż wreszcie znajdzie dokładnie to, czego szukał, aż da jej odpowiedzi.
Później zaczął mówić. Tak, Walia, jej dom rodzinny. Nie spodziewała się, że to może mieć coś wspólnego z jej miejscem zamieszkania, może Florence faktycznie miała rację ostrzegając ją przed zostawaniem na noc w rodzinnej rezydencji.
Starała się zapamiętać wszystkie informacje, które wyczytał, co wcale nie było takie proste, miała jednak świadomość, że każdy szczegół może być istotny. - Co z tym garnkiem? - Czy garnek był ważny?
- Tak średnio wiem, czym jest, to sobowtór? - Tylko sobowtór, może coś więcej. Nie do końca wiedziała w jaki sposób działa ta istota.