• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu Podziemne Ścieżki v
1 2 Dalej »
[25 czerwca 1972] Gloomy Sunday | Lorraine i Umbriel

[25 czerwca 1972] Gloomy Sunday | Lorraine i Umbriel
your new trauma
unbothered. moisturized. happy. on diagon alley, killing innocent people. focused. flourishing.
wiek
39
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
szmalcownik
Ścigany przez prawo, lecz nie każdy czarodziej od razu skojarzy jego twarz. Błękit intrygująco pięknych oczu, tak jasny jak wiosenne niebo, zdaje się skrywać pod sobą coś innego - ciemność, jakiej nie da się uchwycić słowami. Jego postura, choć nie wykazuje nadmiernego umięśnienia, emanuje przekonaniem o własnej wyższości. Niezbyt wysoki (mierzy 175 centymetrów wzrostu), ale z pewnym nieuchwytnym urokiem, nosi ze sobą aurę tajemniczości, której źródło ukryte jest w zakamarkach przeżartej melancholią duszy. To, co sprawia, że spojrzenia przylgną do niego jak dźwięki do ciszy, to nie tylko atrakcyjność zewnętrzna, ale coś w nim, co przyciąga i odpycha jednocześnie. Nie jest stary, ale jego oblicze nosi na sobie wyraźny ciężar czasu.

Umbriel Degenhardt
#4
20.05.2024, 22:49  ✶  
Degenhardt czerpał swoją inspirację z ludzkich emocji. Tych najgorszych, najbardziej bestialskich, smutnych i powodujących gorycz, zwątpienie. Muzyka była jego ulubionym medium. Nawet najlepsze farby po czasie brązowiały, a obrazy trzeba było poprawiać, rujnując ich pierwotny odbiór. Gliniane garnki rozpadały się w proch. Metal przekuwano w nowe ozdoby i narzędzia. Słowa... słowa były jak woda, nigdy nie były takie same - takie przez moment cenione potrafiły stać się źródłem nieokiełznanego bólu, tracąc swoją moc. W muzyce Degenhardt widział coś wiecznego. Nie było takiej muzyki, żeby ją stworzył i nie udało jej się sięgnąć do ludzi w dokładnie taki sposób, w jaki chciał - czasem tylko jesienny wiatr zdmuchiwał je na ubocza, ale nigdy na tyle daleko, żeby nikt jej nigdy nie odnalazł.

Taki wiele (w jego oczywiście opinii) miała jego muzyka związek z przyrodą, że łzy ronione w zetknięciu z tym, co w niej zaklął, nawadniały ziemię i pozwalały zakwitnąć na niej smutnym kwiatom. Czy miał rację? Cóż, sztuka miała to do siebie, że każdy mógł odbierać ją nieco inaczej - wielu by się z nim więc nie zgodziło - odnalazłoby w jego twórczości tyle nawiązań do Koła Roku, ile tylko były w stanie udźwignąć ludzkie myśli. On sam, w tym jednym utworze, mimo niechęci do tych przyrodniczych nawiązań, czuł coś, co przywoływało na myśl świergot ptaków. Nie pasowała do niego twórczość związana z miłością. Pasowało do niego za to pożądanie i jego skrajności - pomiędzy powiewem zimy i dotykiem szorstkich, zimnych palców na rozgrzanej skórze, przychodziło wilgotne, letnie powietrze. Język zatapiający się pomiędzy nogami. Brak tu było błękitnego wiosennego nieba i jesiennych, czerwonych liści. Były krzyk kiedy na to pozwolił i cisza, kiedy to nakazał. Były rozkosz i tęsknota, uniesienie i wypalenie. Skomponował to dla swojej żony - ostrożnie, z wyczuciem, ale to wciąż był sztorm - burza emocji, której źródłem była Lavinia reagująca na niego. Na człowieka nierozumiejącego słowa „nie”, niezdolnego do przyjęcia odmowy. To był bardzo krwawy erotyk - mówił o przyjemności, ale i o klęknięciu przed kimś i oddaniu mu się na jego zasadach. Przerażająca, ale podniecająca pieśń mimo niesionego wraz z kolejnymi nutami niepokoju, była jednym z zapewne ostatnich dowodów na to, że Degenhardt jest, a przynajmniej był człowiekiem. Każda kolejna miała stać się historią upadku.

