20.05.2024, 23:50 ✶
Czy dało się wyrzucić przez drzwi prowadzące na taras słowo przepraszam?
- Zapomniałeś przeprosić mnie jeszcze za to, że oddychasz. - Objął inną taktykę wytykania mu przepraszania za absolutnie kuźwa wszystko. Jak typowa baba. Przepraszam, że robię cokolwiek. Oh kurwa, on nie miał na to siły - te szorstkie ręce stworzono do trzymania pędzla smarującego po ścianach obelg skierowanych do ludzi, których nie lubił i obijania gęb próbujących mu się odszczekać - wieczne przepraszanie kłóciło się z jego wizją dobrego życia, tak jak z wizją dobrego życia Laurenta kłóciła się chęć poderżnięcia Dante gardła. Pewnie nie mieli szans dojść tutaj do porozumienia, ale Crowowi było naprawdę ciężko zamknąć mordę, kiedy coś go tak bulwersowało.
Jak kreda sunąca po tablicy, drażniąca przy tym głośnym piskiem.
Jak to brzęknięcie pękającego wazonu przebijającego się przez huk, dobitnie przypominającego mu kim był - człowiekiem łatwo tracącym nad sobą kontrolę.
Odetchnął głęboko, spoglądając to na ciemną przestrzeń za oknem, to na stojącego obok Laurenta. Potrzebował kilku długich sekund na stwierdzenie, że okej - teraz o minutę spokojniejszy nadal był zadowolony z tego co zrobił - z wypierdolenia zbędnego badziewia z tego pięknego salonu. Wypierdoliłby stąd każdy inny przedmiot, o którym wiedział, że przypomina Laurentowi o czymś złym. Nawet to rozgwieżdżone niebo, jego projekt wymagający tygodni ciężkiej pracy, skończyłby rozbity o bruk, gdyby tylko blondyn wskazał na niego palcem. Czyste otoczenie, czysty umysł. Lekarze byli od pomagania, nie od sprawiania, że ich pacjenci zanosili się takim płaczem, jaki widział przed chwilą. Wcale nie musiał nikogo kochać, żeby pomóc mu w taki sposób - to wydawało mu się zwyczajną, ludzką powinnością. Samolubność względem ludzi o mniejszych zasobach nie czyniła go jeszcze złym człowiekiem, na pewno nie takim zasługującym na głębokie cierpienie - Crow byłby gotowy iść pod dom tego chuja i pierdolnąć mu w niego kilkoma koktajlami mołotowa, jeżeli to miało sprawić, że Prewett będzie zasypiał w tym domu spokojnie. Chuja...? Ha, tak naprawdę to nie różnili się od siebie aż tak bardzo. Też chciał przyjść tutaj z kwiatami i chociaż był człowiekiem niewierzącym, wcześniej modlił się wręcz o to, żeby ta opowieść skończyła się w łóżku.
Tylko... po tym jak go wysłuchał, po tych wszystkich słowach o zrywaniu kwiatów z ogrodu, o delektowaniu się jego ciałem przez ludzi, którzy... mieli go chyba za nikogo, jakby przywarła do niego łatka prostytutki z Nokturnu... Ten pocałunek, wyczekiwany przez niego przez całe to spotkanie... Dlaczego on smakował tak źle?
Jak coś, czego zwyczajnie nie powinien mieć. Nie wiedział, co się dzieje. Miało być kompletnie inaczej. Objął go ręką, zadarł głowę do góry, chcąc patrzeć w jego oczy, a nie na jego usta i odpowiedział.
- Tak - oczywiście, że mógł zbudować mu dom - ale takie rzeczy trwają długo - a on nie potrafił ich przyspieszyć i najprawdopodobniej nie miał tyle czasu, ile Laurent potrzebował - więc ułóż tę listę rozsądnie. Czujesz się tutaj bezpiecznie?
- Zapomniałeś przeprosić mnie jeszcze za to, że oddychasz. - Objął inną taktykę wytykania mu przepraszania za absolutnie kuźwa wszystko. Jak typowa baba. Przepraszam, że robię cokolwiek. Oh kurwa, on nie miał na to siły - te szorstkie ręce stworzono do trzymania pędzla smarującego po ścianach obelg skierowanych do ludzi, których nie lubił i obijania gęb próbujących mu się odszczekać - wieczne przepraszanie kłóciło się z jego wizją dobrego życia, tak jak z wizją dobrego życia Laurenta kłóciła się chęć poderżnięcia Dante gardła. Pewnie nie mieli szans dojść tutaj do porozumienia, ale Crowowi było naprawdę ciężko zamknąć mordę, kiedy coś go tak bulwersowało.
Jak kreda sunąca po tablicy, drażniąca przy tym głośnym piskiem.
Jak to brzęknięcie pękającego wazonu przebijającego się przez huk, dobitnie przypominającego mu kim był - człowiekiem łatwo tracącym nad sobą kontrolę.
Odetchnął głęboko, spoglądając to na ciemną przestrzeń za oknem, to na stojącego obok Laurenta. Potrzebował kilku długich sekund na stwierdzenie, że okej - teraz o minutę spokojniejszy nadal był zadowolony z tego co zrobił - z wypierdolenia zbędnego badziewia z tego pięknego salonu. Wypierdoliłby stąd każdy inny przedmiot, o którym wiedział, że przypomina Laurentowi o czymś złym. Nawet to rozgwieżdżone niebo, jego projekt wymagający tygodni ciężkiej pracy, skończyłby rozbity o bruk, gdyby tylko blondyn wskazał na niego palcem. Czyste otoczenie, czysty umysł. Lekarze byli od pomagania, nie od sprawiania, że ich pacjenci zanosili się takim płaczem, jaki widział przed chwilą. Wcale nie musiał nikogo kochać, żeby pomóc mu w taki sposób - to wydawało mu się zwyczajną, ludzką powinnością. Samolubność względem ludzi o mniejszych zasobach nie czyniła go jeszcze złym człowiekiem, na pewno nie takim zasługującym na głębokie cierpienie - Crow byłby gotowy iść pod dom tego chuja i pierdolnąć mu w niego kilkoma koktajlami mołotowa, jeżeli to miało sprawić, że Prewett będzie zasypiał w tym domu spokojnie. Chuja...? Ha, tak naprawdę to nie różnili się od siebie aż tak bardzo. Też chciał przyjść tutaj z kwiatami i chociaż był człowiekiem niewierzącym, wcześniej modlił się wręcz o to, żeby ta opowieść skończyła się w łóżku.
Tylko... po tym jak go wysłuchał, po tych wszystkich słowach o zrywaniu kwiatów z ogrodu, o delektowaniu się jego ciałem przez ludzi, którzy... mieli go chyba za nikogo, jakby przywarła do niego łatka prostytutki z Nokturnu... Ten pocałunek, wyczekiwany przez niego przez całe to spotkanie... Dlaczego on smakował tak źle?
Jak coś, czego zwyczajnie nie powinien mieć. Nie wiedział, co się dzieje. Miało być kompletnie inaczej. Objął go ręką, zadarł głowę do góry, chcąc patrzeć w jego oczy, a nie na jego usta i odpowiedział.
- Tak - oczywiście, że mógł zbudować mu dom - ale takie rzeczy trwają długo - a on nie potrafił ich przyspieszyć i najprawdopodobniej nie miał tyle czasu, ile Laurent potrzebował - więc ułóż tę listę rozsądnie. Czujesz się tutaj bezpiecznie?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.