20.05.2024, 22:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2024, 22:52 przez Jonathan Selwyn.)
Na Merlina, Matkę i wszystkich bogów wyznawanych na tym świecie. Im Anthony dłużej mówił, tym bardziej nie był w stanie zgadnąć o kogo mogło chodzić i co tak właściwie się wydarzyło. Był jednak pewny, że nie brzmiało to jak wina samego Shafiqa. Kto mógł mu tak zawrócić w głowie do tego stopnia, by porzucenie doprowadziło czarodzieja do takiego stanu? Miłość i jej pochodne emocje, takie jak zauroczenie, czy pożądanie, bywały szalenie problematyczne, a ludzie nimi objęci skłonni byli do strasznie głupich czynów. A najgorsze, że po swoim pobycie we Francji sam nie mógł do końca tego oceniać.
– Jeśli uznał cię za nikogo, to sam jest nikim wartym uwagi – stwierdził, próbując nie rozkręcać się za bardzo w krytyce tego tajemniczego jegomościa, skoro nie wiedział o kogo chodziło. – Jesteś w ogóle pewny, że to nie jest jakiś ślepieć ze stępionymi zmysłami i rozumem, które pozwoliłyby mu na zachowanie jakiegokolwiek gustu, bo tylko ktoś taki mógłby cie odrzucić. I jeszcze uznać, że jesteś tylko kimś kogo zna. Wiesz co Tony? Możliwe, że właśnie uniknąłeś spotykania się ze strasznym gumochłonem. – Możliwe było też to, że jednak trochę za bardzo się rozkręcił.
No dobrze. Ale może jakiś mały urok rzucony na ojca Anthony'ego, by się przydał. Może nikt by się nie zorientował, a tamten zdecydowanie na to zasługiwał.
– Twój ojciec jest głupi – Czasem niektóre rzeczy należało powiedzieć wprost.
Czyjś rodzic jest głupi.
Ta prosta filozofia naprawdę czasem pomagała mu w życiu. Stał się jej mistrzem w momencie, gdy wspólnie z Charlotte zaplanowali zniszczenie ich ślubu. Bo przecież ich rodzice byli głupi, mylili się i należało im wszystkim utrzeć nosa. Dalej uważał, że miał rację. I że starszy Shafiq powinie również usłyszeć parę słów pod swoim adresem. Oczywiście nie, że to zamierzał zrobić. Po prostu w sytuacjach takich, jak ta układał sobie w głowie pewne nieprzyjemne kwestie, którymi potraktowałby ojca przyjaciela. Zacząłby na przykład od uprzejmego Jak śmiesz...
Spojrzał z troską na Anthony'ego i ciężko westchnął.
Czasem słowa wystarczały, a czasem nie. Wtedy należało pomóc komuś innymi metodami. Wyprostował się i wyjął różdżkę.
– Nie robiłbym tego, gdybyś nie był moim przyjacielem. Przepraszam – oznajmił i machnął różdzką. Plan był naprawdę prosty. Nakierować subtelny strumień z basenu na Anthony'ego. Tylko, że chyba w wykonaniu tego prostego planu nie pomogło to, że w tego rodzaju magia nie był jego specjalizacją, a tak poza tym to zamiast na basen, patrzył na drugiego czarodzieja.
Chlust
Wszystko było mokre. Posadzka była mokra. Leżanki były mokre. Tony był mokry i sam Jonathan był mokry. Dwie zmokłe kury. Jedna z napadem melancholii, a druga zbyt pewna swoich umiejętności.
Selwyn próbując zachować powagę, otarł czoło z chłodnej wody.
– Może chodźmy się przebrać i pogadać o tej nieszczęsnej pracy?
– Jeśli uznał cię za nikogo, to sam jest nikim wartym uwagi – stwierdził, próbując nie rozkręcać się za bardzo w krytyce tego tajemniczego jegomościa, skoro nie wiedział o kogo chodziło. – Jesteś w ogóle pewny, że to nie jest jakiś ślepieć ze stępionymi zmysłami i rozumem, które pozwoliłyby mu na zachowanie jakiegokolwiek gustu, bo tylko ktoś taki mógłby cie odrzucić. I jeszcze uznać, że jesteś tylko kimś kogo zna. Wiesz co Tony? Możliwe, że właśnie uniknąłeś spotykania się ze strasznym gumochłonem. – Możliwe było też to, że jednak trochę za bardzo się rozkręcił.
No dobrze. Ale może jakiś mały urok rzucony na ojca Anthony'ego, by się przydał. Może nikt by się nie zorientował, a tamten zdecydowanie na to zasługiwał.
– Twój ojciec jest głupi – Czasem niektóre rzeczy należało powiedzieć wprost.
Czyjś rodzic jest głupi.
Ta prosta filozofia naprawdę czasem pomagała mu w życiu. Stał się jej mistrzem w momencie, gdy wspólnie z Charlotte zaplanowali zniszczenie ich ślubu. Bo przecież ich rodzice byli głupi, mylili się i należało im wszystkim utrzeć nosa. Dalej uważał, że miał rację. I że starszy Shafiq powinie również usłyszeć parę słów pod swoim adresem. Oczywiście nie, że to zamierzał zrobić. Po prostu w sytuacjach takich, jak ta układał sobie w głowie pewne nieprzyjemne kwestie, którymi potraktowałby ojca przyjaciela. Zacząłby na przykład od uprzejmego Jak śmiesz...
Spojrzał z troską na Anthony'ego i ciężko westchnął.
Czasem słowa wystarczały, a czasem nie. Wtedy należało pomóc komuś innymi metodami. Wyprostował się i wyjął różdżkę.
– Nie robiłbym tego, gdybyś nie był moim przyjacielem. Przepraszam – oznajmił i machnął różdzką. Plan był naprawdę prosty. Nakierować subtelny strumień z basenu na Anthony'ego. Tylko, że chyba w wykonaniu tego prostego planu nie pomogło to, że w tego rodzaju magia nie był jego specjalizacją, a tak poza tym to zamiast na basen, patrzył na drugiego czarodzieja.
Chlust
Wszystko było mokre. Posadzka była mokra. Leżanki były mokre. Tony był mokry i sam Jonathan był mokry. Dwie zmokłe kury. Jedna z napadem melancholii, a druga zbyt pewna swoich umiejętności.
Selwyn próbując zachować powagę, otarł czoło z chłodnej wody.
– Może chodźmy się przebrać i pogadać o tej nieszczęsnej pracy?