- Otto?

Umbriel zaśmiał się tylko, nie przerywając grania muzyki. W takiej sytuacji usłyszeć imię bliskiego - niedokończone jedynie przez przyspieszony oddech i westchnienie. Niby nie był zazdrosny, tak mu się przynajmniej wydawało, ale pojawił się w nim jakiś cień frustracji - że dało się nałożyć na te nuty obraz kogoś innego niż on sam. Nadawało im to innego znaczenia, niż zamierzał. Wciąż intensywnego, ale chociaż wstyd to pewnie publicznie przyznać - napisał każdą z nich o sobie.

Pokój, w którym się znajdowali, pachniał popiołem. On sam też. I to nie był już tylko duszący papierosowy dym - to było coś innego, postępująca zgnilizna zdegradowanej na własne życzenie duszy - a jednak wciąż potrafił grać z takim samym rezultatem jak wcześniej. Ciekawy to będzie eksperyment, jak długo taki stan rzeczy się utrzyma, a on zachowa resztki trzeźwego umysłu. Już teraz miał wrażenie, że oddalił się od wizerunku prezentowanego jako zatrudniony muzyk - żaden już był z niego bywalec salonów, nawet jeśli część tej maniery w nim pozostała. Wciąż lubił plotki i picie wina, ale nie odgrywanie ról. Bardziej niż tańczące pod zasłoną woalek panie z dobrego domu podobała mu się teraz ona - ktoś na kogo wcześniej nie zwróciłby aż takiej uwagi - wtedy bardziej niż uniesienia interesowała go po prostu kariera. Dziś, kiedy tu siedział, postać o tak iście arystokratycznej urodzie, a jednocześnie duszą zszarganą byciem potworem zdolnym do pożerania cudzych serc, wydawała mu się o wiele bliższa. Tylko Lorraine wciąż ukrywała swąd spalenizny pod grubą warstwą eleganckich perfum. Pozowana dama - niegotowa na to, co on już chwycił i nie zamierzał tego puszczać. Ah, podobało mu się to określenie.

Pozowana dama.

Muzyka przyspieszała wraz z jej oddechem, tak jak i przyspieszały pchnięcia bioder, kiedy część ciebie mówiła dość, ale reszta szykowała się już do szczytu. Rytm się utrzymywał, raz, dwa trzy i... Przerwał nagle. Kiedy wszystko było już tak blisko.

- Nigdy jej nie skończyłem - oznajmił, niby spokojnie, ale w błękitnych tęczówkach dało się dostrzec cień drwiny. Tak naprawdę ten utwór miał swój koniec - szczyt wynoszący słuchającego w błogostan - ale nie dokończył jej teraz przez bycie wrednym człowiekiem wylewającym frustrację na innych. Nie dokończył jej tak, jak ona nie dokończyła imienia jego młodszego brata.


they should be
t e r r i f i e d
of me
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorraine Malfoy (2374), Umbriel Degenhardt (2064)




Wiadomości w tym wątku
[25 czerwca 1972] Gloomy Sunday | Lorraine i Umbriel - przez Lorraine Malfoy - 16.02.2024, 00:23
RE: [25 czerwca 1972] Gloomy Sunday | Lorraine i Umbriel - przez Umbriel Degenhardt - 16.02.2024, 06:50
RE: [25 czerwca 1972] Gloomy Sunday | Lorraine i Umbriel - przez Lorraine Malfoy - 17.02.2024, 06:04
RE: [25 czerwca 1972] Gloomy Sunday | Lorraine i Umbriel - przez Umbriel Degenhardt - 20.05.2024, 22:49
RE: [25 czerwca 1972] Gloomy Sunday | Lorraine i Umbriel - przez Lorraine Malfoy - 08.06.2024, 23:16
RE: [25 czerwca 1972] Gloomy Sunday | Lorraine i Umbriel - przez Umbriel Degenhardt - 28.04.2025, 21:59

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa